poniedziałek, 9 maja 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 5



Spóźniłam się na pierwszą lekcję. Dziewczyny nie obudziły mnie, bo stwierdziły, że jestem zmęczona po wieczornej randce i należy mi się trochę więcej snu. Niech teraz wytłumaczą się za mnie nauczycielowi od eliksirów. Rozczochrana, kompletnie nieprzygotowana i w koszuli nocnej pod sukienką, której gorset nie był do końca ściśnięty, ponieważ sama nie dałam rady, wbiegłam do klasy. Pan Peter nie miał w zwyczaju pytać spóźnialskich, więc upiekło mi się. Był chyba jednym z najlepszych nauczycieli w szkole pod względem stosunków z uczniami. Żartował i śmiał się na lekcjach, za co wszyscy go lubili. Zajęłam swoje miejsce i postarałam się nadgonić o czym mowa. Mężczyzna tłumaczył właśnie jak rozpoznać truciznę. Kiedy mój wzrok napotykał wzrok Kate, lub Camile, uśmiechały się do mnie podejrzliwie. Wiedziałam co to oznacza. Muszę im wszystko opowiedzieć odnośnie poprzedniego wieczoru. Kiedy wróciłam, one spały.
Na przerwie stanęłyśmy w "kółeczku".
- Opowiem wam po zajęciach, kiedy będziemy same w pokoju. Absolutnie nikt nie może się dowiedzieć. - szepnęłam, co niestety usłyszała przechodząca obok Ginger, wraz ze swoją dwuosobową eskortą.
- O czym nikt nie może się dowiedzieć Panno McCarthy? Czyżbyś złamała regulamin? -  Ginger odepchnęła Kate i wcisnęła się obok mnie. - Mam nadzieję, że nie spiskujecie. - przymróżyła oczy. - Przede mną nic się nie ukryje.
- Knujemy jak zamienić cię w żabę. Chociaż nie, już jesteś paskudniejsza od żaby, więc szkoda tracić na to magii. - zapyskowała Camile.
- Stones! Ty i twój tupet! - prychnęła.
Camile uśmiechnęła się fałszywie.
- McCarthy, pilnuj się. - spojrzała na mnie po raz ostatni i dołączyłą do swoich przyjaciółek, które stojąc za nami, mierzyły nas wzrokiem podczas konwersacji z ich przywódczynią.
Kiedy zniknęły za zakrętem, wszystkie trzy parsknęłyśmy śmiechem.
- Jestem Ginger, fałszywa brzydula! - Kate naśladowała gesty i mimikę dziewczyny.
- Żarty żartami, ale musimy się pilnować. - powiedziałam.
Miałam nadzieje, że nic szczególnego nie wydarzy się na lekcji z Panną Melissą, ale to były złudne nadzieje. Dziś postanowiła, że poćwiczymy w praktyce w sali treningów, w której byłam z nią na dodatkowych zajęciach. Starałam się unikać jej wzroku i nie wychodzić po za szereg. Trzymałam się blisko przyjaciółek, nie wyróżniałam się dodatkową wiedzą. Słuchałam uważnie, skupiając swoje myśli na tym, o czym mówiła.
- Osoby zainteresowane ogniem, niech staną przy lewej kolumnie. Natomiast miłośnicy wody po prawej. - zarządziła Panna Melissa, stojąc na środku sali.
Dziewczęta podzieliły się na dwie grupy. Wybrałam tę z ogniem, Camile również. Natomiast Kate wolała wodę, więc stałą naprzeciwko nas. Okazało się, że Ginger jest po naszej stronie, a jej ogony po drugiej. Szturchnęłam przyjaciółkę i przewróciłam oczami.
- Miałam nadzieję, że wybierze wodę. Miałybyśmy okazję, żeby z nią konkurować i wygrać. - szepnęła Camile. Mruknęłam potwierdzając to, co powiedziała.
- Jak pewnie się domyślacie, będziecie ze sobą rywalizować. - Melissa zaczęła tłumaczyć, głośnym, bezuczuciowym tonem głosu. - Znacie podstawowe zaklęcia obronne, potrzeba tylko zobrazować je sobie w postaci wybranego przez was żywiołu. Dobiorę was parami, w jakich będziecie walczyć. Stworzymy turniej. Na koniec wygrane będą walczyć ze sobą o miejsce na podium i dodatkowe punkty, a przegrane o honor. Te które będą radziły sobie wyjątkowo dobrze, również zostaną nagrodzone punktami. Postarajcie się. - Kate, będziesz rywalizować z Ginger.
Zmartwiłam się. Widziałam wyraz twarzy mojej przyjaciółki, która przełknęła ślinę. Wiedziała, że dziewczyna ma więcej doświadczenia niż ona. Miałam jednak nadzieję, że sobie z nią poradzi.
- Camile i Diana.
- Już po niej. - uśmiechnęła się blondynka. Przypadła jej rywalizacja z członkinią fan klubu Ginger.
Panna Melissa przydzielała tak pozostałe dziewczyny, aż okazało się, że liczba uczennic jest nieparzysta. Zostałam bez pary. Wszyscy ustawili się na przeciwko siebie.
- A ja? - zapytałam, chcąc zrobić słodkie oczka, jak to bywa, gdy żartuję sobie z przyjaciółkami, ale w ostatniech chwili się powstrzymałam.
- Ty będziesz rywalizować ze mną. - odparła kobieta.
Poczułam jak ogień, którym za chwilę będę się posługiwać, aby wygrać z potężną czarodziejką, zbiera się we mnie. Zrobiło mi się ciepło. Miałam jednak nadzieję, że Melissa nie potraktuje mnie, jak kogoś równego sobie, bo jeśli tak, to przegraną mam w kieszeni.
- To ćwiczenie ma wam pomóc nie tylko w praktykowaniu magii, lecz także w umiejętności walczenia z osobą, która właściwie nie powinna być waszym wrogiem. W tym świecie kryje się wiele tajemnic, dlatego musicie być na wszystko przygotowane. - spojrzała na dziewczyny przeszywając je wzrokiem. Potem przez dłuższą chwilę skupiała go tylko i wyłącznie na mnie.
- Na polu walki znajduje się jedna para. Reszta niech odsunie się na bezpieczną odległość. Na początek Camile z Dianą.
Dziewczyny wyszły na środek, a reszta cofnęła się prawie pod same ściany. Trzymałam kciuki za przyjaciółkę. Stworzyła Ognistą Kulę, która kręciłą się wokół własnej osi. Skierowała ją w stronę przeciwniczki, a ta obroniła się ścianą wodną, próbując zgasić ogień. Nie udało jej się, ponieważ nie użyła wystarczająco dużo magii. Ogień przebił się przez wodę i powalił dziewczynę na ziemię. Camile uśmiechnęła się i podbiegła do mnie.
- Wiedziałam, że ją pokonasz. - objęłam przyjaciółkę.
Łącznie było sześć par. Trzy kolejne stoczyły walkę nie wykorzystując nic nowego, czego bym nie znała. Nabrałam pewności siebie. Jeśli wygram z Melissą, pokonam też pozostałych.
Przyszedł czas na Kate i Ginger.
- Mogłybyśmy walczyć jako ostatnie? - zapytała przestraszona Kate. Ginger zaśmiała się pod nosem.
- Nie widzę powodu, dla którego miałabym się zgodzić. Kolejność była ustalona wcześniej. - odparła nauczycielka.
- Proszę się zgodzić. - wtrąciłam.
- Cornelio! - uniosła ton.
- Przepraszam, po prostu widzę, że Kate jest przerażona. - wytłumaczyłam się, nie czując żadnego wstydu, ani strachu przed nauczycielką w przeciwieństwie do reszty grupy.
- Aby nie tracić czasu na dalsze dyskusje, zgodzę się. Zapraszam na środek Panno McCarthy. - wskazała dłonią na miejsce walki. - Mam nadzieję, że ty nie jesteś przerażona. - spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Absolutnie nie. - odparłam. Byłam pewna siebie, nie wiedząc dlaczego. Jedyne co mnie stresowało, to uczucia. Starałam się jednak odpędzić je chociaż na ten moment. Melissa niespodziewanie zaczęła coś szeptać pod nosem. To było zaklęcie. Wykrzywiła ręce tworząc dziwny kształt. Ocknęłam się dość szybko z analizy tego, co robi i zaczęłam skupiać całą magię na niej, wyciągnając ręce do przodu i próbując przywołać ogień. Zdecydowałam się zaatakować od razu.
W ostatniej chwili kiedy stwierdziłam, że wywołałam za mało mocy, przypomniało mi się zaklęcie wspomagające. Zmarszczyłam brwi i krzyknęłam
- Enemman tulta!
Ogień niczym rozpędzone tornado ruszył w stronę Melissy. Kobieta przerwała wywoływanie zaklęcia. Uniosła palec i skierowała w moją stronę, tworząc ogromną falę, która zgasiła mój ogień. Odskoczyłam na bok, aby nie dotarła do mnie. Walka wciąż trwała. Zaczęłam rzucać w nią ognistymi kulami, które unicestwiała niczym muchy. Zdenerwowałam się. Powinna dać mi szanse.
Przynajmniej nie atakowała. Stanęłam bezczynnie, nie wiedząc, co by mogło ją pokonać.
- No dalej Cornelio! - krzyknęła.
Wściekłość zebrała się we mnie znikąd. Użyłam najpotężniejszego zaklęcia jakie znałam, które mogło zabić. Wiedziałam jednak, że Melissa się obroni, więc zaryzykowałam. Nabrałam powietrza w płuca, wyciągnęłam ręce do przodu i krzyknęłam z całych sił
- Suurvalta paloooo!
Ognisty smok ruszył w stronę nauczycielki, próbując dopaść ją w swoje szpona. Był już niemal kilkadzieścia centymetrów przed nią, kiedy wykonała zwykły obrót nadgarstka, a smok po prostu zniknął. Wtedy dotarło do mnie, że nie pokonam jej.
- Gratuluję. - powiedziała.
- Czego? Nigdy pani nie pokonam. - wydałam z siebie niechętne burknięcie.
- Masz rację. Ale gdybyś walczyła z jedną z koleżanek, zrobiłabyś to po pierwszym ataku. Zdradzisz nam, kto cię nauczył tak potężnych zaklęć?
- Lata praktyki. - uśmiechnęłam się.
- Dobrze, pozwolę ci zachować to dla siebie. Teraz dołącz do grupy wygranych. Zapraszam Ginger i Kate. Mam nadzieję, że twój strach zmniejszył się? - skierowała pytanie do mojej przyjaciółki, która rzeczywiście była już pewniejsza siebie, jednak strach nie opuścił jej całkowicie.
- Tak. - odparła, wywołując tym uśmiech na twarzy rudej.
- Zaczynajcie!
- Rollins, poddaj się. - szepnęła Ginger.
- Bez walki? To tylko w twoim stylu. - odparła dziewczyna, na szczęście jej przeciwniczka nie usłyszała tego, co z pewnością zwiększyło by jej gniew i siłę jednocześnie.
Na chwilę spuściłam wzrok z dziewczyn, po czym usłyszałam grzmot. Szybko spojrzałam na środek sali i ujrzałam leżącą na ziemi Kate oraz uśmiechniętą i dumną Ginger. Nagle wśród dziewcząt rozległ się dźwięk zdziwienia i przerażenia. Kate przez dłuższy czas nie podniosiła się z ziemi.
- Coś ty jej zrobiła, Ginger! - krzyknęła Camile, podbiegając do leżącej dziewczyny.
- Złamała zasady! - ktoś krzyknął. - Nie użyła ognia, tylko innego zaklęcia!
Po chwili wszystkie stałyśmy już nad poszkodowaną.
- Proszę się odsunąć. - usłyszałyśmy stanowczy głos.
Melissa podeszła do Kate i położyła dłoń na jej czole. Dziewczyna otworzyła oczy.
Poczułam jak złość chce się ze mnie wydostać. Zdecydowałam się pozwolić jej na to. Podeszłam do tonącej w dumie Ginger i popchnęłam ją.
- Już po tobie. - powiedziałam, równie dumnie, co ona.
Rzuciłam w nią kulą ognia, jak piłką. Stworzyła się w mojej dłoni niemal w dwie sekundy. Złość gotowała się we mnie. Dziewczyna nie zdążyła się obronić i zanim oberwała, cała sala usłyszała jej krzyk.
- Co tam się dzieje! - Panna Melissa wstała i podbiegła do nas, zostawiając Kate z dziewczynami.
- Zwariowałaś? - prawie powaliła mnie wzrokiem. - Opuścić solę treningów. Jesteście wykluczone z turnieju i otrzymujecie ujemne punkty. Takie zachowania nie będą tolerowane, moje panie! Nauczcie się panować nad emocjami. Ginger, wstawaj. Wcale nie oberwałaś tak mocno, to zwykła iskierka emocjonalna. - słysząc ostatnie zdanie, podirytowałam się. Nie powinna wątpić w moją magię, zwłaszcza po tym, jak mnie pochwaliła. Poczułam wstyd, mój gniew wcale nie zmalał. Wręcz żalowałam, że nie uderzyłam ją silniejszym zaklęciem. Camile trzymała Kate, aby ustała na nogach. Widziałam jak patrzą na mnie ze zmartwieniem, kiedy wychodząc z sali, spojrzałam za siebie. Usiadłam pod ścianą na korytarzu. I pomyśleć, że kilkanaście godzin temu tkwiłam w objęciach Melissy, a teraz zostałam przez nią ukarana wylotem z lekcji. Dziwię jej się, że potrafi to rozdzielać, bo ja właśnie dotarłam do granicy między życiem szkolnym, a prywatnym i ciężko będzie mi się przystosować. Jestem pewna, że czeka nas rozmowa. Po chwili usłyszałam głosy dziewcząt. Drzwi otworzyły się i wyszły z klasy. Pierwsza wybiegła Camile. Siedziałam na końcu korytaża, więc od razu mnie zauważyła. Podbiegła szybko w moją stronę.
- Cornelio! - krzyknęła podekscytowana czymś, o czym za chwilę miałam się dowiedzieć.
Spojrzałam na nią, zmęczoną już biegnięciem przez cały korytaż.
- Nie uwierzysz co wydarzyło się, kiedy wyszłaś!
- Co takiego? - spytałam zaciekawiona.
- Ginger dostała zakaz praktykowania magii w sali treningów na lekcjach Panny Melissy, ponadto, będzie mieć rozmowę z Dyrektorką. Kto wie czy nie wezwą jej rodziców!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz