Otworzyłam oczy i poczułam ogromny ból głowy. Leżałam na czymś miękkim. Mrugnęłam kilka razy i ujrzałam przed sobą duże, uchylone okno. Poczułam powiew świeżego powietrza. Złapałam się za głowę.
- Cornelio. -
usłyszałam głos, dobiegający z tyłu.
Próbowałam się
podnieść, ale było mi dziwnie ciężko.
- Nie wstawaj! -
Melissa podeszła do mnie. Miała spięte włosy. Nie był to dla mnie codzienny
widok.
- Co się stało? -
zapytałam z zachrypniętym głosem. Kobieta usiadła na brzegu kanapy, na której
leżałam i pogładziła moje włosy.
- Straciłaś przytomność.
Przypomniałam sobie.
- W twojej szklance z
lemoniadą był środek nasenny. Nie jesteśmy tu bezpieczne. Mam nadzieję, że
jutro zjawi się Lilianna, a potem będziemy mogły jak najszybciej wracać. –
dodała zmartwiona.
Kto chciałby nam
zrobić krzywdę w tym świecie? Czy ktoś jeszcze wie o naszej obecności tutaj? I
dlaczego miałby złe zamiary? Nic nie wiem i wydaje mi się, że Melissa nie chce
mi tego powiedzieć, żebym nie panikowała. Postanowiłam zadać zatem najprostrze
pytanie, na które najprawdopdobniej dostanę odpowiedź.
- Gdzie my jesteśmy?
- Gdzie my jesteśmy?
- W hotelu. Kiedy
zemdlałaś, nie mogłam nikogo prosić o pomoc, ponieważ w szpitalu musiałabym
podać twoje dane.
- Jak się tu
dostałyśmy?
- Przeteleportowałam
nas.
Ah no tak, Melissa
potrafi wszystko.
- Przyniosę ci wody.
Nie ruszaj się stąd.
Kobieta zniknęła z
mojego pola widzenia, a ja nie śmiałam nawet podnosić głowy.
Po chwili była już z
powrotem i podała mi szklankę.
- Nie martw się, wrócimy
jutro.
- Ciekawe co ja
powiem w szkole, jeśli zapytają o moje nagłe zniknięcie. Mam nadzieję, że
pomożesz mi to usprawiedliwić.
- Nie martw się o to.
- Wydaje mi się, że
czuję się już trochę lepiej. - podniosłam się i usiadłam.
Dopiero teraz
ogarnęłam spojrzeniem całe pomieszczenie. Miało jasne, kremowe ściany. Kiedy spojrzałam
w prawo, ujrzałam ogromne łóżko z białą pościelą i wielkimi poduszkami.
Na przeciw niego były
drzwi, prowadzące do prywatnej łazienki, czego dowiedziałam się od Melissy. W
pokoju znajdowała się również nieduża, jasna szafa. Pomieszczenie było małe i
przytulne.
- Zostajemy TUTAJ? -
zapytałam, aby się upewnić.
- Oczywiście, a gdzie
indziej?
- Jest pięknie. -
powiedziałam i wstałam.
Podeszłam do łóżka i przejechałam delikatnie
dłonią po pościeli. Uśmiechnęłam się w duszy.
- Zastanawia mnie
jeszcze jedna rzecz.
- Co takiego?
- Skoro każdy ma
swojego bliźniaka... To co ze mną?
- Właśnie. Nie
zdążyłam ci tego powiedzieć. Nikt nie wie dlaczego tak się stało i każdy sądzi,
że jest to niemożliwe, nie mieć swojego odbicia. Jednak niewytłumaczalnie, tak
jest. Jesteś jedna.
Nagle usłyszałyśmy
pukanie do drzwi. Obie wzdrygnęłyśmy się. Szybko wytarłam łzy.
- Proszę. - rzekła
Melissa.
Drzwi otworzyły się,
a moim oczom ukazała się kobieta w jasnobrązowym, cienkim płaszczu. Jej brązowe
włosy były w nieładzie, a policzki miała zaczerwienione. Chyba biegła -
pomyślałam. Miała brązowe oczy i długie rzęsy, usta o idealnym kształcie i mały
nosek. Od razu wiedziałam kim jest, była tak bardzo podobna do mnie.
- Witaj, Lili. -
Melissa wstała i przywitała kobietę. Ja pozostałam na miejscu, wpatrując się w
nią. Po chwili podeszła do mnie, więc postanowiłam wstać. Uśmiechnęła się i bez
słowa objęła mnie silnym uściskiem. Odwzajemniłam to. W jednej chwili
wybaczyłam jej to, że mnie oddała. Poczułam coś niesamowitego.
- Zostawię was. -
Melissa wyszła z pokoju, pozostawiając mnie samą z Lilianną, z moją prawdziwą
mamą.
Trwałyśmy w uścisku
przez jakąś chwilę, po czym puściłam ją. Ujęła moją twarz w dłoniach i ze łzami
w oczach i uśmiechem na twarzy wpatrywała się we mnie.
- Jesteś taka piękna,
Cornelio. Moja córeczka – znów obdarowała mnie uściskiem.
- Dlaczego dopiero
teraz się o tym dowiaduję?
- Dopiero niedawno
dołączyłaś do St. George. Wcześniej nie mogliśmy zmusić ludzi, którzy cię
wychowywali, aby przepisali cię tam, nie mogłam nic zrobić... Melissa, zgodziła
się przyprowadzić cię tutaj i będę jej za to dozgonnie wdzięczna. Oh, tak się
cieszę, że cię widzę, Cornelio! - kobieta pogładziła delikatnie mój policzek. Łzy
spływały jej po twarzy.
- To wszystko dzieje
się tak szybko... Nie dociera do mnie ta cała sytuacja.
Czułam ciepło w
sercu, kiedy stała obok.
- Co teraz będzie? -
zapytałam.
- Musisz wrócić do
szkoły. Ale Melissa obiecała, że jeśli tylko będziesz chciała mnie odwiedzać...
- Nie, mam na myśli
co z tobą. Melissa powiedziała, że jesteś chora, dlatego tu jesteśmy.
- Tak...Cornelio, nic
mi nie będzie, wyzdrowieję. – uśmiechnęła się lekko, poprzez łzy.
- Przywiozłyśmy dla
ciebie jakieś zioła, czy to na pewno jest w stanie ci pomóc?
- Oczywiście.
Magiczne sposoby nigdy nie zawodzą. Nie ma potrzeby do zmartwień.
- Chciałabym żeby to
wszystko nigdy się nie wydarzyło, żebyś byłe ze mną w naszym świecie... Zbyt
dużo komplikacji.
- Wiem, kochanie. To
wszystko moja wina. Nigdy sobie tego nie wybaczę.
- Dlaczego mnie
oddałaś?
- Jesteś czarownicą,
musiałaś nauczyć się wykorzystywać swój dar. Tutaj nie miałabyś takiej
możliwości, zaraz zleciałby się tłum i zrobiliby z ciebie widowisko cyrkowe.
Chciałam cię chronić.
- Wszyscy chcą mnie
chronić, a mimo to ciągle czuję się zagrożona. - palnęłam ze złości, a po
chwili już żałowałam, że wypowiedziałam te słowa.
- Przepraszam, jestem
zdenerwowana.
- Nic nie szkodzi, to
zrozumiałe.
- Lubię to, że jestem
czarownicą, lubię nasz świat, magię, ale chciałabym żyć z prawdziwą matką. Nie
możesz wrócić?
- Melissa na pewno ci
wszystko wytłumaczyła, nie mogę. Jest to kara, za moją młodzieńczą chrapkę na
przygody.
- I jak ci się żyje,
nie używając magii?
- Używam magii! -
zaśmiała się. - Nigdy bym z niej nie zrezygnowała. Jestem jednak bardzo
ostrożna. Nie wychodzę na ulicę i nie krzyczę zaklęcia. - znów uśmiechnęła się.
- Czasami używam jej w domu, aby ułatwić sobie gotowanie, czy inne czynności w
życiu codziennym. Do niczego innego nie jest mi potrzebna. Uciekłam będąc trochę
starsza od ciebie, więc zdarzyło mi się tylko kilka razy walczyć używając
magii.
- Mnie nie zdarzyło
się to nigdy, prócz treningów.
- I dobrze. Nie
powinno być ci do tego spieszno. W lesie napotkałam Obce Skrzaty z łukami,
którzy jeszcze kiedyś strzegli Wielkiego Lustra. Ledwo uszłam z życiem! - z jej
twarzy mimo wszystko nie znikał uśmiech.
- Czasami wolałabym
być normalna.
- A ja czasami
wolałabym nie musieć ukrywać, kim naprawdę jestem. Nigdy nie będziemy do końca
zadowoleni ze swojego położenia. Musimy się przyzwyczajać.
- Będę cię odwiedzać,
kiedy tylko będę mogła! - poczułam silną więź z tą kobietą. Nie chciałam wracać
do mojego świata. - Chętnie bym tu została.
- Będzie mi bardzo
miło, jeśli zechcesz mnie odwiedzać. Kiedyś będziesz mogła zostać tu na stałę,
ale pamiętaj, że kiedy przez dłuższy czas się tu zadomowisz, będzie ci trudniej
wyczarować Lustro powrotne. Musisz dużo ćwiczyć, aby osiągnąć wysoki poziom
magii.
- Jesteś bardzo
mądra, wiele wiesz na ten temat, a przecież tak dużo czasu minęło...
- Taissa jest
pośrednikiem między światami. Jest także moją przyjaciółką i pomagała mi w
doinformowaniu się na temat tego wszystkiego. Kiedy uciekłam, nie wiedziałam
prawie nic. Jedyną rzeczą jakiej byłam pewna, to to, że Lustro znajduje się w
lesie. Znałam potrzebne zaklęcie, które znalazłam w jakiejś starej księdze i
uciekłam, chcąc dowiedzieć się, co jest po drugiej stronie.
Chwilę milczałam,
przyswajając informację, po czym zapytałam:
- Czym się tu
zajmujesz?
- Mam swoją firmę.
Pomagam artystom, muzykom, pisarzom wypromować się.
- Nie powiem, że
rozumiem, bo jestem z innego świata. - zaśmiałam się.
Bardzo miło
rozmawiało mi się z nią. Dogadywałyśmy się, śmiałyśmy. Kiedy Melissa wróciła, i
uświadomiła nas o późnej porze, Lilianna obiecała, że rano przyjdzie się ze mną
porzegnać, tymczasem wzięła torbę z przygotowanymi lekarstwami i musiała wracać
do domu. Chciała mnie ze sobą zabrać, by pokazać gdzie mieszka, ale
stwierdziłyśmy, że następnym razem. Po tym dniu tkwiło we mnie tak dużo emocji,
że potrzebowałam znaleźć jakiś sposób na stłumienie ich.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz