środa, 4 maja 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 4



- Ona potrafi czytać nam w myślach! A ja nie wiem co mam dalej z tym wszystkim zrobić, ponieważ nie potrafię zatrzymać uczucia, które rozpędza się we mnie jak szalone! Mam dość ukrywania tego przed wami, więc proszę bardzo, już wszystko wiecie. Od początku Camile miała rację ze swoimi podejrzeniami. Kiedy zjawiłam się w tej szkole, Panna Melissa od razu przykuła moją uwagę i tak już zostało. Z dnia na dzień stawało się to tylko głębszym i silniejszym uczuciem. Nigdy wcześniej nie podobała mi się kobieta, ale nigdy też nie wykazywałam zbytniego zainteresowania chłopacami. - w moich oczach zebrały się łzy. Krzyczałam coraz głośniej, wyzwalając z siebie emocje, które wypadały ze mnie, jak z przedziurawionego worka. Usiadłam na brzegu łóżka i rozpłakałam się całkowicie, zasłaniając twarz dłońmi. Dziewczyny od razu zjawiły się przy mnie. Obejmując i głaszcząc mnie.
- Spokojnie, Cornelio. - rzekła cicho Kate.
- Pomożemy ci to jakoś rozwiązać. - dodała Camile, jakby nie była pewna tego co mówi.
- To nie ma sensu! - krzyknęłam przez łzy. - Nie będę się z tym dłużej ukrywać. Pójdę do niej! Teraz! Wykrzyczę wszystko, co już pewnie usłyszała z moich myśli, ale i tak to zrobię! - poderwałam się z miejsca i już chciałam biec w stronę drzwi, kiedy Camile złapała mnie za rękę.
- Stój! - powiedziała. - Nie możesz tak po prostu tego zrobić. Jeśli ona odwzajemnia twoje uczucia, i tak będziecie musiały się ukrywać. Dyrektorka ją zwolni, jeśli się dowie, a ty wylecisz ze szkoły.
- Camile ma racje. - dodała Kate.
- T-to co mam zrobić?
- Właśnie wpadł mi do głowy pewien pomysł. - Camile uśmiechnęła się podejrzliwie. - Po pierwsze, uspokój się. - podała mi chusteczkę, jakby właśnie wyczerowała ją w dłoni. Wszystkie trzy usiadłyśmy na jej łóżku po turecku i słuchałyśmy jak wyjawia nam swój plan.
- Jeśli Panna Melissa słyszy nasze myśli i wie o wszystkim, co z resztą już ci powiedziała. - spojrzała na mnie. -  Powinno być już z górki. Możecie spotkać się po kryjomu o zmierzchu. Jakby coś poszło nie tak, będziemy cię kryć. Przekaż informacje o spotkaniu Pannie Melissie przez swoje myśli.
- I co dalej? - skrzywiłam minę. Nie podobało mi się to.
- A czego oczekujesz? Nie będziesz mogła okazywać swoich uczuć za dnia, przy wszystkich. Zrobisz to, kiedy słońce zamieni się z księżycem. Czy nie wydaje wam się to romantyczne!? - rozmażyła się. - Ah, zakazana miłość! Całymi dniami nie będziesz mogła doczekać się aż zapadnie zmrok, aby znów móc mieć ją tylko dla siebie!
- Przyznam, że brzmi to dosyć inter - nie dokończyłam, gdyż usłyszałyśmy mocne pókanie do drzwi. Wszystkie trzy wzdrygnęłyśmy się.
- P-proszę. - powiedziała przerażona Kate.
W drzwiach pojawiła się Eleonora. Kamień spadł mi z serca, że nie był to nikt inny. Kobieta była bardzo uprzejma i trzymała zawsze naszą stronę.
- Dziewczęta! Słychać was w każdym zakątku St. George!
- Bardzo przepraszamy. Już kładziemy się do łóżek. - powiedziałam.
- Cieszcie się, że nie przyszedł tu kto inny, bo byście miały przechlapane! No już, dobrej nocy! I żebym was więcej nie słyszała. - mimo ostatniego zdania, uśmiechnęła się i wyszła. Przez chwilę siedziałyśmy w kompletnej ciszy, po czym zaczęłyśmy chichotać. Położyłyśmy się do łóżek i rozmawiałyśmy szeptem jeszcze przez chwilę.
- Kiedy mam to zrobić? - zapytałam.
- Jutro mamy lekcję obrony. - odparła Camile. - Dobranoc.
- Dobranoc. - powiedziałam równo z Kate.

Siedząc na lekcji zielarstwa, kilkakrotnie zostałam upomniana przez równie rozkojarzoną nauczycielkę, że marzycielstwo mam zostawić na leniwe soboty. Nie potrafiłam skupić się na niczym. Pomieszałam wywary, kiedy mieliśmy stworzyć miksturę, której nazwy nawet nie zapamiętałam. Kiedy zajęcia skończyły się, niemal wybiegłam na korytarz. Po chwili dołączyły do mnie przyjaciółki i trzymając się pod rękę, ruszyłyśmy przed siebie.
- To co, następną mamy obronę, jeśli się nie mylę?
- Camile! Daj już spokój! - odezwała się Kate.
- Nie mylisz się, moja droga. - dodałam. - I bądź pewna, że nie mogę się doczekać tej lekcji równie bardzo jak i ty. Wreszcie przestaniemy się wszystkie zadręczać. A motylki w moim brzuchu będą miały co robić. - uśmiechnęłam się. Czekałyśmy pod klasą aż usłyszymy stukot słynnych obcasów Panny Mrocznej Wiedźmy z St.George. Wszystkie pozostałe dziewczyny z kamiennymi twarzami stały nieruchomo, a my patrzałyśmy po sobie i dziwnie się uśmiechałyśmy. Kiedy kobieta przeszła obok nas, poczułam wiatr na skórze. Jej szata musnęła mnie lekko.
- Dlaczego tak stoicie? - zdziwiła się, że nie jesteśmy w klasie. Zmarszczyła brwi i spojrzała na Marthę.
- Drzwi są zamknięte proszę pani. - odparła dziewczyna.
Melissa wyciągnęła rękę naprzeciw zamka, wypowiadając coś szeptem i przekrzywiając palec wskazujący, jakby był kluczem w powietrznej, niewidzialnej kłódce. Drzwi otworzyły się po czym weszła do środka, a my zaraz za nią. Usiadłam w ławce obok Kate, a Camile za nami. Czułam jak drżą mi wnętrzności, ale starałam się zachować spokój.
- Otwórzcie książki na stronie 532. - powiedziała Panna Melissa bezbarwnym tonem głosu.
Zrobiłam o co prosiła i zaczęłam wpatrywać się w nią, czekając, aż nasze spojrzanie się spotkają. Jakoś w połowie lekcji udało mi się. W myślach przekazywałam jej swoją wizję. Wzgórze niedaleko szkoły, zmrok, blask księżyca. Ja i ona. Po chwili stanęła w bezruchu. Powoli przekręciłą głowę w moją stronę i uniosła brwi. Uśmiechnęłam się, powtarzając wszystko w myślach jeszcze raz. Usłyszała mnie. Pokiwała głową, potwierdzająco. Powótrzyłam jeszcze raz. Po zmroku na wzgórzu.
Lekcja skończyła się równie szybko, a ja wyszłam z klasy zadowolona. Przyjaciółki były chyba bardziej podekscytowane niż ja, ale to dlatego, że starałam się jak mogłam, nie okazywać emocji, mimo, że chciałam biec wzdłuż korytarza i krzyczeć z radości. Wolałam już przestać myśleć i udać się na kolejną lekcję. Nie mogłam doczekać się, kiedy dzień się skończy i pójdę na spotkanie z Melissą.


***
- Co na siebie włożysz? - zapytała Camile.
- Może życzysz sobie jakąś wyjątkową fryzurę? - zaraz po niej dodała Kate.
- Ubiorę się zwyczajnie, a włosy rozpuszczę, jak zwykle. - odparłam.
- Nie bądź taka skromna, Cornelio! - Camile stanęła mi przed oczami. - Pożyczę ci moją najlepszą sukienkę, sprowadzoną z Paryża! A Kate uczesze cię pięknie! Będziesz wyglądać olśniewająco! - złapała mnie za rece i zaczęłyśmy wirować w kółko po pokoju. Puściłam ją.
- Po co to wszystko, skoro nie mam pewności, czy Melissa w ogóle przyjdzie.
- Przyjdzie, przyjdzie. - Camile uśmiechnęła się.
Przebrałam się ze szkolnego mundurka w czarną, zwiewną sukienkę. Bez gorsetu mogłam się rozluźnić. Rozczesałam włosy, nie robiąc z nimi nic więcej i pozwalając im swobodnie ułożyć się na moich ramionach. Słońce zaczynało zachodzić, a ja zaczynałam się niecierpliwie denerwować. Chodziłam w tę i z powrotem wzdłuż pokoju, czując jak przeszywają mnie dreszcze.
- Niech to cholerne słońce wreszcie zajdzie!
- Cornelio, może chcesz coś na uspokojenie? - zaproponowała Kate, śmiejąc się.
- Żartujcie sobie dalej, ja tu przeżywam męczeństwo! - odparłam, nie zatrzymując się.
Minęła jakaś godzina, po czym słońce całkowicie zaszło i niebo zrobiło się ciemne. Pojawiły się gwiazdy, a kiedy wyszłam z akademika, powitał mnie ksieżyc zaglądając zza drzew i oświetlając mi drogę. Musiałam wymknąć się niezauważona, co już było połową sukcesu. Dojście na Wzgórze zajęło mi jakieś siedem minut. Usiadłam pod jedynym drzewem, które rosło na samym szczycie. Księżyc świecił idealnie na przeciwko niego. Przyszłam pierwsza, co nie zdziwiło mnie zbytnio. Czułam chłodny wiatr. Robiło się coraz zimniej. Melissa nie pojawiła się. W myślach prosiłam ją, żeby przyszła, mając nadzieję, że mnie usłyszy. Po dłuższym czasie siedzenia pod drzewem zrobiło mi się zimno. Postanowiłam wrócić i dać sobie spokój. Cornelio nie łódź się, to nie opowieść z książki, lecz prawdziwe życie. - pomyślałam. Powoli wstałam i ruszyłam w stronę ścieżki, która prowadziła w dół.
- Już mnie opuszczasz? - usłyszałam głos. Ten głos. Obróciłam się i ujrzałam postać w czarnym płaszczu, z kapturem na głowie. Gdybym nie wiedziała, że jest to Panna Melissa, przeraziłabym się.
- Jednak przyszłaś... to znaczy, pani przyszła. - zaczęłam powoli zmierzać w kierunku drzewa.
- Oczywiście. - zdjęła kaptur. Jej głos znów był tym ciepłym głosem kobiety, która jednak ma jakieś uczucia.
Chciałam bez skrupułów móc podejść i objąć ją. Wolałam jednak nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Zachowałam spokój i dystans. Stanęłam na przeciwko Melissy. Jej twarz oświetlał blask księżyca, więc mogłam widzieć emocje, jakie przez nią przenikały. Była blada, a jej zielone oczy błyszczały. Wyciągnęła do mnie dłoń. Zdziwiłam się lekko i powoli podałam jej swoją. Poczułam ciepło. Patrzyła mi prosto w oczy. Wiedziała co czuję, nie musiałam nic mówić. Przyciągnęła mnie do siebie.
- Nie zemdlej mi tym razem. - powiedziała uśmiechając się. Widziałam w jej oczach coś, co pochłaniało mnie całą. Patrząc z innej perspektywy było przerażające, jednak ja widziałam w nich piękno i wiarę w istnienie cudów. Odwzajemniłam uśmiech.
- Nie śmiałabym. - w tym momencie przestałam nad sobą panować.
Przyciągnęła mnie jeszcze bliżej, a ja oparłam dłonie na jej klatce piersiowej. Położyła dłoń na moim policzku i pochyliła się nade mną. Po chwili poczułam delikatne muśnięcie naszych ust po czym Melissa odsunęła się lekko, aby spojrzeć mi w oczy. Zaraz potem to ja nie wytrzymałam napięcia i pocałowałam ją. Tym razem trwało to dłużej i przerodziło się w namiętny pocałunek, który sprawił, że niemal oderwałam się od ziemi. Czułam jak powietrze unosi nas lekko i obejmuje, zbliżając do siebie jeszcze bardziej. Nie mogłam uwierzyć w to co się działo. Po magicznej chwili, która zdawała się nie mieć końca, oderwałyśmy się od siebie. Melissa uśmiechnęła się do mnie, a ja objęłam ją z całej siły, jakbym już nigdy nie miała zamiaru jej puścić.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz