Biegłam ile sił w nogach. Ledwo oddychałam, a serce biło mi jak szalone. Mimo resztek energii, nie zatrzymywałam się. Strach przejął nade mną kontrolę. Uciekałam, nie myśląc nawet o obróceniu się za siebie. Miałam wrażenie, że ta sytuacja to tylko sen, zły koszmar, z którego zaraz obudzę się we własnym, ciepłym łóżku. Tak jednak nie było, świadomość podpowiadała mi, że to prawdziwe życie, a żeby przeżyć, muszę biec. Po przebyciu dość sporej odległości, nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa. Zwolniłam. Obróciłam się za siebie. Nie widziałam go. Czyżby się poddał? A może ukrył się gdzieś i czeka aż całkowicie opadnę z sił? – zastanawiałam się. Poruszałam się nadal truchtem, pokonując kolejne metry wzdłuż centrum holenderskiej stolicy. Kiedy spoglądałam za siebie, poczułam jak moje ciało zderza się z czymś, a raczej z kimś. Odwróciłam się i ujrzałam prawie dwumetrowego mężczyznę, o przyciemnionej, ezgotycznej karnacji, z włosami czarnymi niczym umaszczenie kruka. Jego równie ciemne, mroczne oczy, patrzyły się prosto na mnie z nienawiścią. Na twarzy mężczyzny pojawił się lekki szyderczy uśmiech.
- Tak łatwo cię przechytrzyć – odezwał się z zagranicznym
akcentem.
Poczułam jakby moje
serce całkowicie stanęło. Miałam sucho w gardle, a przed oczami zaczęły pojawiać mi się ciemne plamki. Mężczyzna
chwycił mnie za ramię i próbował pociągnąć za sobą, prawdopodobnie do
auta. Resztkami sił zaparłam się,
zaczęłam się szarpać. Mimo dość intensywnego deszczu, co jakiś czas ktoś szedł
po chodniku.
- Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!
- Zamknij się ty mala jędzo! – parsknął mężczyzna i drugą dłonią zakrył mi usta.
Krzyczałam stłumionym głosem. Po chwili ugryzłam go w rękę. Mężczyzna syknął pod wpływem lekkiego bólu i uwolnił mnie z uścisku. Zyskałam na czasie i ruszyłam w stronę budki telefonicznej. Byłam cała przemoczona od deszczu, ubranie przyklejało mi się do ciała, cała się trzęsłam. Widziałam, że mój prześladowca już za mną nie biegnie. Po ulicy szła właśnie kobieta, która od razu zwróciła na mnie uwagę. Miała rude włosy, wystające spod zielonego kaptura, w jednej dłoni trzymała teczkę, a w drugiej kubek z kawą.
- Błagam, niech mi pani pomoże, on chce mi zrobić krzywdę! – krzyczałam spanikowana, ledwo wydobywając już głos z krtani.
- Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!
- Zamknij się ty mala jędzo! – parsknął mężczyzna i drugą dłonią zakrył mi usta.
Krzyczałam stłumionym głosem. Po chwili ugryzłam go w rękę. Mężczyzna syknął pod wpływem lekkiego bólu i uwolnił mnie z uścisku. Zyskałam na czasie i ruszyłam w stronę budki telefonicznej. Byłam cała przemoczona od deszczu, ubranie przyklejało mi się do ciała, cała się trzęsłam. Widziałam, że mój prześladowca już za mną nie biegnie. Po ulicy szła właśnie kobieta, która od razu zwróciła na mnie uwagę. Miała rude włosy, wystające spod zielonego kaptura, w jednej dłoni trzymała teczkę, a w drugiej kubek z kawą.
- Błagam, niech mi pani pomoże, on chce mi zrobić krzywdę! – krzyczałam spanikowana, ledwo wydobywając już głos z krtani.
Kobieta chciała zapytać co się stało, jednak niestety nie
zdążyła. Mężczyzna podszedł do mnie i uderzył mnie w głowe. Gwałtownie upadłam
na chodnik.
