Wszystkie lekcje właśnie się skończyły, a ja przemierzałam długi, pusty korytarz w drodze do sali, znajdującej się na jego końcu. Jeśli dobrze pamiętam, Panna Melissa zapraszała nas na dodatkowe zajęcia praktyczne o piątej po południu. Postanowiłam zatem przyjść i zrobić dobre wrażenie. Chciałam przypodobać się wszystkim i pokazać, że jestem aktywną uczennicą. Trzymałam w dłoniach wszystkie podręczniki, które były potrzebne tego dnia oraz woreczek z ziołami. Zanim zaczęłam ostatnie trzy lata nauki w Wyższej Szkole Dla Magów, wybrałam specjalizację strażniczki. Uczę się także przygotowywać eliksiry i przygotowuję do wytwarzania portali. Idąc korytarzem podziwiałam obrazy, wiszące na ścianach. Nie patrzyłam przed siebie i nagle wpadłam na kogoś. Była to dziewczyna o długich, rudych włosach, niebieskich oczach, bladej cerze i zadartym nosie. Od pierwszego dnia krzywo na mnie spoglądała.
- Uważaj, jak
idziesz, laluniu! - parsknęła w moją stronę po czym zaczęła szeptać coś do swojej
koleżanki. Nie odpowiadając jej, skręciłam w stronę drzwi do klasy. Ujrzałam
puste krzesła. Jak to? Byłam pewna, że przyszłam na czas. Przy biurku siedziała
Panna Melissa, pisząc coś w swoim dzienniku. Kiedy usłyszała stukot moich
obcasów, podniosła głowę i odgarnęła z twarzy swoje proste, czarne niczym
węgiel włosy.
- Witaj Cornelio. -
uśmiechnęła się lekko. A pełny uśmiech na jej twarzy, to dopiero rzadkość!
Panna Melissa jest bardzo tajemniczą osobą. Czuję, że skrywa wiele sekretów, a
ja nie wiedząc dlaczego, bardzo chciałabym je poznać. Reszta dziewczyn chyba za
nią nie przepada, co zdążyłam zauważyć na zajęciach. Ja jednak od razu ją
polubiłam, mimo, że nie wykazywała entuzjazmu w stosunku do mojej osoby.
Niepewnie ruszyłam w
głąb klasy.
- Dzień dobry pani. -
powiedziałam. - Przyszłam na dodatkowe zajęcia.
- Bardzo się cieszę.
- czego wcale nie było po niej widać.
- Nie ma nikogo
więcej?
- Jak widać. Nie ma.
– odparła, obejmując spojrzeniem ławki.
- To może nie będę
zabierać pani czasu... - cofnęłam się z zamiarem wyjścia z pomieszczenia.
- Panno McCarthy,
proszę zostać. - powiedziała głośniej, wstając z miejsca.
Zatrzymałam się.
- Zawsze czekam tu na
uczniów, którzy i tak nie przychodzą. Bardzo mi miło, że się zjawiłaś.
Trochę niezręcznie, że
będę jako jedyna, ale postanowiłam zostać.
Panna Melissa wybrała
grubą, starą księgę z biblioteczki i położyła ją na biurku. Przedstawiła i
opisała mi zaklęcia, których będę mogła nauczyć się na dodatkowych zajęciach.
- Nie uczę tego na
lekcjach, więc na pewno sporo skorzystasz. - powiedziała.
- Dlatego tu jestem.
- odparłam.
- To co, zaczynamy od
Ognistej Wieży? - lekko przeraziłam się po usłyszeniu nazwy zaklęcia.
- Spróbujmy. - w
głębi duszy i tak myślałam, że nie uda mi się.
- Przejdźmy do sali
treningów. - powiedziała Panna Melissa i ruszyła w stronę drewnianych,
zniszczonych drzwi przy biblioteczce. Nigdy tam nie byłam i nigdy nie widziałam
też, żeby je otwierała. Wyjęła zardzewiały klucz z kieszeni swojego czarnego
płaszcza. Jej strój w połączeniu ze stukotem obcasów i mrożącą krew w żyłach
miną sprawiał, że idąc korytarzem przyprawiała niektórych o gęsią skórkę.
Weszłyśmy do środka.
Moim oczom ukazało się bardzo duże pomieszczenie bez okien, w którym unosiła
się dziwna mgła. Rozglądałam się dookoła, nie znajdując niczego interesującego,
prócz szarych cegieł. Czułam wilgoć i odór siarki. Panna Melissa patrzyła na
mnie, dziwnie się uśmiechając, kiedy "podziwiałam" to miejsce.
- Dobrze, zaczynamy.
- nie pytając mnie o zdanie, wydała rozkaz. - To zaklęcie polega przede wszystkim
na współpracy. Można wykonać je nawet w wielosobowej grupie. Magowie łapią się
za ręce i skupiają swoje myśli na sobie. W kręgu, który powstanie, pojawi się
Ognista Wieża, która swoim fałszywym urokiem przyciągnie gargulce i zabije je. Gargulce
były najsłabszym, ale też najczęściej spotykanym przeciwnikiem. Większość magów
posługiwała się podstawowymi zaklęciami, żeby ich pokonać. Mama jednej z
uczennic, podczas wędrówki przez las napotkała kilka owych stworzeń. Ogłuszyła
ich jedynie zwykłym zaklęciem, ponieważ nie znała nic, co pokona ich na dobre.
Wracając tą samą ścieżką, gargulców zebrało się kilkakrotnie więcej, rozwścieczone
przez kobietę, nie dały się już ogłupić prostym zaklęciem. Dziś, była uczennica
St. George jest półsierotą. Na pozór niezbyt groźne stworzenia odebrały życie
jej matce.
- Spróbujmy. – Nauczycielka
wyciągnęła ręce w moją stronę. Niepewnie podałam jej swoje. Kiedy poczułam jej
silny i pewny uścisk, wiedziałam, że jestem bezpieczna. Miała delikatne dłonie,
lecz bardzo chłodne. W tym momencie poczułam jakbym znała ją od dawna.
Przepływała przeze mnie moc, która emonawała od Panny Melissy. Zamknęła oczy,
więc zrobiłam to samo. Nagle poczułam ciepło w nogach. Wydawałoby się, jakby
powietrze zaplatało koła i wirowało wokół nas. Skupiłam się na swojej mocy, aby
przywołać ogień. Zapomniałam o wszystkim i postarałam się tak bardzo, jak tylko
mogłam. Po chwili powietrze stało się jeszcze cieplejsze i zrobiło się duszno.
Zaczęłam panikować, ponieważ zazwyczaj podczas przywoływania ognia, mrowiło
mnie w palcach u rąk na stopach oraz czułam lekko ciepłe powietrze,
przepływające wokół. Tym razem było wręcz przerażająco. Spanikowałam i puściłam
Pannę Melissę starając się nabrać jak najwięcej powietrza, żeby móc oddychać.
- Cornelio! - krzyknęła.
- Przepraszam, ja...
ja nie wiem co się stało, nie miałam czym oddychać. - próbowałam wytłumaczyć
się, przykładając rękę do czoła. Było ciepłe. Jakbym miała gorączkę. Od
początku wiedziałam, że się do tego nie nadaję, ale chciałam mimo wszystko zaimponować.
Chyba powinnam odpuścić i zająć się zielarstwem.
- Przepraszam, że zajęłam cenny czas, Panno Melisso. - czułam, że zaraz się rozpłaczę, więc postanowiłam wyjść. Usłyszałam tylko westchnięcie nauczycielki i stukot własnych obcasów, podczas biegu w stronę drzwi. Wzięłam swoje rzeczy z klasy i opuściłam pomieszczenie, po czym wyszłam ze szkoły na dziedziniec.
Dopiero od kilku tygodni byłam nową uczennicą szkoły St. George po drugiej stronie lustra w Amsterdamie. Czas zatrzymał się na epoce wiktoriańskiej. A najważniejszą różnicą między naszym światem, a tym po drugiej stronie jest moc, którą posiada każdy, kto się tu urodził. Małe dzieci nie potrafią jej kontrolować, zatem kiedy skończą sześć lat, muszą zacząć naukę w szkole. Nie mamy tu geografii, matematyki czy biologii. Uczymy się zaklęć, mikstur, teleportacji i wielu innych. W zależności od tego, komu, co odopowiada najbardziej.
Niemal wszyscy, których znam od zawsze marzyli o podróży na drugą stronę lustra. Jednak podobno mogą to zrobić jedynie doświadczeni magowie, którzy znają zaklęcia i potrafią wyczarowywać portale powrotne. Ja również miałam nadzieję, że kiedyś będę mogła przejść przez portal w Wielkim Lustrze i zobaczyć jak żyje się tamtym ludziom.
- Przepraszam, że zajęłam cenny czas, Panno Melisso. - czułam, że zaraz się rozpłaczę, więc postanowiłam wyjść. Usłyszałam tylko westchnięcie nauczycielki i stukot własnych obcasów, podczas biegu w stronę drzwi. Wzięłam swoje rzeczy z klasy i opuściłam pomieszczenie, po czym wyszłam ze szkoły na dziedziniec.
Dopiero od kilku tygodni byłam nową uczennicą szkoły St. George po drugiej stronie lustra w Amsterdamie. Czas zatrzymał się na epoce wiktoriańskiej. A najważniejszą różnicą między naszym światem, a tym po drugiej stronie jest moc, którą posiada każdy, kto się tu urodził. Małe dzieci nie potrafią jej kontrolować, zatem kiedy skończą sześć lat, muszą zacząć naukę w szkole. Nie mamy tu geografii, matematyki czy biologii. Uczymy się zaklęć, mikstur, teleportacji i wielu innych. W zależności od tego, komu, co odopowiada najbardziej.
Niemal wszyscy, których znam od zawsze marzyli o podróży na drugą stronę lustra. Jednak podobno mogą to zrobić jedynie doświadczeni magowie, którzy znają zaklęcia i potrafią wyczarowywać portale powrotne. Ja również miałam nadzieję, że kiedyś będę mogła przejść przez portal w Wielkim Lustrze i zobaczyć jak żyje się tamtym ludziom.
Słońce zaczęło
zachodzić, a gęsta masa chmur nadciągała z daleka, żeby za chwilę móc
przysłonić całe niebo. Pewnie zaraz się rozpada. - pomyślałam, po czym
przyspieszyłam. Na przeciwko szkoły znajdował się
akademik, w którym mieszkałyśmy. Miałyśmy
trzyosobowe pokoje. W przeciwieństwie do budynku szkoły, ten był bardziej
przejrzysty. Ściany w pokojach i na korytarzach pomalowane zostały na biało.
Wszędzie słychać było szepty, dochodzące z różnych pomieszczeń, w których
dziewczyny głośno rozmawiały, śmiały się lub czarowały - czego nie można było
robić poza lekcjami, jeśli nie miało się dyplomu, który oświadczał o ukończeniu
praktyk. Można było go zdobyć po roku uczęszczania do szkoły St. George lub za
szczególne osiagnięcia np. podczas nocnych wypraw do lasu organizowanych przez
Pannę Juliet, która odpowiadała za nauczanie o portalach.
Weszłam do swojego
pokoju, który dzieliłam z Camile i Kate.
- Gdzieś ty była! -
krzyknęła blondynka, siedząca na łóżku z książką.
- Na zajęciach
dodatkowych. - odparłam, zamykając za sobą drzwi.
- I jak?
- Beznadziejnie. -
rzuciłam książki na stolik i opadłam na łóżko. Dziewczyny spojrzały na mnie
pytająco. Kate siedziała przed lustrem i czesała swoje złote włosy. Widziałam
jej spojrzenie w odbiciu.
- Nie nadaję się do
tego, co tu więcej opowiadać.
- Przecież ty nigdy
się nie poddajesz, Cornelio. Co się naprawdę stało? - zdziwiła się Camile.
Opowiedziałam im
wszystko po czym usłyszałam, że nie powinnam się przejmować i niepotrzebnie
wyszłam z zajęć.
- Powinnaś spróbować
jeszcze raz, przecież nie każdemu wyjdzie od razu. - powiedziała Kate,
podchodząc do mnie i kładąc dłoń na moim ramieniu.
- A ja myślę, że tu
nie chodzi o to. - Camile spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Znam ten uśmieszek!
- krzyknęłam.
- No co, nie mam
racji?
- Właściwie, to co
masz na myśli?
- Mam na myśli mrok i
tajemnice! - zaśmiała się.
Nie odzywałam się już
tego wieczoru. Przygotowałam się do kolacji, a po niej wzięłam kąpiel i
położyłam się do łóżka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz