- Ona potrafi czytać nam w myślach! A ja nie wiem co mam dalej z tym wszystkim zrobić, ponieważ nie potrafię zatrzymać uczucia, które rozpędza się we mnie jak szalone! Mam dość ukrywania tego przed wami, więc proszę bardzo, już wszystko wiecie. Od początku Camile miała rację ze swoimi podejrzeniami. Kiedy zjawiłam się w tej szkole, Panna Melissa od razu przykuła moją uwagę i tak już zostało. Z dnia na dzień stawało się to tylko głębszym i silniejszym uczuciem. Nigdy wcześniej nie podobała mi się kobieta, ale nigdy też nie wykazywałam zbytniego zainteresowania chłopacami. - w moich oczach zebrały się łzy. Krzyczałam coraz głośniej, wyzwalając z siebie emocje, które wypadały ze mnie, jak z przedziurawionego worka. Usiadłam na brzegu łóżka i rozpłakałam się całkowicie, zasłaniając twarz dłońmi. Dziewczyny od razu zjawiły się przy mnie. Obejmując i głaszcząc mnie.
- Spokojnie,
Cornelio. - rzekła cicho Kate.
- Pomożemy ci to
jakoś rozwiązać. - dodała Camile, jakby nie była pewna tego co mówi.
- To nie ma sensu! -
krzyknęłam przez łzy. - Nie będę się z tym dłużej ukrywać. Pójdę do niej!
Teraz! Wykrzyczę wszystko, co już pewnie usłyszała z moich myśli, ale i tak to
zrobię! - poderwałam się z miejsca i już chciałam biec w stronę drzwi, kiedy
Camile złapała mnie za rękę.
- Stój! -
powiedziała. - Nie możesz tak po prostu tego zrobić. Jeśli ona odwzajemnia
twoje uczucia, i tak będziecie musiały się ukrywać. Dyrektorka ją zwolni, jeśli
się dowie, a ty wylecisz ze szkoły.
- Camile ma racje. -
dodała Kate.
- T-to co mam zrobić?
- Właśnie wpadł mi do
głowy pewien pomysł. - Camile uśmiechnęła się podejrzliwie. - Po pierwsze,
uspokój się. - podała mi chusteczkę, jakby właśnie wyczerowała ją w dłoni.
Wszystkie trzy usiadłyśmy na jej łóżku po turecku i słuchałyśmy jak wyjawia nam
swój plan.
- Jeśli Panna Melissa
słyszy nasze myśli i wie o wszystkim, co z resztą już ci powiedziała. -
spojrzała na mnie. - Powinno być już z
górki. Możecie spotkać się po kryjomu o zmierzchu. Jakby coś poszło nie tak,
będziemy cię kryć. Przekaż informacje o spotkaniu Pannie Melissie przez swoje
myśli.
- I co dalej? -
skrzywiłam minę. Nie podobało mi się to.
- A czego oczekujesz?
Nie będziesz mogła okazywać swoich uczuć za dnia, przy wszystkich. Zrobisz to,
kiedy słońce zamieni się z księżycem. Czy nie wydaje wam się to romantyczne!? -
rozmażyła się. - Ah, zakazana miłość! Całymi dniami nie będziesz mogła doczekać
się aż zapadnie zmrok, aby znów móc mieć ją tylko dla siebie!
- Przyznam, że brzmi
to dosyć inter - nie dokończyłam, gdyż usłyszałyśmy mocne pókanie do drzwi.
Wszystkie trzy wzdrygnęłyśmy się.
- P-proszę. -
powiedziała przerażona Kate.
W drzwiach pojawiła
się Eleonora. Kamień spadł mi z serca, że nie był to nikt inny. Kobieta była
bardzo uprzejma i trzymała zawsze naszą stronę.
- Dziewczęta! Słychać
was w każdym zakątku St. George!
- Bardzo
przepraszamy. Już kładziemy się do łóżek. - powiedziałam.
- Cieszcie się, że
nie przyszedł tu kto inny, bo byście miały przechlapane! No już, dobrej nocy! I
żebym was więcej nie słyszała. - mimo ostatniego zdania, uśmiechnęła się i
wyszła. Przez chwilę siedziałyśmy w kompletnej ciszy, po czym zaczęłyśmy
chichotać. Położyłyśmy się do łóżek i rozmawiałyśmy szeptem jeszcze przez
chwilę.
- Kiedy mam to
zrobić? - zapytałam.
- Jutro mamy lekcję
obrony. - odparła Camile. - Dobranoc.
- Dobranoc. -
powiedziałam równo z Kate.
Siedząc na lekcji
zielarstwa, kilkakrotnie zostałam upomniana przez równie rozkojarzoną
nauczycielkę, że marzycielstwo mam zostawić na leniwe soboty. Nie potrafiłam
skupić się na niczym. Pomieszałam wywary, kiedy mieliśmy stworzyć miksturę,
której nazwy nawet nie zapamiętałam. Kiedy zajęcia skończyły się, niemal
wybiegłam na korytarz. Po chwili dołączyły do mnie przyjaciółki i trzymając się
pod rękę, ruszyłyśmy przed siebie.
- To co, następną
mamy obronę, jeśli się nie mylę?
- Camile! Daj już
spokój! - odezwała się Kate.
- Nie mylisz się,
moja droga. - dodałam. - I bądź pewna, że nie mogę się doczekać tej lekcji
równie bardzo jak i ty. Wreszcie przestaniemy się wszystkie zadręczać. A
motylki w moim brzuchu będą miały co robić. - uśmiechnęłam się. Czekałyśmy pod
klasą aż usłyszymy stukot słynnych obcasów Panny Mrocznej Wiedźmy z St.George.
Wszystkie pozostałe dziewczyny z kamiennymi twarzami stały nieruchomo, a my
patrzałyśmy po sobie i dziwnie się uśmiechałyśmy. Kiedy kobieta przeszła obok
nas, poczułam wiatr na skórze. Jej szata musnęła mnie lekko.
- Dlaczego tak
stoicie? - zdziwiła się, że nie jesteśmy w klasie. Zmarszczyła brwi i spojrzała
na Marthę.
- Drzwi są zamknięte
proszę pani. - odparła dziewczyna.
Melissa wyciągnęła
rękę naprzeciw zamka, wypowiadając coś szeptem i przekrzywiając palec
wskazujący, jakby był kluczem w powietrznej, niewidzialnej kłódce. Drzwi
otworzyły się po czym weszła do środka, a my zaraz za nią. Usiadłam w ławce
obok Kate, a Camile za nami. Czułam jak drżą mi wnętrzności, ale starałam się
zachować spokój.
- Otwórzcie książki
na stronie 532. - powiedziała Panna Melissa bezbarwnym tonem głosu.
Zrobiłam o co prosiła
i zaczęłam wpatrywać się w nią, czekając, aż nasze spojrzanie się spotkają.
Jakoś w połowie lekcji udało mi się. W myślach przekazywałam jej swoją wizję.
Wzgórze niedaleko szkoły, zmrok, blask księżyca. Ja i ona. Po chwili stanęła w
bezruchu. Powoli przekręciłą głowę w moją stronę i uniosła brwi. Uśmiechnęłam
się, powtarzając wszystko w myślach jeszcze raz. Usłyszała mnie. Pokiwała
głową, potwierdzająco. Powótrzyłam jeszcze raz. Po zmroku na wzgórzu.
Lekcja skończyła się
równie szybko, a ja wyszłam z klasy zadowolona. Przyjaciółki były chyba
bardziej podekscytowane niż ja, ale to dlatego, że starałam się jak mogłam, nie
okazywać emocji, mimo, że chciałam biec wzdłuż korytarza i krzyczeć z radości.
Wolałam już przestać myśleć i udać się na kolejną lekcję. Nie mogłam doczekać
się, kiedy dzień się skończy i pójdę na spotkanie z Melissą.
***
- Co na siebie
włożysz? - zapytała Camile.
- Może życzysz sobie
jakąś wyjątkową fryzurę? - zaraz po niej dodała Kate.
- Ubiorę się
zwyczajnie, a włosy rozpuszczę, jak zwykle. - odparłam.
- Nie bądź taka
skromna, Cornelio! - Camile stanęła mi przed oczami. - Pożyczę ci moją
najlepszą sukienkę, sprowadzoną z Paryża! A Kate uczesze cię pięknie! Będziesz
wyglądać olśniewająco! - złapała mnie za rece i zaczęłyśmy wirować w kółko po
pokoju. Puściłam ją.
- Po co to wszystko,
skoro nie mam pewności, czy Melissa w ogóle przyjdzie.
- Przyjdzie,
przyjdzie. - Camile uśmiechnęła się.
Przebrałam się ze
szkolnego mundurka w czarną, zwiewną sukienkę. Bez gorsetu mogłam się
rozluźnić. Rozczesałam włosy, nie robiąc z nimi nic więcej i pozwalając im
swobodnie ułożyć się na moich ramionach. Słońce zaczynało zachodzić, a ja
zaczynałam się niecierpliwie denerwować. Chodziłam w tę i z powrotem wzdłuż
pokoju, czując jak przeszywają mnie dreszcze.
- Niech to cholerne
słońce wreszcie zajdzie!
- Cornelio, może
chcesz coś na uspokojenie? - zaproponowała Kate, śmiejąc się.
- Żartujcie sobie
dalej, ja tu przeżywam męczeństwo! - odparłam, nie zatrzymując się.
Minęła jakaś godzina,
po czym słońce całkowicie zaszło i niebo zrobiło się ciemne. Pojawiły się
gwiazdy, a kiedy wyszłam z akademika, powitał mnie ksieżyc zaglądając zza drzew
i oświetlając mi drogę. Musiałam wymknąć się niezauważona, co już było połową
sukcesu. Dojście na Wzgórze zajęło mi jakieś siedem minut. Usiadłam pod jedynym
drzewem, które rosło na samym szczycie. Księżyc świecił idealnie na przeciwko
niego. Przyszłam pierwsza, co nie zdziwiło mnie zbytnio. Czułam chłodny wiatr.
Robiło się coraz zimniej. Melissa nie pojawiła się. W myślach prosiłam ją, żeby
przyszła, mając nadzieję, że mnie usłyszy. Po dłuższym czasie siedzenia pod
drzewem zrobiło mi się zimno. Postanowiłam wrócić i dać sobie spokój. Cornelio
nie łódź się, to nie opowieść z książki, lecz prawdziwe życie. - pomyślałam.
Powoli wstałam i ruszyłam w stronę ścieżki, która prowadziła w dół.
- Już mnie
opuszczasz? - usłyszałam głos. Ten głos. Obróciłam się i ujrzałam postać w
czarnym płaszczu, z kapturem na głowie. Gdybym nie wiedziała, że jest to Panna
Melissa, przeraziłabym się.
- Jednak przyszłaś...
to znaczy, pani przyszła. - zaczęłam powoli zmierzać w kierunku drzewa.
- Oczywiście. -
zdjęła kaptur. Jej głos znów był tym ciepłym głosem kobiety, która jednak ma
jakieś uczucia.
Chciałam bez
skrupułów móc podejść i objąć ją. Wolałam jednak nie wykonywać żadnych
gwałtownych ruchów. Zachowałam spokój i dystans. Stanęłam na przeciwko Melissy.
Jej twarz oświetlał blask księżyca, więc mogłam widzieć emocje, jakie przez nią
przenikały. Była blada, a jej zielone oczy błyszczały. Wyciągnęła do mnie dłoń.
Zdziwiłam się lekko i powoli podałam jej swoją. Poczułam ciepło. Patrzyła mi
prosto w oczy. Wiedziała co czuję, nie musiałam nic mówić. Przyciągnęła mnie do
siebie.
- Nie zemdlej mi tym
razem. - powiedziała uśmiechając się. Widziałam w jej oczach coś, co pochłaniało
mnie całą. Patrząc z innej perspektywy było przerażające, jednak ja widziałam w
nich piękno i wiarę w istnienie cudów. Odwzajemniłam uśmiech.
- Nie śmiałabym. - w
tym momencie przestałam nad sobą panować.
Przyciągnęła mnie
jeszcze bliżej, a ja oparłam dłonie na jej klatce piersiowej. Położyła dłoń na
moim policzku i pochyliła się nade mną. Po chwili poczułam delikatne muśnięcie
naszych ust po czym Melissa odsunęła się lekko, aby spojrzeć mi w oczy. Zaraz
potem to ja nie wytrzymałam napięcia i pocałowałam ją. Tym razem trwało to
dłużej i przerodziło się w namiętny pocałunek, który sprawił, że niemal
oderwałam się od ziemi. Czułam jak powietrze unosi nas lekko i obejmuje,
zbliżając do siebie jeszcze bardziej. Nie mogłam uwierzyć w to co się działo.
Po magicznej chwili, która zdawała się nie mieć końca, oderwałyśmy się od
siebie. Melissa uśmiechnęła się do mnie, a ja objęłam ją z całej siły, jakbym
już nigdy nie miała zamiaru jej puścić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz