wtorek, 24 maja 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 9



- Stop! Zapomniałam, że nie możemy chodzić po mieście tak ubrane. - rzekła Melissa i jednym ruchem ręki zamieniła nasze stare ubrania na to, w czym chodzili ludzie z tego świata. Nie wierzyłam własnym oczom.
- Wyglądasz świetnie! - krzyknęłam, kiedy zobaczyłam ją w spodniach przylegających do nóg, czarnej koszulce i koszuli w kratę. Byłam pod wrażeniem. Ja natomiast miałam na sobie podobne spodnie, jednak w nieco ciemniejszym odcieniu i bordową bluzkę z krótkim rękawem. Nie mogłam uwierzyć, że mamy na sobie te ubrania. Poczułam się dobrze w tym wydaniu. Ruszyłyśmy wzdłuż ulicy, mijając ludzi, do których uśmiechałam się, podziwiając ich wygląd. Różnili się od nas jedynie strojami i tym, że wszyscy się gdzieś spieszyli. Po ulicy jeździły nowoczesne pojazdy. Kiedy przechodziłyśmy na drugą stronę, Melissa złapała mnie za rękę pod pretekstem
- Jeżdżą z prędkością światła, lepiej uważać.
Cały czas się uśmiechałam i podziwiałam wszystko dookoła. Oprócz wysokich budynków ze szkła, znajdowały się tam również stare budowle, które można było utożsamić z naszym światem.
- Który raz już tutaj jesteś? - zapytała, gdyż zauważyłam, że Melissa dokładnie wie, gdzie iść.
- Nie liczę tego. Ale zawsze kiedy trzeba, zjawiam się. Nie przychodzę tu dla rozrywki. - odparła.
- Czy inni nauczyciele z naszej szkoły też tu przychodzą?
- Nie wydaje mi się. Jedynie Margaret jest równie silną czarownicą, aby udać się samotną podróż do tego miejsca.
- Dlaczego tylko niektórzy mogą tu przyjść? - kontynuowałam pytania, będąc coraz bardziej ciekawa.
- Każdy może. Ale nie każdy będzie w stanie się zamaskować, a co gorsza wrócić. Otóż, widziałaś, że po tej stronie nie ma normalnego przejścia do naszego świata. Trzeba samemu wyczarować portal, a nie każdy ma do tego wystarczająco duże doświadczenie.
- Rozumiem. - odparłam, spoglądając na nią bokiem, po czym odwróciłam wzrok i kontynuowałam podziwianie.
Szłyśmy w ciszy, chociaż nie dosłownie, gdyż gwar i szum miejski zagłuszał nawet moje myśli. Czułam jednak, jakbym już kiedyś tutaj była. Nie zdziwiło mnie to, gdyż znajdowałyśmy się w tym samym mieście, jednak kilkaset lat później.
Pomyślałam, że skoro nikt nas tutaj nie zna...
Zbliżyłam swoją dłoń do dłoni Melissy i musnęłam ją lekko palcem, po czym pewnie chwyciłam. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się troskliwie. Przeszedł mnie dreszcz i ulga. Poczułam jej silny uścisk.Ucieszyło mnie to.
- Za chwilę wejdziemy do miejsca, gdzie spotkam się z Taissą. Trzymaj się blisko mnie.- rzekła Melissa i przyspieszyła, ciągnąc mnie za sobą. Znalazłyśmy się przed budynkiem z czerwonej cegły. Drzwi przypominały te, które prowadziły do wnętrza drzewa z Wielkim Lustrem. Weszłyśmy do środka. Było tam mnóstwo ludzi w eleganckich strojach z teczkami w rękach. Przeciskali się między sobą i spieszyli do różnych pomieszczeń. Ruszyłyśmy w stronę krętych schodów z błyszczącą, złotą poręczą. O dziwo wnętrze budynku nie różniło się prawie niczym od tych z naszych czasów. Sufit ozdobiony był malowidłami z XVIII wieku, a na samym środku wisiał piękny, duży żyrandol.
- Posłuchaj, nie chcę zostawiać cię samej, kiedy wejdę do gabinetu Taissy, ale nie wiem czy mogę zabrać cię ze sobą. Zatem jeśli zostaniesz, poczekasz na mnie przed drzwiami i nigdzie nie odchodź, Pamiętaj także, żeby pod żadnym pozorem nie używać magii. Choćby się waliło i paliło. Jesteś teraz zwykłym człowiekiem z XXI wieku i nikt nie może dowiedzieć się o twojej prawdziwej tożsamości. - Melissa zatrzymała się na chwilę, aby mi to powiedzieć. Pokiwałam głową i poszłyśmy dalej, wzdłuż wąskiego korytarza.
- To tutaj. - wskazała dłonią drzwi. - Jeśli zgodzą się, żebyś była tam ze mną, za kilkanaście sekund wyjdę po ciebie.
- Dobrze. - w oczach Melissy widać było powagę i surowość, która w ostatnich dniach nie przejawiała się zbyt często.
Kiedy zniknęła za drzwiami, oparłam się o ścianę i wpatrywałam w klamkę, z nadzieją, że za chwilę poruszy się i kobieta pozwoli mi wejść do środka. Byłam ciekawa, czy naprawdę Taissa, z którą miała się spotkać jest jej bliźniaczką. I bałam się stać tam sama. Liczyłam sekundy, kiedy dotarłam do dziewiętnastu, drzwi otworzyły się. Ujrzałam kobietę w każdym calu wyglądającą jak Melissa. Była ubrana w czarny garnitur i białą koszulę rozpiętą pod szyją.
Wytrzeszczyłam oczy i wydałam z siebie dziwny dźwięk oznaczający, że jestem w niemałym szoku. Kobieta uśmiechnęła się i pozwoliła mi wejść do środka. Ujrzałam siedzącą przy biurku na krześle Melissę. Obok było jedno wolne miejsce, gdzie kazano mi spocząć, natomiast na przeciwko nas usiadła Taissa.
- Jesteście identyczne! - patrzyłam raz na jedną, raz na drugą. Nie wiedziałam jak mam się zachować, zaczynąłam świrować. Będąc z Melissą towarzyszyły mi uczucia nie do opisania, a będąc z dwiema?!
- To jest właśnie Cornelia. - nauczycielka przedstawiła mnie swojej "kopii".
- Miło cię poznać, Cornelio. - kobieta uśmiechnęła się. Gdybym nie siedziała, na pewno bym teraz upadła.
Odwzajemniłam uśmiech. Melissa podała jej papiery, które wyjęła z torby. Rozmawiały o kimś, kogo imienia nie wypowiadały.
- Dziękuję, że się zgodziłaś. Lilianna będzie ci wdzięczna. - odparła Taissa.
Kiedy zaczęły pogrążać się w rozmowie i zbaczać z głównego tematu, pytając "co tam słychać u ciebie", poczułam się niewiedzialna i przestałam je słuchać. Rozglądałam się dookoła. Przy ścianie po mojej lewej stronie stała biblioteczka rozciągająca się na całą jej szerokość, wypełniona książkami po brzegi. Po prawej stronie wisiały krążki w złotych i srebrnych kolorach.
- Chyba już wszystko omówiłyśmy. - Taissa spojrzała na mnie. - Dziewczyna chyba jest znudzona naszymi plotkami. Oprowadź ją po mieście, jeśli macie jeszcze trochę czasu. - uśmiechnęła się. Robiła to znacznie częściej niż Melissa, chociaż w ostatnim czasie i ona robiła duże postępy.
- To bardzo dziwne, że Lilianny nie ma w mieście właśnie dziś.
- Jest na badaniach, powinna wrócić najpóźniej jutro.
- Dziękuję ci za wszystko. Pójdziemy już. - Melissa objęła swoją bliźniaczkę. Kiedy stały obok siebie, coś dziwnego przeszywało mój żołądek, skręcając go we wszystkie strony, przy czym czułam się bardzo nieswojo. I pomyśleć, że ja też mam tutaj swoją bliźniaczkę, a może nawet spotkamy ją, przemierzając ulicę Amsterdamu?
Pożegnałyśmy się i po chwili znowu stałyśmy przed budynkiem z czerwonej cegły. Odetchnęłam głęboko i spojrzałam na kobietę.
- Chodźmy. - złapała mnie za rękę i ruszyłyśmy wzdłuż ulicy.

***

Siedziałyśmy przy stoliku w ogródku restauracyjnym na starym rynku w Amsterdamie. Wyglądał prawie tak, jak u nas. Słońce pięknie oświetlało miasto, nie mogłam przestać podziwiać tego, co widziałam. Melissa zamówiła nam lemoniady z lodem. Po chwili zrobiła poważną minę.
- Musisz wiedzieć, że istnieje możliwość, że nie uda się uratować twojej mamy.
- Nie mówmy o tym. Chcę póki co nacieszyć się tą stroną Amsterdamu. Możemy przez jakiś czas nie dołować się żadnymi negatywnymi sprawami?
- Jasne, jak sobie życzysz.
Uśmiechnęłam się, a Melissa odwajemniła gest. Wzięłam łyk orzeźwiającej lemoniady i rozejrzałam się dookoła podziwiając wszystko co mnie otaczało. Brakowało mi słów aby opisać różnicę między tym, a naszym światem. Wydawało mi się, że było tu nawet lepiej.
- Myślę, że dzisiaj już nie zobaczymy się z Lili. Musimy zostać na noc, Taissa zarezerwowała nam hotel.
- Brzmi świetnie.

Nagle przed oczami pojawiły mi się czarne plamy, a po chwili nie słyszałam i nie widziałam już nic. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz