piątek, 27 maja 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 10







Otworzyłam oczy i poczułam ogromny ból głowy. Leżałam na czymś miękkim. Mrugnęłam kilka razy i ujrzałam przed sobą duże, uchylone okno. Poczułam powiew świeżego powietrza. Złapałam się za głowę.
- Cornelio. - usłyszałam głos, dobiegający z tyłu.
Próbowałam się podnieść, ale było mi dziwnie ciężko.
- Nie wstawaj! - Melissa podeszła do mnie. Miała spięte włosy. Nie był to dla mnie codzienny widok.
- Co się stało? - zapytałam z zachrypniętym głosem. Kobieta usiadła na brzegu kanapy, na której leżałam i pogładziła moje włosy.
- Straciłaś przytomność.
Przypomniałam sobie.
- W twojej szklance z lemoniadą był środek nasenny. Nie jesteśmy tu bezpieczne. Mam nadzieję, że jutro zjawi się Lilianna, a potem będziemy mogły jak najszybciej wracać. – dodała zmartwiona.
Kto chciałby nam zrobić krzywdę w tym świecie? Czy ktoś jeszcze wie o naszej obecności tutaj? I dlaczego miałby złe zamiary? Nic nie wiem i wydaje mi się, że Melissa nie chce mi tego powiedzieć, żebym nie panikowała. Postanowiłam zadać zatem najprostrze pytanie, na które najprawdopdobniej dostanę odpowiedź.
- Gdzie my jesteśmy?
- W hotelu. Kiedy zemdlałaś, nie mogłam nikogo prosić o pomoc, ponieważ w szpitalu musiałabym podać twoje dane.
- Jak się tu dostałyśmy?
- Przeteleportowałam nas.
Ah no tak, Melissa potrafi wszystko.
- Przyniosę ci wody. Nie ruszaj się stąd.
Kobieta zniknęła z mojego pola widzenia, a ja nie śmiałam nawet podnosić głowy.
Po chwili była już z powrotem i podała mi szklankę.
- Nie martw się, wrócimy jutro.
- Ciekawe co ja powiem w szkole, jeśli zapytają o moje nagłe zniknięcie. Mam nadzieję, że pomożesz mi to usprawiedliwić.
- Nie martw się o to.
- Wydaje mi się, że czuję się już trochę lepiej. - podniosłam się i usiadłam.
Dopiero teraz ogarnęłam spojrzeniem całe pomieszczenie. Miało jasne, kremowe ściany. Kiedy spojrzałam w prawo, ujrzałam ogromne łóżko z białą pościelą i wielkimi poduszkami.
Na przeciw niego były drzwi, prowadzące do prywatnej łazienki, czego dowiedziałam się od Melissy. W pokoju znajdowała się również nieduża, jasna szafa. Pomieszczenie było małe i przytulne.
- Zostajemy TUTAJ? - zapytałam, aby się upewnić.
- Oczywiście, a gdzie indziej?
- Jest pięknie. - powiedziałam i wstałam.
 Podeszłam do łóżka i przejechałam delikatnie dłonią po pościeli. Uśmiechnęłam się w duszy.
- Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz.
- Co takiego?
- Skoro każdy ma swojego bliźniaka... To co ze mną?
- Właśnie. Nie zdążyłam ci tego powiedzieć. Nikt nie wie dlaczego tak się stało i każdy sądzi, że jest to niemożliwe, nie mieć swojego odbicia. Jednak niewytłumaczalnie, tak jest. Jesteś jedna.
Nagle usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Obie wzdrygnęłyśmy się. Szybko wytarłam łzy.
- Proszę. - rzekła Melissa.
Drzwi otworzyły się, a moim oczom ukazała się kobieta w jasnobrązowym, cienkim płaszczu. Jej brązowe włosy były w nieładzie, a policzki miała zaczerwienione. Chyba biegła - pomyślałam. Miała brązowe oczy i długie rzęsy, usta o idealnym kształcie i mały nosek. Od razu wiedziałam kim jest, była tak bardzo podobna do mnie.
- Witaj, Lili. - Melissa wstała i przywitała kobietę. Ja pozostałam na miejscu, wpatrując się w nią. Po chwili podeszła do mnie, więc postanowiłam wstać. Uśmiechnęła się i bez słowa objęła mnie silnym uściskiem. Odwzajemniłam to. W jednej chwili wybaczyłam jej to, że mnie oddała. Poczułam coś niesamowitego.
- Zostawię was. - Melissa wyszła z pokoju, pozostawiając mnie samą z Lilianną, z moją prawdziwą mamą.
Trwałyśmy w uścisku przez jakąś chwilę, po czym puściłam ją. Ujęła moją twarz w dłoniach i ze łzami w oczach i uśmiechem na twarzy wpatrywała się we mnie.
- Jesteś taka piękna, Cornelio. Moja córeczka – znów obdarowała mnie uściskiem.
- Dlaczego dopiero teraz się o tym dowiaduję?
- Dopiero niedawno dołączyłaś do St. George. Wcześniej nie mogliśmy zmusić ludzi, którzy cię wychowywali, aby przepisali cię tam, nie mogłam nic zrobić... Melissa, zgodziła się przyprowadzić cię tutaj i będę jej za to dozgonnie wdzięczna. Oh, tak się cieszę, że cię widzę, Cornelio! - kobieta pogładziła delikatnie mój policzek. Łzy spływały jej po twarzy.
- To wszystko dzieje się tak szybko... Nie dociera do mnie ta cała sytuacja.
Czułam ciepło w sercu, kiedy stała obok.
- Co teraz będzie? - zapytałam.
- Musisz wrócić do szkoły. Ale Melissa obiecała, że jeśli tylko będziesz chciała mnie odwiedzać...
- Nie, mam na myśli co z tobą. Melissa powiedziała, że jesteś chora, dlatego tu jesteśmy.
- Tak...Cornelio, nic mi nie będzie, wyzdrowieję. – uśmiechnęła się lekko, poprzez łzy.
- Przywiozłyśmy dla ciebie jakieś zioła, czy to na pewno jest w stanie ci pomóc?
- Oczywiście. Magiczne sposoby nigdy nie zawodzą. Nie ma potrzeby do zmartwień.
- Chciałabym żeby to wszystko nigdy się nie wydarzyło, żebyś byłe ze mną w naszym świecie... Zbyt dużo komplikacji.
- Wiem, kochanie. To wszystko moja wina. Nigdy sobie tego nie wybaczę.
- Dlaczego mnie oddałaś?
- Jesteś czarownicą, musiałaś nauczyć się wykorzystywać swój dar. Tutaj nie miałabyś takiej możliwości, zaraz zleciałby się tłum i zrobiliby z ciebie widowisko cyrkowe. Chciałam cię chronić.
- Wszyscy chcą mnie chronić, a mimo to ciągle czuję się zagrożona. - palnęłam ze złości, a po chwili już żałowałam, że wypowiedziałam te słowa.
- Przepraszam, jestem zdenerwowana.
- Nic nie szkodzi, to zrozumiałe.
- Lubię to, że jestem czarownicą, lubię nasz świat, magię, ale chciałabym żyć z prawdziwą matką. Nie możesz wrócić?
- Melissa na pewno ci wszystko wytłumaczyła, nie mogę. Jest to kara, za moją młodzieńczą chrapkę na przygody.
- I jak ci się żyje, nie używając magii?
- Używam magii! - zaśmiała się. - Nigdy bym z niej nie zrezygnowała. Jestem jednak bardzo ostrożna. Nie wychodzę na ulicę i nie krzyczę zaklęcia. - znów uśmiechnęła się. - Czasami używam jej w domu, aby ułatwić sobie gotowanie, czy inne czynności w życiu codziennym. Do niczego innego nie jest mi potrzebna. Uciekłam będąc trochę starsza od ciebie, więc zdarzyło mi się tylko kilka razy walczyć używając magii.
- Mnie nie zdarzyło się to nigdy, prócz treningów.
- I dobrze. Nie powinno być ci do tego spieszno. W lesie napotkałam Obce Skrzaty z łukami, którzy jeszcze kiedyś strzegli Wielkiego Lustra. Ledwo uszłam z życiem! - z jej twarzy mimo wszystko nie znikał uśmiech.
- Czasami wolałabym być normalna.
- A ja czasami wolałabym nie musieć ukrywać, kim naprawdę jestem. Nigdy nie będziemy do końca zadowoleni ze swojego położenia. Musimy się przyzwyczajać.
- Będę cię odwiedzać, kiedy tylko będę mogła! - poczułam silną więź z tą kobietą. Nie chciałam wracać do mojego świata. - Chętnie bym tu została.
- Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz mnie odwiedzać. Kiedyś będziesz mogła zostać tu na stałę, ale pamiętaj, że kiedy przez dłuższy czas się tu zadomowisz, będzie ci trudniej wyczarować Lustro powrotne. Musisz dużo ćwiczyć, aby osiągnąć wysoki poziom magii.
- Jesteś bardzo mądra, wiele wiesz na ten temat, a przecież tak dużo czasu minęło...
- Taissa jest pośrednikiem między światami. Jest także moją przyjaciółką i pomagała mi w doinformowaniu się na temat tego wszystkiego. Kiedy uciekłam, nie wiedziałam prawie nic. Jedyną rzeczą jakiej byłam pewna, to to, że Lustro znajduje się w lesie. Znałam potrzebne zaklęcie, które znalazłam w jakiejś starej księdze i uciekłam, chcąc dowiedzieć się, co jest po drugiej stronie.
Chwilę milczałam, przyswajając informację, po czym zapytałam:
- Czym się tu zajmujesz?
- Mam swoją firmę. Pomagam artystom, muzykom, pisarzom wypromować się.
- Nie powiem, że rozumiem, bo jestem z innego świata. - zaśmiałam się.

Bardzo miło rozmawiało mi się z nią. Dogadywałyśmy się, śmiałyśmy. Kiedy Melissa wróciła, i uświadomiła nas o późnej porze, Lilianna obiecała, że rano przyjdzie się ze mną porzegnać, tymczasem wzięła torbę z przygotowanymi lekarstwami i musiała wracać do domu. Chciała mnie ze sobą zabrać, by pokazać gdzie mieszka, ale stwierdziłyśmy, że następnym razem. Po tym dniu tkwiło we mnie tak dużo emocji, że potrzebowałam znaleźć jakiś sposób na stłumienie ich. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz