- Stop! Zapomniałam, że nie możemy chodzić po mieście tak ubrane. - rzekła Melissa i jednym ruchem ręki zamieniła nasze stare ubrania na to, w czym chodzili ludzie z tego świata. Nie wierzyłam własnym oczom.
- Wyglądasz świetnie!
- krzyknęłam, kiedy zobaczyłam ją w spodniach przylegających do nóg, czarnej
koszulce i koszuli w kratę. Byłam pod wrażeniem. Ja natomiast miałam na sobie
podobne spodnie, jednak w nieco ciemniejszym odcieniu i bordową bluzkę z krótkim
rękawem. Nie mogłam uwierzyć, że mamy na sobie te ubrania. Poczułam się dobrze
w tym wydaniu. Ruszyłyśmy wzdłuż ulicy, mijając ludzi, do których uśmiechałam
się, podziwiając ich wygląd. Różnili się od nas jedynie strojami i tym, że
wszyscy się gdzieś spieszyli. Po ulicy jeździły nowoczesne pojazdy. Kiedy
przechodziłyśmy na drugą stronę, Melissa złapała mnie za rękę pod pretekstem
- Jeżdżą z prędkością
światła, lepiej uważać.
Cały czas się
uśmiechałam i podziwiałam wszystko dookoła. Oprócz wysokich budynków ze szkła,
znajdowały się tam również stare budowle, które można było utożsamić z naszym
światem.
- Który raz już tutaj
jesteś? - zapytała, gdyż zauważyłam, że Melissa dokładnie wie, gdzie iść.
- Nie liczę tego. Ale
zawsze kiedy trzeba, zjawiam się. Nie przychodzę tu dla rozrywki. - odparła.
- Czy inni
nauczyciele z naszej szkoły też tu przychodzą?
- Nie wydaje mi się.
Jedynie Margaret jest równie silną czarownicą, aby udać się samotną podróż do
tego miejsca.
- Dlaczego tylko
niektórzy mogą tu przyjść? - kontynuowałam pytania, będąc coraz bardziej
ciekawa.
- Każdy może. Ale nie
każdy będzie w stanie się zamaskować, a co gorsza wrócić. Otóż, widziałaś, że
po tej stronie nie ma normalnego przejścia do naszego świata. Trzeba samemu
wyczarować portal, a nie każdy ma do tego wystarczająco duże doświadczenie.
- Rozumiem. -
odparłam, spoglądając na nią bokiem, po czym odwróciłam wzrok i kontynuowałam
podziwianie.
Szłyśmy w ciszy,
chociaż nie dosłownie, gdyż gwar i szum miejski zagłuszał nawet moje myśli.
Czułam jednak, jakbym już kiedyś tutaj była. Nie zdziwiło mnie to, gdyż
znajdowałyśmy się w tym samym mieście, jednak kilkaset lat później.
Pomyślałam, że skoro
nikt nas tutaj nie zna...
Zbliżyłam swoją dłoń
do dłoni Melissy i musnęłam ją lekko palcem, po czym pewnie chwyciłam.
Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się troskliwie. Przeszedł mnie dreszcz i ulga.
Poczułam jej silny uścisk.Ucieszyło mnie to.
- Za chwilę wejdziemy
do miejsca, gdzie spotkam się z Taissą. Trzymaj się blisko mnie.- rzekła
Melissa i przyspieszyła, ciągnąc mnie za sobą. Znalazłyśmy się przed budynkiem
z czerwonej cegły. Drzwi przypominały te, które prowadziły do wnętrza drzewa z
Wielkim Lustrem. Weszłyśmy do środka. Było tam mnóstwo ludzi w eleganckich
strojach z teczkami w rękach. Przeciskali się między sobą i spieszyli do
różnych pomieszczeń. Ruszyłyśmy w stronę krętych schodów z błyszczącą, złotą
poręczą. O dziwo wnętrze budynku nie różniło się prawie niczym od tych z
naszych czasów. Sufit ozdobiony był malowidłami z XVIII wieku, a na samym
środku wisiał piękny, duży żyrandol.
- Posłuchaj, nie chcę
zostawiać cię samej, kiedy wejdę do gabinetu Taissy, ale nie wiem czy mogę
zabrać cię ze sobą. Zatem jeśli zostaniesz, poczekasz na mnie przed drzwiami i
nigdzie nie odchodź, Pamiętaj także, żeby pod żadnym pozorem nie używać magii.
Choćby się waliło i paliło. Jesteś teraz zwykłym człowiekiem z XXI wieku i nikt
nie może dowiedzieć się o twojej prawdziwej tożsamości. - Melissa zatrzymała
się na chwilę, aby mi to powiedzieć. Pokiwałam głową i poszłyśmy dalej, wzdłuż
wąskiego korytarza.
- To tutaj. -
wskazała dłonią drzwi. - Jeśli zgodzą się, żebyś była tam ze mną, za
kilkanaście sekund wyjdę po ciebie.
- Dobrze. - w oczach
Melissy widać było powagę i surowość, która w ostatnich dniach nie przejawiała
się zbyt często.
Kiedy zniknęła za
drzwiami, oparłam się o ścianę i wpatrywałam w klamkę, z nadzieją, że za chwilę
poruszy się i kobieta pozwoli mi wejść do środka. Byłam ciekawa, czy naprawdę
Taissa, z którą miała się spotkać jest jej bliźniaczką. I bałam się stać tam
sama. Liczyłam sekundy, kiedy dotarłam do dziewiętnastu, drzwi otworzyły się.
Ujrzałam kobietę w każdym calu wyglądającą jak Melissa. Była ubrana w czarny garnitur
i białą koszulę rozpiętą pod szyją.
Wytrzeszczyłam oczy i
wydałam z siebie dziwny dźwięk oznaczający, że jestem w niemałym szoku. Kobieta
uśmiechnęła się i pozwoliła mi wejść do środka. Ujrzałam siedzącą przy biurku
na krześle Melissę. Obok było jedno wolne miejsce, gdzie kazano mi spocząć,
natomiast na przeciwko nas usiadła Taissa.
- Jesteście
identyczne! - patrzyłam raz na jedną, raz na drugą. Nie wiedziałam jak mam się
zachować, zaczynąłam świrować. Będąc z Melissą towarzyszyły mi uczucia nie do
opisania, a będąc z dwiema?!
- To jest właśnie
Cornelia. - nauczycielka przedstawiła mnie swojej "kopii".
- Miło cię poznać,
Cornelio. - kobieta uśmiechnęła się. Gdybym nie siedziała, na pewno bym teraz
upadła.
Odwzajemniłam
uśmiech. Melissa podała jej
papiery, które wyjęła z torby. Rozmawiały o kimś, kogo imienia nie wypowiadały.
- Dziękuję, że się
zgodziłaś. Lilianna będzie ci wdzięczna. - odparła Taissa.
Kiedy zaczęły
pogrążać się w rozmowie i zbaczać z głównego tematu, pytając "co tam
słychać u ciebie", poczułam się niewiedzialna i przestałam je słuchać.
Rozglądałam się dookoła. Przy ścianie po mojej lewej stronie stała biblioteczka
rozciągająca się na całą jej szerokość, wypełniona książkami po brzegi. Po
prawej stronie wisiały krążki w złotych i srebrnych kolorach.
- Chyba już wszystko
omówiłyśmy. - Taissa spojrzała na mnie. - Dziewczyna chyba jest znudzona
naszymi plotkami. Oprowadź ją po mieście, jeśli macie jeszcze trochę czasu. -
uśmiechnęła się. Robiła to znacznie częściej niż Melissa, chociaż w ostatnim
czasie i ona robiła duże postępy.
- To bardzo dziwne,
że Lilianny nie ma w mieście właśnie dziś.
- Jest na badaniach,
powinna wrócić najpóźniej jutro.
- Dziękuję ci za wszystko.
Pójdziemy już. - Melissa objęła swoją bliźniaczkę. Kiedy stały obok siebie, coś
dziwnego przeszywało mój żołądek, skręcając go we wszystkie strony, przy czym
czułam się bardzo nieswojo. I pomyśleć, że ja też mam tutaj swoją bliźniaczkę,
a może nawet spotkamy ją, przemierzając ulicę Amsterdamu?
Pożegnałyśmy się i po
chwili znowu stałyśmy przed budynkiem z czerwonej cegły. Odetchnęłam głęboko i
spojrzałam na kobietę.
- Chodźmy. - złapała
mnie za rękę i ruszyłyśmy wzdłuż ulicy.
***
Siedziałyśmy przy stoliku
w ogródku restauracyjnym na starym rynku w Amsterdamie. Wyglądał prawie tak,
jak u nas. Słońce pięknie oświetlało miasto, nie mogłam przestać podziwiać
tego, co widziałam. Melissa zamówiła nam lemoniady z lodem. Po chwili zrobiła
poważną minę.
- Musisz wiedzieć, że
istnieje możliwość, że nie uda się uratować twojej mamy.
- Nie mówmy o tym.
Chcę póki co nacieszyć się tą stroną Amsterdamu. Możemy przez jakiś czas nie
dołować się żadnymi negatywnymi sprawami?
- Jasne, jak sobie
życzysz.
Uśmiechnęłam się, a
Melissa odwajemniła gest. Wzięłam łyk orzeźwiającej lemoniady i rozejrzałam się
dookoła podziwiając wszystko co mnie otaczało. Brakowało mi słów aby opisać
różnicę między tym, a naszym światem. Wydawało mi się, że było tu nawet lepiej.
- Myślę, że dzisiaj
już nie zobaczymy się z Lili. Musimy zostać na noc, Taissa zarezerwowała nam
hotel.
- Brzmi świetnie.
Nagle przed oczami
pojawiły mi się czarne plamy, a po chwili nie słyszałam i nie widziałam już
nic.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz