piątek, 29 kwietnia 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 3


Kiedy otworzyłam oczy, mój tułów leżał na parapecie, a nogi na łóżku. Czułam jak bolą mnie wszystkie kości, a najbardziej kręgosłup. Mrugnęłam kilka razy i postarałam się wstać. Stawiając stopę na podłodze poczułam ogromny ból i pieczenie. Usiadłam na brzegu łóżka i spojrzałam na zaschnięte rany. Stopy miałam brudne, więc nocna wizyta w parku nie mogła mi się przyśnić. Jednak ostatnie co zapamiętałam, to wizytę w pokoju Panny Melissy. Dlaczego więc obudziłam się tutaj? Czyżby TO był sen? Zmartwiłam się i postanowiłam iść do łazienki przemyć rany i opatrzeć je, a gdyby wdało się zakażenie, użyć odpowiednich ziół. Moje wspólokatorki jeszcze spały, musiało być zatem dość wcześnie. Kuśtykając przemknęłam cicho do łazienki. Stając przy umywalce spojrzałam w lustro. Miałam kilka liści i paprochów we włosach. Właściwie wyglądałam i czułam się, jakbym spadła z drzewa. Oblałam twarz zimną wodą na orzeźwienie. Kiedy przemyłam stopy, rany nie wyglądały już tak groźnie. Założyłam klapki i wróciłam do pokoju, gdzie zaopatrzyłam się jeszcze w bandaż na lewą stopę. Doprowadziłam się do porządku, ubierając wreszcie coś innego niż szkolną sukienkę, rozczesałam włosy i postanowiłam iść do jadalnii coś przekąsić. Na korytarzu było już słychać głosy dziewcząt i nauczycielek, które również wybierały się na śniadanie. Nasza kucharka, Eleonora przygotowała już stoły do posiłku. Można było zjeść coś na ciepło, lub na zimno. Jajecznica z bekonem, albo owoce. Usiadłam przy stole obok Marthy i Ann, które zdążyłam już polubić i z wzajemnością. Po kilku minutach dołączyły do nas zdyszane Camile i Kate.
- Witamy śpiochów! - krzyknęła Martha, uśmiechając się szeroko i zjadając kolejny owoc winogrona.
- Oh, nie wiem dlaczego, ale spało mi się bardzo dobrze i nie mogłam się obudzić. - odparła Camile.
- Ja również. - dołączyła się Kate.
- Hmm. - mruknęłam.
- Coś nie tak, Cornelio? - zdziwiła się Camile, smarując chleb masłem.
- Tak tylko się zastanawiam. Muszę z wami porozmawiać po śniadaniu. - czułam, że muszę powiedzieć im o tym co mi się przytrafiło.
- Dobrze. Po śniadaniu. - zgodziła się złotowłosa.
Kiedy wstałam z zamiarem odniesienia talerza, do jadalni weszła Panna Melissa. Ubrana jak zwykle na czarno, lecz bez swojego słynnego płaszcza. Właściwie wyglądała dość zwyczajnie, lecz nadal mrocznie. Nasze spojrzenia spotkały się w ułamku sekundy, po czym kobieta szybko odwróciła głowę. To wszystko jest bardzo podejrzane. Po śniadaniu poszłyśmy wraz z Kate i Camile za budynek szkoły, gdzie znajdywał się piękny ogród. Usiadłyśmy na trawie obok wielkiego drzewa.
- To o czym chciałaś z nami porozmawiać? - Kate była wyraźnie przestraszona tym, co może je czekać, bo ja również nie miałam tęgiej miny.
- To bardzo dziwne i może wam się wydać, że postradałam zmysły. Dziś w nocy lunatykowałam, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzało. Obudziłam się w parku, ubrana w koszulę nocną i bez butów, czego wynikiem są moje pokaleczone stopy. - Zdjęłam pantofla, aby pokazać im bandaż, przez który przesiąknęła już krew. Najwidoczniej rana na lewej stopie była głębsza i poważniejsza. - Wracając, spotkałam Pannę Melissę, która kazała mi wrócić do pokoju. Usiadłam na parapecie, wpatrując się w przestrzeń za oknem, po czym postanowiłam wyjść i sprawdzić, dlaczego nasza nauczycielka również nie spała tej nocy. - skłamałam. Nie byłam gotowa powiedzieć im, dlaczego naprawdę do niej poszłam. Mimo, że podejrzewały, to jeszcze nie teraz. - W jej pokoju było strasznie ciemno. Potknęłam się o ostry przedmiot i znów skaleczyłam. Później z ciemności wyszła Panna Melissa i stanęła ze mną twarzą w twarz. Powiedziała mi, że czyta w ludzkich umysłach. A potem zemdlałam i obudziłam się na parapecie. - kiedy skończyłam opowiadać, spojrzałam na twarze dziewczyn, które były bliskie śmiechu, lecz milczały i starały się zachować powagę.
- No co? Nic nie powiecie?
- Cornelio... nie masz przypadkiem gorączki? - Camile jak zwykle nie mogła powstrzymać się, aby mi nie dogryźć.
- Świetnie! Was to bawi! A ja jestem totalnie przerażona i nie wiem co się ze mną dzieje! - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- To był tylko sen, Cornelio. - Kate starała się być łagodna.
- Ale był bardzo realistyczny!
- Też miewam realistyczne sny, to nic dziwnego. - dodała blondynka.
- Panna Melissa idzie, cisza! - powiedziała Camile wskazując ręką w stronę nauczycielki i nagle wszystkie zamilkłyśmy.
- Witam dziewczęta w ten piękny poranek. - powiedziała, stonowanym głosem. Jej policzki były tak spięte, że uśmiech nie próbował nawet się przez nie przecisnąć.
- Dzień dobry Panno Melisso. - wszystkie trzy powiedziałyśmy chórkiem.
- Panno McCarthy, wygląda pani na przestraszoną, czy coś nie tak? - przełknęłam ślinę.
- Wszystko w porządku. - odparłam przez zaciśnięte zęby.
- Mam nadzieję. - spojrzała mi głęboko w oczy. Chciałam odwrócić wzrok, ale nie potrafiłam.
- Wolałabym zastać cię samą, Cornelio. Mam pewną sprawę, która nie dotyczy twoich przyjaciółek. - popatrzyła w nich stronę znacząco. Dziewczyny wstały, kiwając głowami i szybko zniknęły za drzewami.
Zaczęłam czuć znów dziwne ukłócie w żołądku, które towarzyszyło mi zawsze, kiedy byłam sam na sam z Panną Melissą. Podeszła bliżej i usiadła obok mnie, opierając się o drzewo. Nie patrzyła na mnie. Mogłam rozluźnić się chociaż trochę.
- Jak stopy? - zapytała, całkiem innym tonem głosu, którego nie słyszałam dotychczas. Jakby była inną osobą.
- Już nie bolą, aczkolwiek jedna wciąż krwawi. Rana jest chyba bardziej poważniejsza. - odparłam, nadzwyczaj spokojnie. - Ale chyba nie o tym chciała pani ze mną porozmawiać, czyż nie?
- Skąd ta pewność? Ale masz rację. Nie o tym chciałam rozmawiać.
- A więc? - zadziwiała mnie moja narastająca pewność siebie, kiedy nie patrzyłyśmy sobie w oczy.
- Wczorajszy wieczór. Co z niego pamiętasz? - jej głos nabrał znów trochę poważniejszego tonu. 
- To, że lunatykowałam. Spotkałam panią, wróciłam do pokoju i siedziałam na parapecie podziwiając niebo. - odparłam, nie chcąc mówić więcej.
- I co dalej? - Panna Melissa brnęła, niczym detektyw. Chciała ze mnie wyssać całą prawdę, którą wydaje mi się, że już znała.
- Chyba zasnęłam, ponieważ rano obudziłam się w tym samym miejscu, jednak z nogami na łóżku.
- Nie zasnęłaś. - obróciła głowę i poczułam na sobie jej spojrzenie.
- Nie? - przełknęłam ślinę. Chciałam w tej chwili stać się niewidzialna, albo jak kameleon wtopić się w drzewo.
- Byłaś u mnie, Cornelio. Zemdlałaś, więc zaniosłam cię do pokoju, a żeby wiedzieć, że wszystko z tobą w porządku, użyłam trochę magii. - znów słyszałam ten spokojny ton, jakby inna osoba przemawiała przez nią. A jej spojrzenie wciąż tkwiło na mojej twarzy. Siedziała tak blisko, że stykałyśmy się ramionami.
- T-to z-znaczy, że to nie był s-sen? - wymamrotałam.
- Skądże.
- Czyli pani naprawdę czyta w ludzkich umysłach? - naszło mnie poczucie przerażenia.
- Chciałabyś, żebym częściej się uśmiechała i lubisz, kiedy jest to spowodowane twoją osobą. Przyszłaś do mnie, ponieważ w twoim sercu gości pewne uczucie, którego jednak nie jesteś pewna. Krępuje cię moje spojrzenie, ale je uwielbiasz. - wypowiedziała to niczym poezję, a ja poczułam, jakby czas się zatrzymał, zatapiając wzrok w jej ustach, które do mnie mówiły.

- M-myślę, że nie powinnam... j-ja... m-muszę już iść. Przepraszam. - wstałam gwałtownie i pobiegłam wzdłuż ścieżki. Nie miałam zamiaru się odwracać.

***

Ostatnie słowa Melissy - pozwalam sobie ją tak nazwać w moich własnych myślach, które pewnie namiętnie czyta, jak ulubioną książkę detektywistyczną - zrobiły na mnie nie lada wrażenie. Wywarły przerażenie i strach, dlatego uciekłam. Poczułam się także lekko skrępowana tym, że wie, co myślę i czuję jeszcze zanim zechcę jej o tym powiedzieć. Będąc dzieckiem chciałam czytać w ludzkich umysłach, ale patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, denerwowało by mnie to. Pewnie nawet jeśli nie chce, słyszy czyjeś myśli i zakłócają jej spokój. Chociaż w moich oczach jest tak potężną czarownicą i niemal jestem pewna, że potrafi ujażmić niechciane głosy w jej głowie. Sobota minęła mi na zabawach i rozmowach z dziewczynami. Kiedy pytały, o czym Melissa chciała ze mną rozmawiać, skłamałam, że chodziło o dodatkowe zajęcia. Ale teraz już nie jestem pewna, czy będę na nie przychodzić. Sprawy się trochę pokomplikowały. Dziś była niedziela i jak zwykle wybrałyśmy się na zakupy do miasta. Oczywiście nie chodziło o nowe ubrania, czy biżuterię. Poszłyśmy z Eleonorą po składniki do kuchni i przy okazji mogłyśmy nabyć potrzebne zioła na lekcję zielarstwa. Unikałam Panny Melissy jak ognia. Na posiłki przychodziłam ze spuszczoną głową, aby nie napotkać jej wzroku. Nie przechadzałam się bezsensownie po korytarzach i starałam się nie chodzić nigdzie sama. Nastał wieczór. Wróciłam z kolacji i postanowiłam jeszcze trochę poczytać, zanim pójdę spać. Kate znów siedziała przed lustrem, czesząc swoje włosy, a Camile rysowała. W pokoju panowała idealna cisza, którą zakłócał jedynie dźwięk szczotki, przejeżdżającej po włosach, przewracanie kartek książki i szuranie węgla po kartce. Było niestety zbyt cicho. Znów słyszałam swoje myśli, co nie pozwoliło mi skupić się na czytaniu. Odłożyłam książkę i zadarłam głowę do góry, patrząc się w biały sufit. Westchnęłam ciężko. Kate spojrzała na mnie swoim odbiciem w lustrze, a Camile podniosła wzrok znad kartki papieru, która robiła się coraz bardziej czarna, formuując na swojej powierzchni jakiś kształt.
- No co? - zdziwiłam się, kiedy obie spojrzały na mnie pytająco.
- Co się z tobą dzieje? Od wczoraj jesteś jakaś nieobecna. - stwierdziła Camile.
- A ty jak zwykle coś sobie wmawiasz. - odparłam zgryźliwie, próbując wywinąć się od tłumaczenia.
- Nie mówisz nam prawdy, Cornelio. Widzę to w twoich oczach, nie znamy się od dziś. - W jej tonie słychać było zawód. Kate jak zwykle próbowała nie wtrącać się w nasze wymiany zdań, przytakując tylko jednej, bądź drugiej. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
- Wydaje ci się.
- Dobrze, niech ci będzie. Ale wiedz, że nas nie oszukasz, prawda Kate? - spojrzała na przyjaciółkę. - Tak uważam. - odparła niepewnie.
- Dobra! Mam tego dość! - krzyknęłam, nie mogąc już wytrzymać tych ciągłych podejrzeń i kłamstw. Wstałam z łóżka i gestykulując zaczęłam mówić o wszystkim. 

niedziela, 24 kwietnia 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 2


Przemierzałam pusty park, a drogę oświetlał mi jedynie blask księżyca. Nie wiem co robiłam i jakim cudem się tam znalazłam. Obudziłam się i stałam boso na środku trawnika w koszuli nocnej. Nigdy wcześniej nie lunatykowałam, więc przestraszyłam się i prawie biegiem ruszyłam w stronę akademika. Kamienie raniły moje stopy i czułam, że krwawią, lecz nie zatrzymywałam się. "Przecież jestem czarownicą, nie powinnam obawiać się ciemności" - pomyślałam. Jednak bałam się będąc sama, w środku nocy. Miałam moc, którą mogłam obronić się przed niebezpieczeństwem, lecz mimo wszystko lękałam się. Zaczęłam szybko biec, żeby jak najszybciej dostać się do pokoju. Kiedy zza drzew zaczął wyłaniać się dach budynku, mój strach zmniejszył się. Słyszałam jedynie swój szybki oddech i odgłosy sów. Nagle jednak mój słuch wytropił jeszcze jeden dźwięk. Skrzypienie drzwi. Zastanowiło mnie, kto oprócz mnie nie śpi. Kiedy znalazłam się przed samym akademikiem, którego ściany porośnięte były gęstym bluszczem, co sprawiało, że jeszcze trudniej było mi odróżnić drzwi od okna, znów usłyszałam ten sam dźwięk. Chciałam być już w środku, w swoim łóżku, ale jednocześnie zaintrygowało mnie to, kim jest osoba, która odpowiada za skrzypienie drzwi. Odnalazłam wejście do budynku i zatrzymałam się przed nim, wytężając słuch.
- Nie powinnaś być w łóżku, Panno McCarthy? - usłyszałam dobrze znany mi głos, który spowodował, że o mało nie dostałam zawału. Krzyknęłam z przerażenia.
- J-ja... t-to znaczy... l-lunatykowałam. - odaprłam przestraszona. Kobieta mruknęła i pokiwała głową.
- Wiem, że to nie jest odpowiednie wytłumaczenie, ale naprawdę tak było. Obudziłam się w parku. Proszę spojrzeć, jestem w samej koszuli i boso. Gdybym celowo wybrała się na nocny spacer, ubrałabym chociaż buty. - wskazałam na stopy, nabierając pewności siebie. Panna Melissa miała na sobie gruby czarny płaszcz i kaptur na głowie. Wyglądała jeszcze bardziej mrocznie niż zazwyczaj. Zsunęła kaptur z głowy i wypuściła na wierzch swoje długie, czarne włosy. Nie widziałam dokładnie jej twarzy, więc nie mogłam dojrzeć emocji jakie się na niej ukrywały.
- W takim razie proszę wracać do środka. - powiedziała, wskazując na drzwi.
- Właśnie miałam zamiar, ale usłyszałam dziwne dźwięki, więc postanowiłam przysłuchać się skąd dobiegały, aż prawie dostałam zawału i zjawiła się Pani. - starałam się być zabawna, aby nie spotkały mnie żadne konsekwencje, ponieważ nie wolno nam wychodzić w nocy.
- Na szczęście jesteś cała i zdrowa i możesz spokojnie udać się do łóżka. - odparła ironicznie i udała się w kierunku drzwi, przepuszczając mnie w nich i bacznie obserwując, czy aby na pewno zmierzam do swojego pokoju. Weszłam po cichu, aby nie obudzić dziewczyn i położyłam się do łóżka. Wiedziałam, że nie zasnę. Próbowałam, ale nie mogłam. Nadal zastanawiało mnie, dlaczego lunatykując, wyszłam aż tak daleko . Co dziwniejsze, nigdy wcześniej nie lunatykowałam. Chyba.
Usiadłam na parapecie i przyglądałam się niebu, pełnemu gwiazd.
Księżyc, który świecił w pełni, wyglądał niczym król wszystkich pozostałych gwiazdek, próbujących dorównać mu swoim blaskiem. Drzewa i park z tej perspektywy wyglądały niegroźnie, jednak bardzo tajemniczo. Cisza dawała się we znaki. Słyszałam nawet oddechy moich współlokatorek. Kompletnie się rozbudziłam. Na szczęście następny dzień to sobota, więc nie musiałam martwić się, że będę nieprzytomna na zajęciach. Nudziło mnie już patrzenie się w okno. Nie mogłam czytać, bo zważywszy na śpiące przyjaciółki, nie chciałam zapalać świecy, której blask na pewno by je obudził. Poczułam chęć przespacerowania się przez korytarzu na piętrze i odnalezienia pokoju Panny Melissy. Ona również jeszcze nie spała i zastanawiało mnie dlaczego. Od początku jąlubiłam i czułam potrzebę zbliżenia się do niej w jakiś sposób. Czytałam kiedyś książkę pt. "Złodziejka", w której opisany był romans między dwiema kobietami i wiedziałam, że jest to niedopuszczalne w naszych czasach, w naszym świecie. Jednak uczuć nie można powstrzymać. A zakazany owoc jeszcze lepiej smakuje. Wstałam z parapetu i na paluszkach wymknęłam się z pokoju. Wytężyłam słuch i wzrok, mając się na baczności, żeby nikt nie zaskoczył mnie, jak zrobiła to Panna M. Ruszyłam wzdłuż korytarza patrząc na tabliczki wisząca na drzwiach. Panna Sussanne, Florence, Gabrielle, Lorianna... jest! Panna Melissa. Stanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki wdech. Zapukałam trzy razy, bardzo delikatnie. Nie usłyszałam odzewu. Zdecydowałam się nacisnąć na klamkę. Popchnęłam drzwi, które lekko otworzyły się i weszłam do ciemnego pomieszczenia. Nie widziałam kompletnie nic.
- Panno Melisso? Jest tu pani? Halo? - dreptałam po omacku przez pokój, zmierzając w stronę, gdzie prawdopodobnie było okno, zasłonięte ciemną płachtą, nie przepuszczając prawie wcale światła księżyca. Nagle potknęłam się o jakiś ostry przedmiot i upadłam na kolano. Syknęłam z bólu. "A niech to!" - pomyślałam. Otrząsnęłam się i wstałam. Tej nocy narobię sobie wiele szkód niż kiedykolwiek, ale jak już przyszłam, postanowiłam ryzykować dalej. Nagle poczułam, jak czyjeś dłonie obejmują mnie w talii. Wystraszyłam się i szybko obróciłam do tyłu.
Mój wzrok przyzwyczaił się już do ciemności, więc jakimś sposobem dojrzałam rysy twarzy, stojącej przy mnie osoby. Była to Melissa. Pierwszy raz stała tak blisko mnie. Byłam niemal pewna, że słyszy mocne bicie mojego serca. Ujęła moją twarz w dłoniach.
- Cornelia. - usłyszałam, cichy szept.
- Wytłumaczę wszyst... - przyłożyła palec do moich ust, nie pozwalając mi dokończyć.
- Spokojnie. Cieszę się, że przyszłaś. - tym razem było słychać w jej głosie, że naprawdę się cieszy.
Chciałam objąć ją i poczuć zapach jej delikatnej skóry. Wpleść dłonie w jej włosy i obdarowywać pocałunkami. Pomyślałam o tym, a po chwili usłyszałam.
- Wiesz, Cornelio. Jako jedna z nielicznych mam moc czytania w ludzkich umysłach. - uśmiechnęła się, odgarniając kosmyk moich jasnobrązowych włosów, które w ciemnościach pomieszczenia były równie czarne jak i jej.
W tym momencie przestałam myśleć. Zbliżyła swoją twarz do mojej aż dzieliły nas tylko centymetry. Nagle zakręciło mi się w głowie, nogi stały się miękkie i opadłam na podłogę, tracąc przytomność. 

czwartek, 21 kwietnia 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 1



Wszystkie lekcje właśnie się skończyły, a ja przemierzałam długi, pusty korytarz w drodze do sali, znajdującej się na jego końcu. Jeśli dobrze pamiętam, Panna Melissa zapraszała nas na dodatkowe zajęcia praktyczne o piątej po południu. Postanowiłam zatem przyjść i zrobić dobre wrażenie. Chciałam przypodobać się wszystkim i pokazać, że jestem aktywną uczennicą. Trzymałam w dłoniach wszystkie podręczniki, które były potrzebne tego dnia oraz woreczek z ziołami. Zanim zaczęłam ostatnie trzy lata nauki w Wyższej Szkole Dla Magów, wybrałam specjalizację strażniczki. Uczę się także przygotowywać eliksiry i przygotowuję do wytwarzania portali. Idąc korytarzem podziwiałam obrazy, wiszące na ścianach. Nie patrzyłam przed siebie i nagle wpadłam na kogoś. Była to dziewczyna o długich, rudych włosach, niebieskich oczach, bladej cerze i zadartym nosie. Od pierwszego dnia krzywo na mnie spoglądała.
- Uważaj, jak idziesz, laluniu! - parsknęła w moją stronę po czym zaczęła szeptać coś do swojej koleżanki. Nie odpowiadając jej, skręciłam w stronę drzwi do klasy. Ujrzałam puste krzesła. Jak to? Byłam pewna, że przyszłam na czas. Przy biurku siedziała Panna Melissa, pisząc coś w swoim dzienniku. Kiedy usłyszała stukot moich obcasów, podniosła głowę i odgarnęła z twarzy swoje proste, czarne niczym węgiel włosy.
- Witaj Cornelio. - uśmiechnęła się lekko. A pełny uśmiech na jej twarzy, to dopiero rzadkość! Panna Melissa jest bardzo tajemniczą osobą. Czuję, że skrywa wiele sekretów, a ja nie wiedząc dlaczego, bardzo chciałabym je poznać. Reszta dziewczyn chyba za nią nie przepada, co zdążyłam zauważyć na zajęciach. Ja jednak od razu ją polubiłam, mimo, że nie wykazywała entuzjazmu w stosunku do mojej osoby.
Niepewnie ruszyłam w głąb klasy.
- Dzień dobry pani. - powiedziałam. - Przyszłam na dodatkowe zajęcia.
- Bardzo się cieszę. - czego wcale nie było po niej widać.
- Nie ma nikogo więcej?
- Jak widać. Nie ma. – odparła, obejmując spojrzeniem ławki.
- To może nie będę zabierać pani czasu... - cofnęłam się z zamiarem wyjścia z pomieszczenia.
- Panno McCarthy, proszę zostać. - powiedziała głośniej, wstając z miejsca.
Zatrzymałam się.
- Zawsze czekam tu na uczniów, którzy i tak nie przychodzą. Bardzo mi miło, że się zjawiłaś.
Trochę niezręcznie, że będę jako jedyna, ale postanowiłam zostać.
Panna Melissa wybrała grubą, starą księgę z biblioteczki i położyła ją na biurku. Przedstawiła i opisała mi zaklęcia, których będę mogła nauczyć się na dodatkowych zajęciach.
- Nie uczę tego na lekcjach, więc na pewno sporo skorzystasz. - powiedziała.
- Dlatego tu jestem. - odparłam.
- To co, zaczynamy od Ognistej Wieży? - lekko przeraziłam się po usłyszeniu nazwy zaklęcia.
- Spróbujmy. - w głębi duszy i tak myślałam, że nie uda mi się.
- Przejdźmy do sali treningów. - powiedziała Panna Melissa i ruszyła w stronę drewnianych, zniszczonych drzwi przy biblioteczce. Nigdy tam nie byłam i nigdy nie widziałam też, żeby je otwierała. Wyjęła zardzewiały klucz z kieszeni swojego czarnego płaszcza. Jej strój w połączeniu ze stukotem obcasów i mrożącą krew w żyłach miną sprawiał, że idąc korytarzem przyprawiała niektórych o gęsią skórkę.
Weszłyśmy do środka. Moim oczom ukazało się bardzo duże pomieszczenie bez okien, w którym unosiła się dziwna mgła. Rozglądałam się dookoła, nie znajdując niczego interesującego, prócz szarych cegieł. Czułam wilgoć i odór siarki. Panna Melissa patrzyła na mnie, dziwnie się uśmiechając, kiedy "podziwiałam" to miejsce.
- Dobrze, zaczynamy. - nie pytając mnie o zdanie, wydała rozkaz. - To zaklęcie polega przede wszystkim na współpracy. Można wykonać je nawet w wielosobowej grupie. Magowie łapią się za ręce i skupiają swoje myśli na sobie. W kręgu, który powstanie, pojawi się Ognista Wieża, która swoim fałszywym urokiem przyciągnie gargulce i zabije je. Gargulce były najsłabszym, ale też najczęściej spotykanym przeciwnikiem. Większość magów posługiwała się podstawowymi zaklęciami, żeby ich pokonać. Mama jednej z uczennic, podczas wędrówki przez las napotkała kilka owych stworzeń. Ogłuszyła ich jedynie zwykłym zaklęciem, ponieważ nie znała nic, co pokona ich na dobre. Wracając tą samą ścieżką, gargulców zebrało się kilkakrotnie więcej, rozwścieczone przez kobietę, nie dały się już ogłupić prostym zaklęciem. Dziś, była uczennica St. George jest półsierotą. Na pozór niezbyt groźne stworzenia odebrały życie jej matce.
- Spróbujmy. – Nauczycielka wyciągnęła ręce w moją stronę. Niepewnie podałam jej swoje. Kiedy poczułam jej silny i pewny uścisk, wiedziałam, że jestem bezpieczna. Miała delikatne dłonie, lecz bardzo chłodne. W tym momencie poczułam jakbym znała ją od dawna. Przepływała przeze mnie moc, która emonawała od Panny Melissy. Zamknęła oczy, więc zrobiłam to samo. Nagle poczułam ciepło w nogach. Wydawałoby się, jakby powietrze zaplatało koła i wirowało wokół nas. Skupiłam się na swojej mocy, aby przywołać ogień. Zapomniałam o wszystkim i postarałam się tak bardzo, jak tylko mogłam. Po chwili powietrze stało się jeszcze cieplejsze i zrobiło się duszno. Zaczęłam panikować, ponieważ zazwyczaj podczas przywoływania ognia, mrowiło mnie w palcach u rąk na stopach oraz czułam lekko ciepłe powietrze, przepływające wokół. Tym razem było wręcz przerażająco. Spanikowałam i puściłam Pannę Melissę starając się nabrać jak najwięcej powietrza, żeby móc oddychać.
- Cornelio! - krzyknęła.
- Przepraszam, ja... ja nie wiem co się stało, nie miałam czym oddychać. - próbowałam wytłumaczyć się, przykładając rękę do czoła. Było ciepłe. Jakbym miała gorączkę. Od początku wiedziałam, że się do tego nie nadaję, ale chciałam mimo wszystko zaimponować. Chyba powinnam odpuścić i zająć się zielarstwem.
- Przepraszam, że zajęłam cenny czas, Panno Melisso. - czułam, że zaraz się rozpłaczę, więc postanowiłam wyjść. Usłyszałam tylko westchnięcie nauczycielki i stukot własnych obcasów, podczas biegu w stronę drzwi. Wzięłam swoje rzeczy z klasy i opuściłam pomieszczenie, po czym wyszłam ze szkoły na dziedziniec.
Dopiero od kilku tygodni byłam nową uczennicą szkoły St. George po drugiej stronie lustra w Amsterdamie. Czas zatrzymał się na epoce wiktoriańskiej. A najważniejszą różnicą między naszym światem, a tym po drugiej stronie jest moc, którą posiada każdy, kto się tu urodził. Małe dzieci nie potrafią jej kontrolować, zatem kiedy skończą sześć lat, muszą zacząć naukę w szkole. Nie mamy tu geografii, matematyki czy biologii. Uczymy si
ę zaklęć, mikstur, teleportacji i wielu innych. W zależności od tego, komu, co odopowiada najbardziej.
Niemal wszyscy, których znam od zawsze marzyli o podróży na drugą stronę lustra. Jednak podobno mogą to zrobić jedynie doświadczeni magowie, którzy znają zaklęcia i potrafią wyczarowywać portale powrotne. Ja również miałam nadzieję, że kiedyś będę mogła przejść przez portal w Wielkim Lustrze i zobaczyć jak żyje się tamtym ludziom.  
Słońce zaczęło zachodzić, a gęsta masa chmur nadciągała z daleka, żeby za chwilę móc przysłonić całe niebo. Pewnie zaraz się rozpada. - pomyślałam, po czym przyspieszyłam. Na przeciwko szkoły znajdował się akademik, w którym mieszkałmy. Miałyśmy trzyosobowe pokoje. W przeciwieństwie do budynku szkoły, ten był bardziej przejrzysty. Ściany w pokojach i na korytarzach pomalowane zostały na biało. Wszędzie słychać było szepty, dochodzące z różnych pomieszczeń, w których dziewczyny głośno rozmawiały, śmiały się lub czarowały - czego nie można było robić poza lekcjami, jeśli nie miało się dyplomu, który oświadczał o ukończeniu praktyk. Można było go zdobyć po roku uczęszczania do szkoły St. George lub za szczególne osiagnięcia np. podczas nocnych wypraw do lasu organizowanych przez Pannę Juliet, która odpowiadała za nauczanie o portalach.
Weszłam do swojego pokoju, który dzieliłam z Camile i Kate.
- Gdzieś ty była! - krzyknęła blondynka, siedząca na łóżku z książką.
- Na zajęciach dodatkowych. - odparłam, zamykając za sobą drzwi.
- I jak?
- Beznadziejnie. - rzuciłam książki na stolik i opadłam na łóżko. Dziewczyny spojrzały na mnie pytająco. Kate siedziała przed lustrem i czesała swoje złote włosy. Widziałam jej spojrzenie w odbiciu.
- Nie nadaję się do tego, co tu więcej opowiadać.
- Przecież ty nigdy się nie poddajesz, Cornelio. Co się naprawdę stało? - zdziwiła się Camile.
Opowiedziałam im wszystko po czym usłyszałam, że nie powinnam się przejmować i niepotrzebnie wyszłam z zajęć.
- Powinnaś spróbować jeszcze raz, przecież nie każdemu wyjdzie od razu. - powiedziała Kate, podchodząc do mnie i kładąc dłoń na moim ramieniu.
- A ja myślę, że tu nie chodzi o to. - Camile spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Znam ten uśmieszek! - krzyknęłam.
- No co, nie mam racji?
- Właściwie, to co masz na myśli?
- Mam na myśli mrok i tajemnice! - zaśmiała się.

Nie odzywałam się już tego wieczoru. Przygotowałam się do kolacji, a po niej wzięłam kąpiel i położyłam się do łóżka.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Po drugiej stronie lustra - Prolog

- Ravdahelius! - krzyknęłam na cały głos, kierując ręce w stronę Severyna.
Mężczyzna odwrócił się w moją stronę, a błysk światła, które towarzyszyło mojemu zaklęciu, oślepił go. Zasłonił dłonią twarz, po czym zaklęcie ugodziło go prosto w klatkę piersiową. Usłyszałam jego przeraźliwy krzyk, kiedy upadał. Miałam nadzieję, że nie wyjdzie z tego cało. Szybko skierowałam się w stronę Fontanny, aby pomóc Melissie. Udało jej się wydostać na powierzchnię, jednak przytrzymywała się resztkami sił. Kaszlała, wypluwając truciznę. Podałam jej dłonie i pomogłam wyjść na zewnątrz. Klęczała na posadzce, a ja trzymałam swoją dłoń na jej ramieniu, czekając aż wykrztusi całą wodę i jej oddech uspokoi się. W międzyczasie spojrzałam na leżącego Severyna. Ani drgnął. Czyżbym... naprawdę pokonała go? Byłam ciekawa jak zareguje na to Melissa i czy jej pamięć wróciła.
- Już dobrze. - usłyszałam cichy głos kobiety. - Dziękuję Cornelio. 
Poczułam ciepło w żołądku.
- Połknęłaś truciznę? - zapytałam. Ręce trzęsły mi się.
- Trudno by było tego nie zrobić. Prawie się w niej utopiłam. - odparła oschle.
Westchnęłam. Skoro do jej organizmu dostała się kolejna dawka trucizny, pamięć musiała jej wrócić.
- Pamiętasz...
- Tak. - nie zdążyłam dokończyć pytania, gdy Melissa przerwała mi.
- Znów czytasz mi w myślach.
- Oczywiście.