piątek, 29 kwietnia 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 3


Kiedy otworzyłam oczy, mój tułów leżał na parapecie, a nogi na łóżku. Czułam jak bolą mnie wszystkie kości, a najbardziej kręgosłup. Mrugnęłam kilka razy i postarałam się wstać. Stawiając stopę na podłodze poczułam ogromny ból i pieczenie. Usiadłam na brzegu łóżka i spojrzałam na zaschnięte rany. Stopy miałam brudne, więc nocna wizyta w parku nie mogła mi się przyśnić. Jednak ostatnie co zapamiętałam, to wizytę w pokoju Panny Melissy. Dlaczego więc obudziłam się tutaj? Czyżby TO był sen? Zmartwiłam się i postanowiłam iść do łazienki przemyć rany i opatrzeć je, a gdyby wdało się zakażenie, użyć odpowiednich ziół. Moje wspólokatorki jeszcze spały, musiało być zatem dość wcześnie. Kuśtykając przemknęłam cicho do łazienki. Stając przy umywalce spojrzałam w lustro. Miałam kilka liści i paprochów we włosach. Właściwie wyglądałam i czułam się, jakbym spadła z drzewa. Oblałam twarz zimną wodą na orzeźwienie. Kiedy przemyłam stopy, rany nie wyglądały już tak groźnie. Założyłam klapki i wróciłam do pokoju, gdzie zaopatrzyłam się jeszcze w bandaż na lewą stopę. Doprowadziłam się do porządku, ubierając wreszcie coś innego niż szkolną sukienkę, rozczesałam włosy i postanowiłam iść do jadalnii coś przekąsić. Na korytarzu było już słychać głosy dziewcząt i nauczycielek, które również wybierały się na śniadanie. Nasza kucharka, Eleonora przygotowała już stoły do posiłku. Można było zjeść coś na ciepło, lub na zimno. Jajecznica z bekonem, albo owoce. Usiadłam przy stole obok Marthy i Ann, które zdążyłam już polubić i z wzajemnością. Po kilku minutach dołączyły do nas zdyszane Camile i Kate.
- Witamy śpiochów! - krzyknęła Martha, uśmiechając się szeroko i zjadając kolejny owoc winogrona.
- Oh, nie wiem dlaczego, ale spało mi się bardzo dobrze i nie mogłam się obudzić. - odparła Camile.
- Ja również. - dołączyła się Kate.
- Hmm. - mruknęłam.
- Coś nie tak, Cornelio? - zdziwiła się Camile, smarując chleb masłem.
- Tak tylko się zastanawiam. Muszę z wami porozmawiać po śniadaniu. - czułam, że muszę powiedzieć im o tym co mi się przytrafiło.
- Dobrze. Po śniadaniu. - zgodziła się złotowłosa.
Kiedy wstałam z zamiarem odniesienia talerza, do jadalni weszła Panna Melissa. Ubrana jak zwykle na czarno, lecz bez swojego słynnego płaszcza. Właściwie wyglądała dość zwyczajnie, lecz nadal mrocznie. Nasze spojrzenia spotkały się w ułamku sekundy, po czym kobieta szybko odwróciła głowę. To wszystko jest bardzo podejrzane. Po śniadaniu poszłyśmy wraz z Kate i Camile za budynek szkoły, gdzie znajdywał się piękny ogród. Usiadłyśmy na trawie obok wielkiego drzewa.
- To o czym chciałaś z nami porozmawiać? - Kate była wyraźnie przestraszona tym, co może je czekać, bo ja również nie miałam tęgiej miny.
- To bardzo dziwne i może wam się wydać, że postradałam zmysły. Dziś w nocy lunatykowałam, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzało. Obudziłam się w parku, ubrana w koszulę nocną i bez butów, czego wynikiem są moje pokaleczone stopy. - Zdjęłam pantofla, aby pokazać im bandaż, przez który przesiąknęła już krew. Najwidoczniej rana na lewej stopie była głębsza i poważniejsza. - Wracając, spotkałam Pannę Melissę, która kazała mi wrócić do pokoju. Usiadłam na parapecie, wpatrując się w przestrzeń za oknem, po czym postanowiłam wyjść i sprawdzić, dlaczego nasza nauczycielka również nie spała tej nocy. - skłamałam. Nie byłam gotowa powiedzieć im, dlaczego naprawdę do niej poszłam. Mimo, że podejrzewały, to jeszcze nie teraz. - W jej pokoju było strasznie ciemno. Potknęłam się o ostry przedmiot i znów skaleczyłam. Później z ciemności wyszła Panna Melissa i stanęła ze mną twarzą w twarz. Powiedziała mi, że czyta w ludzkich umysłach. A potem zemdlałam i obudziłam się na parapecie. - kiedy skończyłam opowiadać, spojrzałam na twarze dziewczyn, które były bliskie śmiechu, lecz milczały i starały się zachować powagę.
- No co? Nic nie powiecie?
- Cornelio... nie masz przypadkiem gorączki? - Camile jak zwykle nie mogła powstrzymać się, aby mi nie dogryźć.
- Świetnie! Was to bawi! A ja jestem totalnie przerażona i nie wiem co się ze mną dzieje! - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- To był tylko sen, Cornelio. - Kate starała się być łagodna.
- Ale był bardzo realistyczny!
- Też miewam realistyczne sny, to nic dziwnego. - dodała blondynka.
- Panna Melissa idzie, cisza! - powiedziała Camile wskazując ręką w stronę nauczycielki i nagle wszystkie zamilkłyśmy.
- Witam dziewczęta w ten piękny poranek. - powiedziała, stonowanym głosem. Jej policzki były tak spięte, że uśmiech nie próbował nawet się przez nie przecisnąć.
- Dzień dobry Panno Melisso. - wszystkie trzy powiedziałyśmy chórkiem.
- Panno McCarthy, wygląda pani na przestraszoną, czy coś nie tak? - przełknęłam ślinę.
- Wszystko w porządku. - odparłam przez zaciśnięte zęby.
- Mam nadzieję. - spojrzała mi głęboko w oczy. Chciałam odwrócić wzrok, ale nie potrafiłam.
- Wolałabym zastać cię samą, Cornelio. Mam pewną sprawę, która nie dotyczy twoich przyjaciółek. - popatrzyła w nich stronę znacząco. Dziewczyny wstały, kiwając głowami i szybko zniknęły za drzewami.
Zaczęłam czuć znów dziwne ukłócie w żołądku, które towarzyszyło mi zawsze, kiedy byłam sam na sam z Panną Melissą. Podeszła bliżej i usiadła obok mnie, opierając się o drzewo. Nie patrzyła na mnie. Mogłam rozluźnić się chociaż trochę.
- Jak stopy? - zapytała, całkiem innym tonem głosu, którego nie słyszałam dotychczas. Jakby była inną osobą.
- Już nie bolą, aczkolwiek jedna wciąż krwawi. Rana jest chyba bardziej poważniejsza. - odparłam, nadzwyczaj spokojnie. - Ale chyba nie o tym chciała pani ze mną porozmawiać, czyż nie?
- Skąd ta pewność? Ale masz rację. Nie o tym chciałam rozmawiać.
- A więc? - zadziwiała mnie moja narastająca pewność siebie, kiedy nie patrzyłyśmy sobie w oczy.
- Wczorajszy wieczór. Co z niego pamiętasz? - jej głos nabrał znów trochę poważniejszego tonu. 
- To, że lunatykowałam. Spotkałam panią, wróciłam do pokoju i siedziałam na parapecie podziwiając niebo. - odparłam, nie chcąc mówić więcej.
- I co dalej? - Panna Melissa brnęła, niczym detektyw. Chciała ze mnie wyssać całą prawdę, którą wydaje mi się, że już znała.
- Chyba zasnęłam, ponieważ rano obudziłam się w tym samym miejscu, jednak z nogami na łóżku.
- Nie zasnęłaś. - obróciła głowę i poczułam na sobie jej spojrzenie.
- Nie? - przełknęłam ślinę. Chciałam w tej chwili stać się niewidzialna, albo jak kameleon wtopić się w drzewo.
- Byłaś u mnie, Cornelio. Zemdlałaś, więc zaniosłam cię do pokoju, a żeby wiedzieć, że wszystko z tobą w porządku, użyłam trochę magii. - znów słyszałam ten spokojny ton, jakby inna osoba przemawiała przez nią. A jej spojrzenie wciąż tkwiło na mojej twarzy. Siedziała tak blisko, że stykałyśmy się ramionami.
- T-to z-znaczy, że to nie był s-sen? - wymamrotałam.
- Skądże.
- Czyli pani naprawdę czyta w ludzkich umysłach? - naszło mnie poczucie przerażenia.
- Chciałabyś, żebym częściej się uśmiechała i lubisz, kiedy jest to spowodowane twoją osobą. Przyszłaś do mnie, ponieważ w twoim sercu gości pewne uczucie, którego jednak nie jesteś pewna. Krępuje cię moje spojrzenie, ale je uwielbiasz. - wypowiedziała to niczym poezję, a ja poczułam, jakby czas się zatrzymał, zatapiając wzrok w jej ustach, które do mnie mówiły.

- M-myślę, że nie powinnam... j-ja... m-muszę już iść. Przepraszam. - wstałam gwałtownie i pobiegłam wzdłuż ścieżki. Nie miałam zamiaru się odwracać.

***

Ostatnie słowa Melissy - pozwalam sobie ją tak nazwać w moich własnych myślach, które pewnie namiętnie czyta, jak ulubioną książkę detektywistyczną - zrobiły na mnie nie lada wrażenie. Wywarły przerażenie i strach, dlatego uciekłam. Poczułam się także lekko skrępowana tym, że wie, co myślę i czuję jeszcze zanim zechcę jej o tym powiedzieć. Będąc dzieckiem chciałam czytać w ludzkich umysłach, ale patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, denerwowało by mnie to. Pewnie nawet jeśli nie chce, słyszy czyjeś myśli i zakłócają jej spokój. Chociaż w moich oczach jest tak potężną czarownicą i niemal jestem pewna, że potrafi ujażmić niechciane głosy w jej głowie. Sobota minęła mi na zabawach i rozmowach z dziewczynami. Kiedy pytały, o czym Melissa chciała ze mną rozmawiać, skłamałam, że chodziło o dodatkowe zajęcia. Ale teraz już nie jestem pewna, czy będę na nie przychodzić. Sprawy się trochę pokomplikowały. Dziś była niedziela i jak zwykle wybrałyśmy się na zakupy do miasta. Oczywiście nie chodziło o nowe ubrania, czy biżuterię. Poszłyśmy z Eleonorą po składniki do kuchni i przy okazji mogłyśmy nabyć potrzebne zioła na lekcję zielarstwa. Unikałam Panny Melissy jak ognia. Na posiłki przychodziłam ze spuszczoną głową, aby nie napotkać jej wzroku. Nie przechadzałam się bezsensownie po korytarzach i starałam się nie chodzić nigdzie sama. Nastał wieczór. Wróciłam z kolacji i postanowiłam jeszcze trochę poczytać, zanim pójdę spać. Kate znów siedziała przed lustrem, czesząc swoje włosy, a Camile rysowała. W pokoju panowała idealna cisza, którą zakłócał jedynie dźwięk szczotki, przejeżdżającej po włosach, przewracanie kartek książki i szuranie węgla po kartce. Było niestety zbyt cicho. Znów słyszałam swoje myśli, co nie pozwoliło mi skupić się na czytaniu. Odłożyłam książkę i zadarłam głowę do góry, patrząc się w biały sufit. Westchnęłam ciężko. Kate spojrzała na mnie swoim odbiciem w lustrze, a Camile podniosła wzrok znad kartki papieru, która robiła się coraz bardziej czarna, formuując na swojej powierzchni jakiś kształt.
- No co? - zdziwiłam się, kiedy obie spojrzały na mnie pytająco.
- Co się z tobą dzieje? Od wczoraj jesteś jakaś nieobecna. - stwierdziła Camile.
- A ty jak zwykle coś sobie wmawiasz. - odparłam zgryźliwie, próbując wywinąć się od tłumaczenia.
- Nie mówisz nam prawdy, Cornelio. Widzę to w twoich oczach, nie znamy się od dziś. - W jej tonie słychać było zawód. Kate jak zwykle próbowała nie wtrącać się w nasze wymiany zdań, przytakując tylko jednej, bądź drugiej. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
- Wydaje ci się.
- Dobrze, niech ci będzie. Ale wiedz, że nas nie oszukasz, prawda Kate? - spojrzała na przyjaciółkę. - Tak uważam. - odparła niepewnie.
- Dobra! Mam tego dość! - krzyknęłam, nie mogąc już wytrzymać tych ciągłych podejrzeń i kłamstw. Wstałam z łóżka i gestykulując zaczęłam mówić o wszystkim. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz