Chciałam jak najszybciej wejść do siedziby Severyna i odzyskać pamięć Melissy.
Kiedy dotarłyśmy na miejsce, moim oczom
ukazały się ogromne drzwi z żelaza. Wyglądały jakby miały kilka tysięcy lat i
wątpiłam w to, że da się je otworzyć. Kobieta podeszła i machnęła ręką obok
klamki. Wrota zaczynały powoli otwierać się. Weszłyśmy do środka. Ujrzałam coś
w rodzaju wnętrza jaskini. Na ścianach wisiały przymocowane pochodnie. Na
wprost wejścia, widać było kolejne drzwi, jednak mniejsze. Po środku stała
Trująca Fontanna, której woda odbijała się w suficie. Podbiegłam i pochyliłam
się, aby powąchać truciznę. Na pozór była zwykłą wodą.
- McCarthy! Co ty wyprawiasz? Chcesz tam
wpaść?! - wrzasnęła Melissa. - Czy zawsze musisz doprowadzać mnie do szału?!
- Ale proszę pani, jak wiadomo szał wściekłości często zamienia się w szał namiętności, tak więc jestem na dobrej drodze. - odparłam z wścibskim uśmieszkiem.
- Ale proszę pani, jak wiadomo szał wściekłości często zamienia się w szał namiętności, tak więc jestem na dobrej drodze. - odparłam z wścibskim uśmieszkiem.
Humor poprawił mi się, ponieważ byłyśmy na
miejscu. Musiałam tylko w jakiś sposób zmusić kobietę do wypicia tej okropnej
substancji. Melissa podeszła do mnie i przeszyła mnie od góry do dołu pustym
spojrzeniem.
- To gdzie ten pani brat? - zapytałam,
chociaż wiedziałam, że Severyn nie spodziewał się wizyty siostry, co mogło
skończyć się źle dla nas obu.
- Zaraz powinien się zjawić. - odparła.
Po chwili usłyszałyśmy skrzypienie drzwi.
Kilka sekund później w grocie pojawił się mężczyzna o śnieżnobiałych włosach i
bladoniebieskich oczach. Z daleka wydawało mi się, że w jego oczodołach jest
same białko. Miał na sobie srebrny płaszcz, podobny do tego, który nosiła
Melissa i jasny garnitur.
- Cóż za kontrast. - mruknęłam pod nosem.
Nie wiedząc czemu, chciało mi się śmiać. Cała ta sytuacja tak bardzo mnie
przybiła, że zaczęła być zabawna.
- Witaj Severynie. - usłyszałam głos
Melissy.
- Przyszłaś mi się odwdzięczyć za wyraz
miłości, który posłałem ci dwa dni temu? - zapytał mężczyzna, nie ukazując
żadnych emocji w tonie głosu, ani wyrazie twarzy.
- Dostałam od ciebie list. - wyciągnęła spod
płaszcza kopertę. - Napisałeś, że chcesz się pilnie spotkać, że to bardzo
ważne. Nie wyczuwałam twojego specjału, czyli podstępu, inaczej bym się nie
zjawiła. - kobieta przechadzała się powoli wokół fontanny. - Może masz jakieś wieści od ojca?
- Nie wysyłałem żadnego listu. - zdziwił się
mężczyzna, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Jego cera była tak blada, że
wyglądał jak figura z porcelany.
Melissa zatrzymała się, przymrużyła oczy i
spojrzała na niego, a potem na mnie.
- Cornelio?
- Hmm, teraz jestem Cornelią, a nie panną
McCarthy, miło mi. - odparłam.
- Masz coś wspólnego z tym listem?
- Oczywiście, że nie. - uśmiechnęłam się,
niczym posłuszna dziewczynka.
- I tak czekają cię spore kłopoty, więc
kłamstwo cię nie uratuje. - odparła. Czyżby znów czytała mi w myślach?
Zastanawiałam się, czy to ma coś wspólnego z bliskością Trującej Fontanny.
Nie miałam żadnego planu, jak zmusić ją do
wypicia trucizny.
Nagle usłyszałam głos Severyna.
- Cornelia McCarthy. - spojrzał na
mnie. - Musisz bardzo kochać Melissę,
prawda? - czekał na odpowiedź, jednak ja nie odpowiedziałam. - Przykro mi, że nie odwzajemnia twoich uczuć.
- zaśmiał się.
Melissa zdziwiła się.
- O co tu chodzi?
- Mówiłam, że trucizna, która była na
strzele pochodzi z tej fontanny. Straciłaś pamięć, a właściwie... to chyba
straciłaś jedynie wszystkie wspomnienia ze mną. - zdenerwowałam się i chciałam
zaatakować Severyna, ale wiedziałam, że nie mam wystarczająco dużo siły, aby go
pokonać.
- Nic z tego nie rozumiem. - zmarszczyła
czoło.
- Już niedługo sobie przypomnisz. -
powiedziałam.
Zdecydowałam rzucić kulą ognia w Severyna,
aby upewnić się, czy rzeczywiście nie dam mu rady. Kiedy się zorientował, po
prostu odepchnął kulę, która poleciała w stronę Melissy. Kobieta zniszczyła ją
zaklęciem ochronnym.
- Chcecie wojny? Ha-ha! Jakie to urocze! -
mężczyzna zaśmiał się i uniósł dłonie do góry. Zaczął wypowiadać jakieś
zaklęcie. Poczułam dziwne mrowienie w stopach.
- Zostaw ją! - krzyknęłam.
- Nic jej nie zrobię, jak mógłbym skrzywdzić
własną siostrę! – odparł z ironią. - Wolę skrzywidzić kogoś, kto jest dla niej
bardzo ważny, mimo, że już tego nie pamięta.
Przełknęłam ślinę. Nad jego głową utworzyła
się ogromna, niebieska kula magicznej siły. Po chwili opuścił ręce i skierował
ją prosto na mnie. Nie zdążyłabym użyć żadnego zaklęcia. Byłam w ogromnym szoku
i poczułam, że jestem przygwożdżona do ziemi. Zanim kula doleciała do mnie,
Melissa podbiegła i odebrała atak. Zaklęcie trafiło prosto w nią i odrzuciło
ją. Wpadła do fontanny. Przerażona krzyknęłam. Widziałam jak kobieta tonie. Nie
spodziewałam się, że jest tam aż tak głęboko. Słyszałam chlapanie wody.
Podbiegłam, ledwo odrywając drżące nogi od ziemi. Kątem oka zauważyłam, że
mężczyzna zaczął wycofywać się z uśmiechem na twarzy. Nie mogłam pozwolić, aby
uszło mu to na sucho. Zebrałam w sobie resztki sił i użyłam najsilniejszego
zaklęcia obronnego jakie znałam.
- Ravadahelieus! - krzyknęłam na cały głos,
kierując ręce w stronę Severyna.
Mężczyzna zdezorientowany i zaskoczony odwrócił
się w moją stronę, a błysk światła, które towarzyszyło mojemu zaklęciu, oślepił
go. Zasłonił dłonią twarz, po czym zaklęcie ugodziło go prosto w klatkę
piersiową. Usłyszałam jego przeraźliwy krzyk, kiedy upadał. Miałam nadzieję, że
nie wyjdzie z tego cało. Szybko skierowałam się w stronę Fontanny, aby pomóc
Melissie. Udało jej się wydostać na powierzchnię, jednak przytrzymywała się
resztkami sił. Kaszlała, wypluwając truciznę. Podałam jej dłonie i pomogłam
wyjść na zewnątrz. Klęczała na posadzce, a ja trzymałam swoją dłoń na jej
ramieniu, czekając aż wykrztusi całą wodę i jej oddech uspokoi się. W
międzyczasie spojrzałam na leżącego Severyna. Ani drgnął. Czyżbym... naprawdę
pokonała go? Byłam ciekawa jak zareguje na to Melissa i czy jej pamięć wróciła.
- Już dobrze. - usłyszałam cichy głos
kobiety. - Dziękuję Cornelio.
Poczułam ciepło w żołądku.
- Połknęłaś truciznę? - zapytałam. Ręce trzęsły
mi się.
- Trudno by było tego nie zrobić. Prawie się
w niej utopiłam. - odparła oschle.
Westchnęłam. Skoro do jej organizmu dostała
się kolejna dawka trucizny, pamięć musiała jej wrócić.
- Pamiętasz...
- Tak. - nie zdążyłam dokończyć pytania, gdy
Melissa przerwała mi.
- Znów czytasz mi w myślach.
- Oczywiście.
- To jeszcze nie koniec, moje panie. – krzyknął z szyderczym uśmiechem na twarzy.
Melissa chwyciła mnie mocno za rękę i w trybie natychmiastowym przeteleportowała nas spowrotem do szkoły. Wiedziała, że nie miałyśmy już wystarczająco sił na dalszą walkę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz