czwartek, 21 kwietnia 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 1



Wszystkie lekcje właśnie się skończyły, a ja przemierzałam długi, pusty korytarz w drodze do sali, znajdującej się na jego końcu. Jeśli dobrze pamiętam, Panna Melissa zapraszała nas na dodatkowe zajęcia praktyczne o piątej po południu. Postanowiłam zatem przyjść i zrobić dobre wrażenie. Chciałam przypodobać się wszystkim i pokazać, że jestem aktywną uczennicą. Trzymałam w dłoniach wszystkie podręczniki, które były potrzebne tego dnia oraz woreczek z ziołami. Zanim zaczęłam ostatnie trzy lata nauki w Wyższej Szkole Dla Magów, wybrałam specjalizację strażniczki. Uczę się także przygotowywać eliksiry i przygotowuję do wytwarzania portali. Idąc korytarzem podziwiałam obrazy, wiszące na ścianach. Nie patrzyłam przed siebie i nagle wpadłam na kogoś. Była to dziewczyna o długich, rudych włosach, niebieskich oczach, bladej cerze i zadartym nosie. Od pierwszego dnia krzywo na mnie spoglądała.
- Uważaj, jak idziesz, laluniu! - parsknęła w moją stronę po czym zaczęła szeptać coś do swojej koleżanki. Nie odpowiadając jej, skręciłam w stronę drzwi do klasy. Ujrzałam puste krzesła. Jak to? Byłam pewna, że przyszłam na czas. Przy biurku siedziała Panna Melissa, pisząc coś w swoim dzienniku. Kiedy usłyszała stukot moich obcasów, podniosła głowę i odgarnęła z twarzy swoje proste, czarne niczym węgiel włosy.
- Witaj Cornelio. - uśmiechnęła się lekko. A pełny uśmiech na jej twarzy, to dopiero rzadkość! Panna Melissa jest bardzo tajemniczą osobą. Czuję, że skrywa wiele sekretów, a ja nie wiedząc dlaczego, bardzo chciałabym je poznać. Reszta dziewczyn chyba za nią nie przepada, co zdążyłam zauważyć na zajęciach. Ja jednak od razu ją polubiłam, mimo, że nie wykazywała entuzjazmu w stosunku do mojej osoby.
Niepewnie ruszyłam w głąb klasy.
- Dzień dobry pani. - powiedziałam. - Przyszłam na dodatkowe zajęcia.
- Bardzo się cieszę. - czego wcale nie było po niej widać.
- Nie ma nikogo więcej?
- Jak widać. Nie ma. – odparła, obejmując spojrzeniem ławki.
- To może nie będę zabierać pani czasu... - cofnęłam się z zamiarem wyjścia z pomieszczenia.
- Panno McCarthy, proszę zostać. - powiedziała głośniej, wstając z miejsca.
Zatrzymałam się.
- Zawsze czekam tu na uczniów, którzy i tak nie przychodzą. Bardzo mi miło, że się zjawiłaś.
Trochę niezręcznie, że będę jako jedyna, ale postanowiłam zostać.
Panna Melissa wybrała grubą, starą księgę z biblioteczki i położyła ją na biurku. Przedstawiła i opisała mi zaklęcia, których będę mogła nauczyć się na dodatkowych zajęciach.
- Nie uczę tego na lekcjach, więc na pewno sporo skorzystasz. - powiedziała.
- Dlatego tu jestem. - odparłam.
- To co, zaczynamy od Ognistej Wieży? - lekko przeraziłam się po usłyszeniu nazwy zaklęcia.
- Spróbujmy. - w głębi duszy i tak myślałam, że nie uda mi się.
- Przejdźmy do sali treningów. - powiedziała Panna Melissa i ruszyła w stronę drewnianych, zniszczonych drzwi przy biblioteczce. Nigdy tam nie byłam i nigdy nie widziałam też, żeby je otwierała. Wyjęła zardzewiały klucz z kieszeni swojego czarnego płaszcza. Jej strój w połączeniu ze stukotem obcasów i mrożącą krew w żyłach miną sprawiał, że idąc korytarzem przyprawiała niektórych o gęsią skórkę.
Weszłyśmy do środka. Moim oczom ukazało się bardzo duże pomieszczenie bez okien, w którym unosiła się dziwna mgła. Rozglądałam się dookoła, nie znajdując niczego interesującego, prócz szarych cegieł. Czułam wilgoć i odór siarki. Panna Melissa patrzyła na mnie, dziwnie się uśmiechając, kiedy "podziwiałam" to miejsce.
- Dobrze, zaczynamy. - nie pytając mnie o zdanie, wydała rozkaz. - To zaklęcie polega przede wszystkim na współpracy. Można wykonać je nawet w wielosobowej grupie. Magowie łapią się za ręce i skupiają swoje myśli na sobie. W kręgu, który powstanie, pojawi się Ognista Wieża, która swoim fałszywym urokiem przyciągnie gargulce i zabije je. Gargulce były najsłabszym, ale też najczęściej spotykanym przeciwnikiem. Większość magów posługiwała się podstawowymi zaklęciami, żeby ich pokonać. Mama jednej z uczennic, podczas wędrówki przez las napotkała kilka owych stworzeń. Ogłuszyła ich jedynie zwykłym zaklęciem, ponieważ nie znała nic, co pokona ich na dobre. Wracając tą samą ścieżką, gargulców zebrało się kilkakrotnie więcej, rozwścieczone przez kobietę, nie dały się już ogłupić prostym zaklęciem. Dziś, była uczennica St. George jest półsierotą. Na pozór niezbyt groźne stworzenia odebrały życie jej matce.
- Spróbujmy. – Nauczycielka wyciągnęła ręce w moją stronę. Niepewnie podałam jej swoje. Kiedy poczułam jej silny i pewny uścisk, wiedziałam, że jestem bezpieczna. Miała delikatne dłonie, lecz bardzo chłodne. W tym momencie poczułam jakbym znała ją od dawna. Przepływała przeze mnie moc, która emonawała od Panny Melissy. Zamknęła oczy, więc zrobiłam to samo. Nagle poczułam ciepło w nogach. Wydawałoby się, jakby powietrze zaplatało koła i wirowało wokół nas. Skupiłam się na swojej mocy, aby przywołać ogień. Zapomniałam o wszystkim i postarałam się tak bardzo, jak tylko mogłam. Po chwili powietrze stało się jeszcze cieplejsze i zrobiło się duszno. Zaczęłam panikować, ponieważ zazwyczaj podczas przywoływania ognia, mrowiło mnie w palcach u rąk na stopach oraz czułam lekko ciepłe powietrze, przepływające wokół. Tym razem było wręcz przerażająco. Spanikowałam i puściłam Pannę Melissę starając się nabrać jak najwięcej powietrza, żeby móc oddychać.
- Cornelio! - krzyknęła.
- Przepraszam, ja... ja nie wiem co się stało, nie miałam czym oddychać. - próbowałam wytłumaczyć się, przykładając rękę do czoła. Było ciepłe. Jakbym miała gorączkę. Od początku wiedziałam, że się do tego nie nadaję, ale chciałam mimo wszystko zaimponować. Chyba powinnam odpuścić i zająć się zielarstwem.
- Przepraszam, że zajęłam cenny czas, Panno Melisso. - czułam, że zaraz się rozpłaczę, więc postanowiłam wyjść. Usłyszałam tylko westchnięcie nauczycielki i stukot własnych obcasów, podczas biegu w stronę drzwi. Wzięłam swoje rzeczy z klasy i opuściłam pomieszczenie, po czym wyszłam ze szkoły na dziedziniec.
Dopiero od kilku tygodni byłam nową uczennicą szkoły St. George po drugiej stronie lustra w Amsterdamie. Czas zatrzymał się na epoce wiktoriańskiej. A najważniejszą różnicą między naszym światem, a tym po drugiej stronie jest moc, którą posiada każdy, kto się tu urodził. Małe dzieci nie potrafią jej kontrolować, zatem kiedy skończą sześć lat, muszą zacząć naukę w szkole. Nie mamy tu geografii, matematyki czy biologii. Uczymy si
ę zaklęć, mikstur, teleportacji i wielu innych. W zależności od tego, komu, co odopowiada najbardziej.
Niemal wszyscy, których znam od zawsze marzyli o podróży na drugą stronę lustra. Jednak podobno mogą to zrobić jedynie doświadczeni magowie, którzy znają zaklęcia i potrafią wyczarowywać portale powrotne. Ja również miałam nadzieję, że kiedyś będę mogła przejść przez portal w Wielkim Lustrze i zobaczyć jak żyje się tamtym ludziom.  
Słońce zaczęło zachodzić, a gęsta masa chmur nadciągała z daleka, żeby za chwilę móc przysłonić całe niebo. Pewnie zaraz się rozpada. - pomyślałam, po czym przyspieszyłam. Na przeciwko szkoły znajdował się akademik, w którym mieszkałmy. Miałyśmy trzyosobowe pokoje. W przeciwieństwie do budynku szkoły, ten był bardziej przejrzysty. Ściany w pokojach i na korytarzach pomalowane zostały na biało. Wszędzie słychać było szepty, dochodzące z różnych pomieszczeń, w których dziewczyny głośno rozmawiały, śmiały się lub czarowały - czego nie można było robić poza lekcjami, jeśli nie miało się dyplomu, który oświadczał o ukończeniu praktyk. Można było go zdobyć po roku uczęszczania do szkoły St. George lub za szczególne osiagnięcia np. podczas nocnych wypraw do lasu organizowanych przez Pannę Juliet, która odpowiadała za nauczanie o portalach.
Weszłam do swojego pokoju, który dzieliłam z Camile i Kate.
- Gdzieś ty była! - krzyknęła blondynka, siedząca na łóżku z książką.
- Na zajęciach dodatkowych. - odparłam, zamykając za sobą drzwi.
- I jak?
- Beznadziejnie. - rzuciłam książki na stolik i opadłam na łóżko. Dziewczyny spojrzały na mnie pytająco. Kate siedziała przed lustrem i czesała swoje złote włosy. Widziałam jej spojrzenie w odbiciu.
- Nie nadaję się do tego, co tu więcej opowiadać.
- Przecież ty nigdy się nie poddajesz, Cornelio. Co się naprawdę stało? - zdziwiła się Camile.
Opowiedziałam im wszystko po czym usłyszałam, że nie powinnam się przejmować i niepotrzebnie wyszłam z zajęć.
- Powinnaś spróbować jeszcze raz, przecież nie każdemu wyjdzie od razu. - powiedziała Kate, podchodząc do mnie i kładąc dłoń na moim ramieniu.
- A ja myślę, że tu nie chodzi o to. - Camile spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Znam ten uśmieszek! - krzyknęłam.
- No co, nie mam racji?
- Właściwie, to co masz na myśli?
- Mam na myśli mrok i tajemnice! - zaśmiała się.

Nie odzywałam się już tego wieczoru. Przygotowałam się do kolacji, a po niej wzięłam kąpiel i położyłam się do łóżka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz