Kiedy otworzyłam oczy, mój tułów leżał na parapecie, a nogi na łóżku. Czułam jak bolą mnie wszystkie kości, a najbardziej kręgosłup. Mrugnęłam kilka razy i postarałam się wstać. Stawiając stopę na podłodze poczułam ogromny ból i pieczenie. Usiadłam na brzegu łóżka i spojrzałam na zaschnięte rany. Stopy miałam brudne, więc nocna wizyta w parku nie mogła mi się przyśnić. Jednak ostatnie co zapamiętałam, to wizytę w pokoju Panny Melissy. Dlaczego więc obudziłam się tutaj? Czyżby TO był sen? Zmartwiłam się i postanowiłam iść do łazienki przemyć rany i opatrzeć je, a gdyby wdało się zakażenie, użyć odpowiednich ziół. Moje wspólokatorki jeszcze spały, musiało być zatem dość wcześnie. Kuśtykając przemknęłam cicho do łazienki. Stając przy umywalce spojrzałam w lustro. Miałam kilka liści i paprochów we włosach. Właściwie wyglądałam i czułam się, jakbym spadła z drzewa. Oblałam twarz zimną wodą na orzeźwienie. Kiedy przemyłam stopy, rany nie wyglądały już tak groźnie. Założyłam klapki i wróciłam do pokoju, gdzie zaopatrzyłam się jeszcze w bandaż na lewą stopę. Doprowadziłam się do porządku, ubierając wreszcie coś innego niż szkolną sukienkę, rozczesałam włosy i postanowiłam iść do jadalnii coś przekąsić. Na korytarzu było już słychać głosy dziewcząt i nauczycielek, które również wybierały się na śniadanie. Nasza kucharka, Eleonora przygotowała już stoły do posiłku. Można było zjeść coś na ciepło, lub na zimno. Jajecznica z bekonem, albo owoce. Usiadłam przy stole obok Marthy i Ann, które zdążyłam już polubić i z wzajemnością. Po kilku minutach dołączyły do nas zdyszane Camile i Kate.
- Witamy śpiochów! -
krzyknęła Martha, uśmiechając się szeroko i zjadając kolejny owoc winogrona.
- Oh, nie wiem
dlaczego, ale spało mi się bardzo dobrze i nie mogłam się obudzić. - odparła
Camile.
- Ja również. -
dołączyła się Kate.
- Hmm. - mruknęłam.
- Coś nie tak,
Cornelio? - zdziwiła się Camile, smarując chleb masłem.
- Tak tylko się
zastanawiam. Muszę z wami porozmawiać po śniadaniu. - czułam, że muszę
powiedzieć im o tym co mi się przytrafiło.
- Dobrze. Po
śniadaniu. - zgodziła się złotowłosa.
Kiedy wstałam z
zamiarem odniesienia talerza, do jadalni weszła Panna Melissa. Ubrana jak
zwykle na czarno, lecz bez swojego słynnego płaszcza. Właściwie wyglądała dość
zwyczajnie, lecz nadal mrocznie. Nasze spojrzenia spotkały się w ułamku
sekundy, po czym kobieta szybko odwróciła głowę. To wszystko jest bardzo
podejrzane. Po śniadaniu poszłyśmy wraz z Kate i Camile za budynek szkoły,
gdzie znajdywał się piękny ogród. Usiadłyśmy na trawie obok wielkiego drzewa.
- To o czym chciałaś
z nami porozmawiać? - Kate była wyraźnie przestraszona tym, co może je czekać,
bo ja również nie miałam tęgiej miny.
- To bardzo dziwne i
może wam się wydać, że postradałam zmysły. Dziś w nocy lunatykowałam, co nigdy
wcześniej mi się nie zdarzało. Obudziłam się w parku, ubrana w koszulę nocną i
bez butów, czego wynikiem są moje pokaleczone stopy. - Zdjęłam pantofla, aby
pokazać im bandaż, przez który przesiąknęła już krew. Najwidoczniej rana na lewej
stopie była głębsza i poważniejsza. - Wracając, spotkałam Pannę Melissę, która
kazała mi wrócić do pokoju. Usiadłam na parapecie, wpatrując się w przestrzeń
za oknem, po czym postanowiłam wyjść i sprawdzić, dlaczego nasza nauczycielka
również nie spała tej nocy. - skłamałam. Nie byłam gotowa powiedzieć im,
dlaczego naprawdę do niej poszłam. Mimo, że podejrzewały, to jeszcze nie teraz.
- W jej pokoju było strasznie ciemno. Potknęłam się o ostry przedmiot i znów
skaleczyłam. Później z ciemności wyszła Panna Melissa i stanęła ze mną twarzą w
twarz. Powiedziała mi, że czyta w ludzkich umysłach. A potem zemdlałam i
obudziłam się na parapecie. - kiedy skończyłam opowiadać, spojrzałam na twarze
dziewczyn, które były bliskie śmiechu, lecz milczały i starały się zachować
powagę.
- No co? Nic nie
powiecie?
- Cornelio... nie
masz przypadkiem gorączki? - Camile jak zwykle nie mogła powstrzymać się, aby
mi nie dogryźć.
- Świetnie! Was to
bawi! A ja jestem totalnie przerażona i nie wiem co się ze mną dzieje! - skrzyżowałam
ręce na klatce piersiowej.
- To był tylko sen,
Cornelio. - Kate starała się być łagodna.
- Ale był bardzo
realistyczny!
- Też miewam
realistyczne sny, to nic dziwnego. - dodała blondynka.
- Panna Melissa
idzie, cisza! - powiedziała Camile wskazując ręką w stronę nauczycielki i nagle
wszystkie zamilkłyśmy.
- Witam dziewczęta w
ten piękny poranek. - powiedziała, stonowanym głosem. Jej policzki były tak
spięte, że uśmiech nie próbował nawet się przez nie przecisnąć.
- Dzień dobry Panno
Melisso. - wszystkie trzy powiedziałyśmy chórkiem.
- Panno McCarthy,
wygląda pani na przestraszoną, czy coś nie tak? - przełknęłam ślinę.
- Wszystko w
porządku. - odparłam przez zaciśnięte zęby.
- Mam nadzieję. -
spojrzała mi głęboko w oczy. Chciałam odwrócić wzrok, ale nie potrafiłam.
- Wolałabym zastać
cię samą, Cornelio. Mam pewną sprawę, która nie dotyczy twoich przyjaciółek. -
popatrzyła w nich stronę znacząco. Dziewczyny wstały, kiwając głowami i szybko
zniknęły za drzewami.
Zaczęłam czuć znów
dziwne ukłócie w żołądku, które towarzyszyło mi zawsze, kiedy byłam sam na sam
z Panną Melissą. Podeszła bliżej i usiadła obok mnie, opierając się o drzewo.
Nie patrzyła na mnie. Mogłam rozluźnić się chociaż trochę.
- Jak stopy? -
zapytała, całkiem innym tonem głosu, którego nie słyszałam dotychczas. Jakby
była inną osobą.
- Już nie bolą,
aczkolwiek jedna wciąż krwawi. Rana jest chyba bardziej poważniejsza. -
odparłam, nadzwyczaj spokojnie. - Ale chyba nie o tym chciała pani ze mną
porozmawiać, czyż nie?
- Skąd ta pewność?
Ale masz rację. Nie o tym chciałam rozmawiać.
- A więc? -
zadziwiała mnie moja narastająca pewność siebie, kiedy nie patrzyłyśmy sobie w
oczy.
- Wczorajszy wieczór.
Co z niego pamiętasz? - jej głos nabrał znów trochę poważniejszego tonu.
- To, że
lunatykowałam. Spotkałam panią, wróciłam do pokoju i siedziałam na parapecie
podziwiając niebo. - odparłam, nie chcąc mówić więcej.
- I co dalej? - Panna
Melissa brnęła, niczym detektyw. Chciała ze mnie wyssać całą prawdę, którą
wydaje mi się, że już znała.
- Chyba zasnęłam,
ponieważ rano obudziłam się w tym samym miejscu, jednak z nogami na łóżku.
- Nie zasnęłaś. -
obróciła głowę i poczułam na sobie jej spojrzenie.
- Nie? - przełknęłam
ślinę. Chciałam w tej chwili stać się niewidzialna, albo jak kameleon wtopić
się w drzewo.
- Byłaś u mnie,
Cornelio. Zemdlałaś, więc zaniosłam cię do pokoju, a żeby wiedzieć, że wszystko
z tobą w porządku, użyłam trochę magii. - znów słyszałam ten spokojny ton,
jakby inna osoba przemawiała przez nią. A jej spojrzenie wciąż tkwiło na mojej
twarzy. Siedziała tak blisko, że stykałyśmy się ramionami.
- T-to z-znaczy, że
to nie był s-sen? - wymamrotałam.
- Skądże.
- Czyli pani naprawdę
czyta w ludzkich umysłach? - naszło mnie poczucie przerażenia.
- Chciałabyś, żebym
częściej się uśmiechała i lubisz, kiedy jest to spowodowane twoją osobą.
Przyszłaś do mnie, ponieważ w twoim sercu gości pewne uczucie, którego jednak
nie jesteś pewna. Krępuje cię moje spojrzenie, ale je uwielbiasz. -
wypowiedziała to niczym poezję, a ja poczułam, jakby czas się zatrzymał,
zatapiając wzrok w jej ustach, które do mnie mówiły.
- M-myślę, że nie
powinnam... j-ja... m-muszę już iść. Przepraszam. - wstałam gwałtownie i
pobiegłam wzdłuż ścieżki. Nie miałam zamiaru się odwracać.
***
- No co? - zdziwiłam
się, kiedy obie spojrzały na mnie pytająco.
- Co się z tobą
dzieje? Od wczoraj jesteś jakaś nieobecna. - stwierdziła Camile.
- A ty jak zwykle coś
sobie wmawiasz. - odparłam zgryźliwie, próbując wywinąć się od tłumaczenia.
- Nie mówisz nam
prawdy, Cornelio. Widzę to w twoich oczach, nie znamy się od dziś. - W jej
tonie słychać było zawód. Kate jak zwykle próbowała nie wtrącać się w nasze
wymiany zdań, przytakując tylko jednej, bądź drugiej. Nie wiedziałam co mam
odpowiedzieć.
- Wydaje ci się.
- Dobrze, niech ci
będzie. Ale wiedz, że nas nie oszukasz, prawda Kate? - spojrzała na
przyjaciółkę. - Tak uważam. - odparła niepewnie.
- Dobra! Mam tego
dość! - krzyknęłam, nie mogąc już wytrzymać tych ciągłych podejrzeń i kłamstw.
Wstałam z łóżka i gestykulując zaczęłam mówić o wszystkim.



