piątek, 13 maja 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 6




- To, jak zachowała się Panna Melissa, świadczy tylko i wyłącznie o jej prawidłowym podejściu do roli nauczycielki i nie ma nic wspólnego z wami. - pocieszyła mnie Camile, kiedy opowiedziałam im o swoich wątpliwościach. Zaczełam martwić się, że to był wieczór niczym piękny sen, lub scena z romansidła.
- Mam nadzieję. - odparłam z nijaką miną.
- Opowiedz coś więcej o tym wieczorze! - powiedziała podekscytowana Kate. Doszła już do siebie, dzięki mocy Melissy, która ją uzdrowiła zwykłym dotykiem. Poprawka - niezwykłym.
- No dobrze. - uśmiechnęłam się półgłębkiem.
Kate położyła się na brzuchu na swoim łóżku, opierając głowę na rękach i wpatrując się we mnie, niczym w obraz. Ja siedziałam na swoim łóżku po turecku. Zaczęłam opowiadać, a dziewczyna wsłuchiwała się, jak w romantyczną opowieść. Uwielbiała takie historie.
- Nie mogę uwierzyć, że ją pocałowałaś! - rozmarzona złotowłosa, obróciła się na plecy.
- Ja też. - odparłam, uśmiechając się w duszy.
Przyszła pora na kolację, a nie ukrywam, że po dzisiejszym dniu byłam bardzo głodna.
Zeszłyśmy na dół do jadalni. Usiadłyśmy przy stole i rzuciłam się na jedzenie, niczym wygłodniałe zwierzę. Martha i Ann, które siedziały razem z nami, wspomniały jeszcze o dzisiejszych zajęciach, przyznając, że są po mojej stronie. Poprosiłam je jednak, żeby skończyły ten temat, ponieważ nie należy on do najprzyjemniejszych. Kate zaproponowała, żebyśmy któregoś razu urządziły sobie babski wieczorek, pograły w karty i poopowiadały sobie historyjki. Wszystkie zgodziłyśmy się, ukazując entuzjazm. Nagle nasze planowania i śmiechy przerwał głośny stukot obcasów. Właściwie, to nie przerwał dziewczynom, lecz mi. Wyłączyłam się z rozmowy i wbiłam wzrok w kobietę idącą w stronę stołu dla nauczycieli. Pierwszy raz pragnęłam, żeby na mnie spojrzała. Nie zrobiła tego. Patrzyłam w jej stronę tęsknym wzrokiem do końca mojego pobytu w jadalni.
- Cornelia!
- Yyy, s-słucham? - ocknęłam się z amoku i spojrzałam na Camile.
- Twój wzrok tonie. - zauważyłam, że dziewczyn nie ma już przy stole, siedziałam tylko z nią.
- J-ja... - myślałam, że zaraz się rozpłaczę. - Nawet nie spojrzała. - szepnęłam.
- Oh, daj spokój. Wcześniej też nie patrzyła i nie rozklejałaś się. Idziemy. - wzięła mnie pod rękę i odciągnęła od stołu.
- Nie patrz się tam!
Wróciwszy do pokoju poczułam się zmarnowana. Opadłam na łóżko i głośno westchnęłam. Nie mogłam przewidzieć jak sprawa potoczy się dalej. Co będzie ze mną i Melissą.
- Idę wziąć kąpiel. Dobrze mi zrobi. - powiedziałam, podnosząc się z łóżka.
Nagle usłyszałyśmy dźwięk tłuczego szkła.
- C-co to było? - spytała Kate, stojąc nieruchomo.
 - Pewnie Eleonora potłukła talerze. - stwierdziłam, wkładając na stopy klapki.
Udałam, że nie interesuje mnie to i postanowiłam w drodze do łazienki, sprawdzić co się stało. Bo szczerze wątpiłam, że nasza kucharka potłukła talerze. Wyszłam z pokoju i nasłuchiwałam. Usłyszałam czyjeś głosy i kroki. Ktoś szedł po schodach. Nie chciałam wracać do pokoju, żeby nie mieszać w to dziewczyn. Powoli ruszyłam w stronę łazienki, starając się usłyszeć o czym rozmawiają głosy. Kiedy postacie weszły na piętro, rozległ się dobrze znany mi dźwięk. Stukot. Przełknęłam ślinę, wbijając paznokcie w ręcznik, który trzymałam. Chciałam przyspieszyć, ale coś mnie hamowało. Wreszcie słyszałam wyraźnie, kto i o czym rozmawia, ale niestety zdanie było wyrwane z kontektu.
- ...tak więc trzeba będzie zrobić z tym porządek. To niedorzeczne. I niech mi pani obieca, że nikt się o tym nie dowie. - usłyszałam głos Panny Margaret, naszej dyrektorki. Wydawała się bardzo miłą osobą, ale czułam, że skrywa wiele tajemnic. Kiedy zobaczyły, że idę po korytarzu, ucichły, a ja odruchowo obróciłam się. Moje spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Melissy. Kobieta przymróżyła oczy. Zrobiłam dziwną minę i szybko weszłam do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi i stanęłam przed umywalką. Obmyłam twarz wodą i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, po czym ruszyłam przygotować sobie kąpiel. Leżąc w wannie zrelaksowałam się i choć na chwile przestałam myśleć o dzisiejszym dniu. Woda zaczęła parować, a po chwili całe pomieszczenie wypełniło się parą.
Wyszłam z wanny, owijając się w ręcznik. Spojrzałam na krzesło obok. Zapomniałam koszuli nocnej, świetnie! Będę musiała przemknąć szybko korytarzem, aby nikt mnie nie zauważył. Ubrałam klapki i znów stanęłam przed umywalką. Kiedy skończylam myć zęby, pochyliłam się aby nabrać wody do ust. Gdy znów stanęłam prosto i spojrzałam w lustro, zobaczyłam w nim ciemną postać. Wystraszyłam się śmiertelnie i mrugnęłam, aby mieć pewność, że nie przewidziało mi się. Nadal tam była. To Panna Melissa. Obróciłam się, oddychając coraz szybciej z przerażenia.
- C-co Pani tu r-robi? - wyjąkałam, opierając dłonie na umywalce.
Kobieta podeszła kilka kroków bliżej. Nie miała na sobie płaszcza, ani butów z obcasami. Stała przede mną w skromnej, firankowej, czarnej sukience, sięgającej jej prawie do kolan, której góra była prześwitująca. Panna Melissa w koszuli nocnej? Niecodzienny widok. Ja natomiast stałam zawinięta w ręcznik, który mocno trzymałam, aby przypadkiem nie zsunął się na ziemię.
- Nie sądzisz, że należy mi się rozmowa z tobą?
Ten głos. Przerażający, ale jednak było w nim coś, co mnie hipnotyzowało.
- A-ale chyba nie w tej chwili?
- Każda chwila może być odpowiednia.
- Mogłabym chociaż pójść się przebrać? - spytałam, kiedy mój oddech uspakajał się.
- Nie umkniesz mi tak łatwo. - pstryknęła palcami, a na moim ciele zamiast ręcznika, pojawiła się koszula nocna.
- Dziękuję. - odparłam bezbarwnie.
- Ta szkoła wyznaje jedną, główną zasadę, którą radziłabym przestrzegać. Panować nad swoimi emocjami.
- Pani wychodzi to wyśmienicie! - zaśmiałam się chamsko.
- Słuszna uwaga.
Chciałabym znów ujrzeć przed sobą tę uczuciową kobietę. – pomyślałam.
- Słyszę to McCarthy.
- To niesprawiedliwe! - wkurzyłam się. - Właściwie to wcale nie mam zamiaru pojednać się z Ginger, jeśli o to chodzi. Nie wiem po co właściwie przyszłaś tu - pozwoliłam sobie przestać używać formy grzecznościowej z uwagi na to, co łączyło mnie wczorajszego wieczoru z Melissą.
- Chcesz znów ujrzeć przed sobą tę uczuciową kobietę? Jestem w stanie spełnić twoje życzenie. - spojrzała na mnie z troską. Jakby przełączyła guziki w swoim wnętrzu i zmieniła postać, którą jest. Stała się tym, kim chciałam, aby była. Podeszła do mnie jeszcze bliżej. Odgarnęła mi z oczu kosmyk wilgotnych włosów i pochyliła się nade mną, po czym pocałowała mnie. Poczułam przeszywający mnie gorąc w żołądku. Dreszcze urządzające sobie maraton po całym moim ciele. Jej dłonie na mojej talii. Również objęłam ją, czując ciepło jej ciała przez cieniutki materiał sukienki.
Pocałunek trwał dłuższą chwilę, a żadna z nas najwidoczniej nie chciała przestać. Po chwili Melissa przerwała, złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Wyszłyśmy z łazienki. Na korytarzu panowały egipskie ciemności. Kobieta prawie biegła wzdłuż korytarza, a ja za nią. Trzymałam ją mocno, chcąc być jak najbliżej. Zatrzymałyśmy się przed jakimiś drzwiami i przywarła mnie do ściany obok, splatając swoje dłonie z moimi. Czułam jej szybki oddech na swojej szyi, kiedy pochyliła się, aby złożyć pocałunek. Cicho jęknęłam po czym poczułam jej usta na swoich. Wyswobodziłam swoje dłonie i objęłam ją wokół szyi. Myślałam, że serce za chwilę mi eksploduje. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Wzdrygnęłam się i lekko odepchnęłam od siebie kobietę. Zmarszczyła brwi.
- Co się dzieje? - spytała.
- Nie słyszysz? Ktoś idzie! - szepnęłam przestraszona.
Melissa chciała otworzyć drzwi, abyśmy mogły wejść do środka, ale nie zdążyła. Światła na korytarzu zapaliły się. Obie obróciłyśmy się w stronę, z której słychać było kroki.
- Witaj Margaret. - Melissa przybrała poważną minę i wyprostowała się, wypuszczając mnie ze swoich objęć.
Dyrektorka uśmiechnęła się półgłębkiem po czym spojrzała na mnie pytająco.
- Co pani tu robi Panno McCarthy?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- J-ja... - błądziłam wzrokiem po ścianach.
- Cornelia wracała z łazienki i wpadła na mnie przez przypadek, gdyż jeszcze do niedawna panowała tutaj ciemność.
- Właśnie. - przytaknęłam.
- Wszystkie dziewczęta są już w łóżkach. Proszę na przyłość pamiętać o pilnowaniu godziny, kiedy bierze pani kąpiel.
- Dobrze, proszę pani.
- Chyba lepiej będzie, jeśli nie będziesz tego pamiętać Margaret. - Melissa ruszyła w stronę kobiety, po czym zatrzymała się przed nią, wyciągnęła dłoń i wypowiedziała jakieś zaklęcie. Dyrektorka upadła na ziemię.
- Coś ty zrobiła?! - krzyknęłam przerażona.
- Odebrałam jej wspomnienie. Nie będzie pamiętać, że nas widziała, mogłaby zacząć szpiegować i dowiedzieć się wszystkiego. A to nie może się stać, nie teraz.
Nie odzywałam się. Spojrzałam tylko na kobietę i wróciłam do pokoju.
Dziewczyny leżały w łóżkach, światlo było zgaszone, lecz nie spały.
- Cornelio, nie przesadzasz z czasem trwania twoich kąpieli? - zapytała szeptem Camile.
- To nie kąpiel trwała tak długo. - odparłam, wsuwając się pod kołdrę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz