Siedziałyśmy na ławce
podczas długiej przerwy, słońce mocno ogrzewało nasze plecy. Nienawidziłam
tego, że musiałam mieć na sobie tyle warstw, jakby sama sukienka nie
wystarczyła. Rozmawiałyśmy o niczym ważnym. Melissa nagle spojrzała na mnie z
poważną miną.
- Słuchaj, jest coś,
co musimy załatwić. – powiedziała nieco zciszonym tonem głosu.
- Co takiego? –
zapytałam zdziwiona i ciekawa.
- Wczoraj Margaret
poinformowała mnie o tym, gdy wpadłyśmy na siebie na korytarzu. To tyczy się
twojej biologicznej matki.
Byłam totalnie
zaskoczona jej słowami. Jednak po chwili odpowiedziałam
- Od dzieciństwa mieszkam w ośrodku z ludźmi, którzy mnie przygarnęli, gdy ona porzuciła mnie zaraz po urodzeniu. Zadbali o mnie i wychowali jak własną córkę. Nie uznaję nikogo innego za swoją matkę.
- Od dzieciństwa mieszkam w ośrodku z ludźmi, którzy mnie przygarnęli, gdy ona porzuciła mnie zaraz po urodzeniu. Zadbali o mnie i wychowali jak własną córkę. Nie uznaję nikogo innego za swoją matkę.
- Nie znasz całej
historii. To nie wyglądało wcale tak jak ci się wydaje. – rzekła Melissa kładąc
swoją dłoń na mojej. Poczułam jej chłodną i delikatną skórę.
- Zawsze wszystko
jest „nie tak jak mi się wydaje”, to proszę oświeć mnie, chociaż nie wiem, czy
chcę słuchać o tej kobiecie. Dla mnie jest tchórzem i kompletnie bez uczuciową
osobą. Jak do cholery można porzucić swoje dziecko, podłożyć je komuś w
koszyku, ledwo po urodzeniu, zmarznięte i narażone na niebezpieczeństwo ze
strony magicznych stworzeń!!! – wykrzyczałam te słowa, całe życie byłam
wściekła na to, co mnie spotkało, że nie dane mi było żyć w normalnej rodzinie.
Nagle usłyszałam dźwięk ogłaszający koniec przerwy. Musiałyśmy wrócić do szkoły na zajęcia.
- Dziękuję za podniesienie mi ciśnienia, Panno Melisso. – powiedziałam unosząc wzrok, po czym odeszłam w stronę bramy.
Nagle usłyszałam dźwięk ogłaszający koniec przerwy. Musiałyśmy wrócić do szkoły na zajęcia.
- Dziękuję za podniesienie mi ciśnienia, Panno Melisso. – powiedziałam unosząc wzrok, po czym odeszłam w stronę bramy.
- Cornelio, zatrzymaj
się! Musisz poznać całą prawdę, nie mamy czasu na... – przerwała, gdy zobaczyła
idące w moją stronę Camile i Kate. Obie złapały mnie pod rękę i razem weszłyśmy
do szkoły.
- Uważajcie, żeby was
nikt nie przyłapał! – Kate szepnęła mi do ucha.
Zdecydowałam nie
odpowiadać, tylko lekko uniosłam kąciki ust. Puściłyśmy swoje ramiona, wchodząc
po schodach. W drodze na wieżę, gdzie miałyśmy mieć dziś zielarstwo, dziewczyny
przypomniały sobie, że nie wzięły podręczników. Wróciły się zatem, a ja
wspinałąm się coraz wyżej. Patrząc pod nogi, nagle uderzyłam głową w coś
miękkiego. Nie zdążyłam podnieść wzroku, aby chociażby przeprosić osobę, z
którą się zderzyłam. Poczułam mrowienie, silny wiatr i szum. To wszystko jednak
trwało tylko kilka sekund. Po chwili pojawiłam się w pokoju Melissy, stojąc
obok niej.
- Coś ty....- nie
zdążyłam dokończyć zdania, kobieta zatkała mi usta dłonią.
- Nie próbuj
krzyczeć! Powinnyśmy obie być na zajęciach. Nikt nie może się dowiedzieć, że
cię tu ściągnęłam.
- Co jest tak
pilnego, że porywasz mnie z lekcji?! – odpechnęłam jej dłoń z mojej twarzy i
odsunęłam się.
Melissa patrzyła na
mnie w ciszy.
- No co jest? –
dopytywałam podirytowana.
- Twoja biologiczna matka
żyje w Amsterdamie po drugiej stronie lustra. – chciałam jej przerwać, ale
podeszła do mnie, objęła mnie i położyła palec na moich ustach. Ruszyłyśmy w
stronę łóżka i usiadłyśmy na brzegu. Melissa kontynuowała.
- Kiedy była trochę
starsza od ciebie, skończyła już naukę w St. George, bardzo pragnęła odbyc
podróż na drugą stronę. Sądziła, że jest w stanie sobie z tym poradzić, skoro
jest absolwentką, ma dużą wiedzę ponadprogramową i zna odpowiednie zaklęcia,
które ułatwią jej tą podróż. Owszem, wszystko poszło tak jak zaplanowała.
Dostała się na drugą stronę. Potrafiła również wyczarować portal powrotny. Lecz
kiedy chciałą go użyć, nie mogła przez niego przejść. Nie wiedziała dlaczego,
nie potrafiła się również skontaktować z nikim ze swojego świata. Panna
Margaret była pewna, że Lili uciekła właśnie tam. – gdy Melissa wypowiedziała
to imię, poczułam dziwny skórcz w żółądku.
- Znalazła ją,
płaczącą na polanie po drugiej stronie. Jeszcze wtedy nie można było od tak
odbyć sobie podróży, jeśli tylko znało się zaklęcia. Potrzebna na to była zgoda
wykwalifikowanego maga, którego pozycja jest o wiele wyższa niż pozycja
dyrekcji naszej szkoły. Mało kto otrzymywał pozwolenie. Lili nie mogła zatem
powrócić, już nigdy, takie były zasady i musiała ponieść karę. Nikt jednak nie
wiedział, że Lili była wtedy w ciąży. Ona sama również nie wiedziała. – Melissa
ujęła moją dłoń i patrzyła mi w oczy. Nie byłam w stanie nic powiedzieć.
- Urodziłaś się po
drugiej stronie. Lili nie chciała jednak odebrać ci możliwości szkolenia magii,
którą posiadasz. Po kilku miesiącach przebywania w tamtym Amsterdamie, Lili
nauczyła się już kontaktować z naszym światem. Istnieje tam pewna instytucja,
pośrednictwo między światami. Poinformowała Margret, aby przybyła po ciebie i
oddała w ręce dobrych ludzi. Aby wychowali cię i abyś mogła studiować magię. Uwierz mi, to była najtrudniejsza decyzja jaką
musiała podjąć. Ale zrobiła to dla twojego...
- Dobra, wiem.
Wszyscy tak mówią. – odezwałam się, odsuwając swoją dłoń. – Co może być
większym dobrem od tego, aby dziecko wychowała jego własna matka? Nie miałam
dzieciństwa takiego jak każdy. Mieszkałam w ośrodku wraz z innymi porzuconymi
dziećmi, sierotami. Nasze opiekunki to naprawdę wspaniałe i ciepłe osoby i
jestem im wdzięczna za to, że mnie wychowały, jednak musisz zrozumieć, że ja
nie jestem wstanie pojąć decyzji jaką podjęła moja matka.
- Rozumiem cię,
Cornelio. Potrzebujesz czasu, to również zrozumiałe. Niestety nie mamy czasu.
Lili jest chora, a w tamtym świecie nie wynaleziono jeszcze lekarstw na to co
jej dolega. My jednak już dawno odkryliśmy, które zioła i jakie mieszanki są w
stanie wyleczyć wiele chorób, na które cierpią tamci ludzie. Margaret
wyznaczyła mnie do tego zadania, abym przetransportowała lekarstwo dla twojej
matki. Nie mamy pewności, że uda się ją wyleczyć, zatem to może być twoja
jedyna i ostatnia szansa, aby ją poznać...
- Żartujesz sobie, po
tym wszystkim co się właśnie dowiedziałam, mam jechać, aby poznać kobietę,
która mnie porzuciła, bo jest umierająca?
- Ona cię nie porzuciła
Cornelio! – Melissa krzyknęła, odsuwając się ode mnie.
- A gdzie jest mój
ojciec? – zapytałam, kompletnie zdziwiając tym Melissę.
- Lili nie
powiedziała, kto nim jest. Może tobie przekazałaby tą informację.
- Dlaczego dopiero
teraz, kiedy ona jest w potrzebie, dlaczego wcześniej nie chciała mnie
zobaczyć?!
- Oczywiście, że
chciała! Ale nie było nikogo, kto byłby w stanie zabrać cię w tę podróż. Nikt
nie mógł też z dnia na dzień przyjść do ciebie i powiedzieć to wszystko, czego
właśnie się dowiedziałaś. Twoje opiekunki nie zapisały cię do St. George
dlatego, że chciały cię „chronić”, sama nie wiem przed czym. Wysłaliśmy im
nakaz przeniesienia cię tutaj.
- Czyli to wszystko
było dokładnie zaplanowane... – w mojej
głowie myśli toczyły ogromną walkę. – Zbliżyłaś się do mnie tylko dlatego, abym
uwierzyła ci i zdecydowała się odwiedzić matkę.
- Ależ o czym ty
mówisz, Cornelio! Oczywiście, że nie! – Melissa znów zbliżyła się do mnie i
ujęła moją twarz w dłoniach. Spojrzałam w jej oczy, były zaszklone.
- Nasza relacja nie ma z tym nic wspólnego.
- Nasza relacja nie ma z tym nic wspólnego.
Uwierzyłam jej. Nie
mogła kłamać, widziałam to w jej oczach, mówiły prawdę. Chwyciłam jej dłoń,
dotykającą mojego policzka i pocałowałam.
- Zgadzam się.
Wyruszę z tobą. – nie byłam pewna, jednak zdecydowałam się. - Dlaczego tak
cholernie zależy ci na tym, abym się z nią spotkała?
- Wiem jak to jest dorastać bez matki. Moja zmarła na to samo, kiedy byłam malutka. Nie pamiętam jej. Chciałam, abyś miała możliwość spojrzenia w jej oczy choćby ten jeden, ostatni raz. Mam jednak nadzieję, że uda nam się ją uratować. Panna Greentea i Margaret wykonały najsilniejsze mieszanki ziół.
Wyruszam jutro o świcie. I proszę, nie dziel się tą informacją ze swoimi przyjaciółkami. Uczennice St. George nie powinny o tym wiedzieć.
- Wiem jak to jest dorastać bez matki. Moja zmarła na to samo, kiedy byłam malutka. Nie pamiętam jej. Chciałam, abyś miała możliwość spojrzenia w jej oczy choćby ten jeden, ostatni raz. Mam jednak nadzieję, że uda nam się ją uratować. Panna Greentea i Margaret wykonały najsilniejsze mieszanki ziół.
Wyruszam jutro o świcie. I proszę, nie dziel się tą informacją ze swoimi przyjaciółkami. Uczennice St. George nie powinny o tym wiedzieć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz