Przemierzałam pusty
park, a drogę oświetlał mi jedynie blask księżyca. Nie wiem co robiłam i jakim
cudem się tam znalazłam. Obudziłam się i stałam boso na środku trawnika w
koszuli nocnej. Nigdy wcześniej nie lunatykowałam, więc przestraszyłam się i
prawie biegiem ruszyłam w stronę akademika. Kamienie raniły moje stopy i
czułam, że krwawią, lecz nie zatrzymywałam się. "Przecież jestem czarownicą,
nie powinnam obawiać się ciemności" - pomyślałam. Jednak bałam się będąc
sama, w środku nocy. Miałam moc, którą mogłam obronić się przed
niebezpieczeństwem, lecz mimo wszystko lękałam się. Zaczęłam szybko biec, żeby
jak najszybciej dostać się do pokoju. Kiedy zza drzew zaczął wyłaniać się dach
budynku, mój strach zmniejszył się. Słyszałam jedynie swój szybki oddech i
odgłosy sów. Nagle jednak mój słuch wytropił jeszcze jeden dźwięk. Skrzypienie
drzwi. Zastanowiło mnie, kto oprócz mnie nie śpi. Kiedy znalazłam się przed
samym akademikiem, którego ściany porośnięte były gęstym bluszczem, co
sprawiało, że jeszcze trudniej było mi odróżnić drzwi od okna, znów usłyszałam
ten sam dźwięk. Chciałam być już w środku, w swoim łóżku, ale jednocześnie
zaintrygowało mnie to, kim jest osoba, która odpowiada za skrzypienie drzwi.
Odnalazłam wejście do budynku i zatrzymałam się przed nim, wytężając słuch.
- Nie powinnaś być w
łóżku, Panno McCarthy? - usłyszałam dobrze znany mi głos, który spowodował, że
o mało nie dostałam zawału. Krzyknęłam z przerażenia.
- J-ja... t-to
znaczy... l-lunatykowałam. - odaprłam przestraszona. Kobieta mruknęła i
pokiwała głową.
- Wiem, że to nie
jest odpowiednie wytłumaczenie, ale naprawdę tak było. Obudziłam się w parku.
Proszę spojrzeć, jestem w samej koszuli i boso. Gdybym celowo wybrała się na
nocny spacer, ubrałabym chociaż buty. - wskazałam na stopy, nabierając pewności
siebie. Panna Melissa miała na sobie gruby czarny płaszcz i kaptur na głowie.
Wyglądała jeszcze bardziej mrocznie niż zazwyczaj. Zsunęła kaptur z głowy i
wypuściła na wierzch swoje długie, czarne włosy. Nie widziałam dokładnie jej
twarzy, więc nie mogłam dojrzeć emocji jakie się na niej ukrywały.
- W takim razie
proszę wracać do środka. - powiedziała, wskazując na drzwi.
- Właśnie miałam
zamiar, ale usłyszałam dziwne dźwięki, więc postanowiłam przysłuchać się skąd dobiegały,
aż prawie dostałam zawału i zjawiła się Pani. - starałam się być zabawna, aby
nie spotkały mnie żadne konsekwencje, ponieważ nie wolno nam wychodzić w nocy.
- Na szczęście jesteś
cała i zdrowa i możesz spokojnie udać się do łóżka. - odparła ironicznie i
udała się w kierunku drzwi, przepuszczając mnie w nich i bacznie obserwując,
czy aby na pewno zmierzam do swojego pokoju. Weszłam po cichu, aby nie obudzić
dziewczyn i położyłam się do łóżka. Wiedziałam, że nie zasnę. Próbowałam, ale
nie mogłam. Nadal zastanawiało mnie, dlaczego lunatykując, wyszłam aż tak
daleko . Co dziwniejsze, nigdy wcześniej nie lunatykowałam. Chyba.
Usiadłam na parapecie i przyglądałam się niebu, pełnemu gwiazd. Księżyc, który świecił w pełni, wyglądał niczym król wszystkich pozostałych gwiazdek, próbujących dorównać mu swoim blaskiem. Drzewa i park z tej perspektywy wyglądały niegroźnie, jednak bardzo tajemniczo. Cisza dawała się we znaki. Słyszałam nawet oddechy moich współlokatorek. Kompletnie się rozbudziłam. Na szczęście następny dzień to sobota, więc nie musiałam martwić się, że będę nieprzytomna na zajęciach. Nudziło mnie już patrzenie się w okno. Nie mogłam czytać, bo zważywszy na śpiące przyjaciółki, nie chciałam zapalać świecy, której blask na pewno by je obudził. Poczułam chęć przespacerowania się przez korytarzu na piętrze i odnalezienia pokoju Panny Melissy. Ona również jeszcze nie spała i zastanawiało mnie dlaczego. Od początku jąlubiłam i czułam potrzebę zbliżenia się do niej w jakiś sposób. Czytałam kiedyś książkę pt. "Złodziejka", w której opisany był romans między dwiema kobietami i wiedziałam, że jest to niedopuszczalne w naszych czasach, w naszym świecie. Jednak uczuć nie można powstrzymać. A zakazany owoc jeszcze lepiej smakuje. Wstałam z parapetu i na paluszkach wymknęłam się z pokoju. Wytężyłam słuch i wzrok, mając się na baczności, żeby nikt nie zaskoczył mnie, jak zrobiła to Panna M. Ruszyłam wzdłuż korytarza patrząc na tabliczki wisząca na drzwiach. Panna Sussanne, Florence, Gabrielle, Lorianna... jest! Panna Melissa. Stanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki wdech. Zapukałam trzy razy, bardzo delikatnie. Nie usłyszałam odzewu. Zdecydowałam się nacisnąć na klamkę. Popchnęłam drzwi, które lekko otworzyły się i weszłam do ciemnego pomieszczenia. Nie widziałam kompletnie nic.
Usiadłam na parapecie i przyglądałam się niebu, pełnemu gwiazd. Księżyc, który świecił w pełni, wyglądał niczym król wszystkich pozostałych gwiazdek, próbujących dorównać mu swoim blaskiem. Drzewa i park z tej perspektywy wyglądały niegroźnie, jednak bardzo tajemniczo. Cisza dawała się we znaki. Słyszałam nawet oddechy moich współlokatorek. Kompletnie się rozbudziłam. Na szczęście następny dzień to sobota, więc nie musiałam martwić się, że będę nieprzytomna na zajęciach. Nudziło mnie już patrzenie się w okno. Nie mogłam czytać, bo zważywszy na śpiące przyjaciółki, nie chciałam zapalać świecy, której blask na pewno by je obudził. Poczułam chęć przespacerowania się przez korytarzu na piętrze i odnalezienia pokoju Panny Melissy. Ona również jeszcze nie spała i zastanawiało mnie dlaczego. Od początku jąlubiłam i czułam potrzebę zbliżenia się do niej w jakiś sposób. Czytałam kiedyś książkę pt. "Złodziejka", w której opisany był romans między dwiema kobietami i wiedziałam, że jest to niedopuszczalne w naszych czasach, w naszym świecie. Jednak uczuć nie można powstrzymać. A zakazany owoc jeszcze lepiej smakuje. Wstałam z parapetu i na paluszkach wymknęłam się z pokoju. Wytężyłam słuch i wzrok, mając się na baczności, żeby nikt nie zaskoczył mnie, jak zrobiła to Panna M. Ruszyłam wzdłuż korytarza patrząc na tabliczki wisząca na drzwiach. Panna Sussanne, Florence, Gabrielle, Lorianna... jest! Panna Melissa. Stanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki wdech. Zapukałam trzy razy, bardzo delikatnie. Nie usłyszałam odzewu. Zdecydowałam się nacisnąć na klamkę. Popchnęłam drzwi, które lekko otworzyły się i weszłam do ciemnego pomieszczenia. Nie widziałam kompletnie nic.
- Panno Melisso? Jest
tu pani? Halo? - dreptałam po omacku przez pokój, zmierzając w stronę, gdzie
prawdopodobnie było okno, zasłonięte ciemną płachtą, nie przepuszczając prawie
wcale światła księżyca. Nagle potknęłam się o jakiś ostry przedmiot i upadłam
na kolano. Syknęłam z bólu. "A niech to!" - pomyślałam. Otrząsnęłam
się i wstałam. Tej nocy narobię sobie wiele szkód niż kiedykolwiek, ale jak już
przyszłam, postanowiłam ryzykować dalej. Nagle poczułam, jak czyjeś dłonie
obejmują mnie w talii. Wystraszyłam się i szybko obróciłam do tyłu.
Mój wzrok
przyzwyczaił się już do ciemności, więc jakimś sposobem dojrzałam rysy twarzy,
stojącej przy mnie osoby. Była to Melissa. Pierwszy raz stała tak blisko mnie.
Byłam niemal pewna, że słyszy mocne bicie mojego serca. Ujęła moją twarz w
dłoniach.
- Cornelia. -
usłyszałam, cichy szept.
- Wytłumaczę
wszyst... - przyłożyła palec do moich ust, nie pozwalając mi dokończyć.
- Spokojnie. Cieszę
się, że przyszłaś. - tym razem było słychać w jej głosie, że naprawdę się
cieszy.
Chciałam objąć ją i
poczuć zapach jej delikatnej skóry. Wpleść dłonie w jej włosy i obdarowywać
pocałunkami. Pomyślałam o tym, a po chwili usłyszałam.
- Wiesz, Cornelio.
Jako jedna z nielicznych mam moc czytania w ludzkich umysłach. - uśmiechnęła
się, odgarniając kosmyk moich jasnobrązowych włosów, które w ciemnościach
pomieszczenia były równie czarne jak i jej.
W tym
momencie przestałam myśleć. Zbliżyła swoją twarz do mojej aż dzieliły nas tylko
centymetry. Nagle zakręciło mi się w głowie, nogi stały się miękkie i opadłam
na podłogę, tracąc przytomność.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz