Chciałam niezauważalnie przemknąć korytarzami, co było trudne podczas przerwy. Powiedziałam zatem przyjaciółkom, że idę do pielęgniarki, ponieważ źle się poczułam. Wybiegłam ze szkoły i zaczaiłam się za krzakami przy naszym akademiku, czekając, aż Melissa wyjdzie na zewnątrz. Panna Margaret dała mi wszystkie potrzebne wskazówki i rady. Podała mi nawet zaklęcia, których dotąd nie znałam, a mogłyby mi się przydać. Kiedy ujrzałam kobietę w czarnym, długim płaszczu z kapturem narzuconym na głowę, wstrzymałam oddech. Bałam się zrobić jakikolwiek ruch. Kiedy ruszyła w stronę ścieżki, prowadzącej do miasta, przeczekałam jeszcze chwilę, aż oddali się na bezpieczną odległość, abym mogła ruszyć za nią. Nie wiedziałam dokładnie, gdzie zmierza, ponieważ Panna Margaret powiedziała, że prędzej czy później Melissa będzie musiała się przeteleportować. Zatem mogła to zrobić w każdej chwili. Musiałam być bardzo ostrożna i czujna. Bałam się jednak, że Melissa usłyszy moje myśli. Póki co tak się nie działo. Szłam za nią, przemykając między przydrożnymi drzewami. Żałowałam, że nie znam żadnego zaklęcia, które powodowało niewidzialność. Melissa zaczęła iść coraz szybciej i traciłam ją z widoku. Niespodziewanie skręciła w lewo i ruszyła wąską ścieżką między murem otaczającym teren naszej szkoły, a lasem. Musiałam podbiec, ponieważ mogłam ją zgubić. Zatrzymałam się przed zakrętem i zobaczyłam, że kilka metrów dalej Melissa zamierzała użyć teleportacji. Stała do mnie tyłem, okryta od stóp do głów czarnym płaszczem, który kontrastował z zielenią stojących niedaleko świerków. Nie potrafiłam wyczuć momentu. Poczekałam jeszcze kilka sekund i podbiegłam do kobiety. Mocno chwyciłam jej ramienia i chwilę później zaklęcie teleportacji przeniosło nas obie. Widziałam, że Melissa wystraszyła się i już chciała użyć magii przeciwko mnie, zanim zobaczyła, że to właśnie ja.
- Co ty wyprawiasz,
McCarthy?! Poprzewracało ci się w głowie do reszty? Nie nauczono cię, że nie
śledzi się nauczycieli i nie wpada na nich podczas teleportacji? - w głosie
kobiety słychać było obojętny, ale uniesiony ton. Nie za bardzo wiedziałam co
mam odpowiedzieć. Postanowiłam powiedzieć prawdę, ponieważ i tak myślała, że
zbzikowałam.
- Ratuję twoją pamieć,
Melisso. - odparłam pewna siebie.
- Kto pozwolił ci
zwracać się do mnie po imieniu? Oj, będziesz miała kłopoty... - czarnowłosa
przymrużyła oczy, posyłając mi ostrzegawcze spojrzenie.
- Gorzej już być nie
może. - rzekłam, nie tracąc pewności siebie.
- Nie możesz ze mną
iść, postradałaś zmysły!
Rozejrzałam się
dookoła. Nadal z jednej storony otaczał nas las, z drugiej natomiast widać było
wielką łąkę i pagórki. Nic nie wskazywało na obecność Labiryntu schodów i
korytarzy, ale znając nasz świat, gdzieś pewnie ukryte jest tajemne przejście
lub coś w tym rodzaju. I to zapewnie niedaleko stąd.
- Co PANI ze mną
zrobi? - odparłam, wyraźnie podkreślając zwrot grzecznościowy i krzyżując ręce
na klatce piersiowej.
- Jest wiele
możliwości, zależy co sobie życzysz. - spojrzała na mnie, a żadna cząstka jej
twarzy nawet nie drgnęła, kiedy skończyła mówić. - Mogę wyczarować portal i
wepchnąć cię do niego. Mogę również rzucić na ciebie czar, który sprawi, że
zatrzymam twoje życie, na czas mojej nieobecności. Albo zostawić cię tu na
pastwę losu. Co wybierasz, McCarthy?
- Nadal wybieram
pójście z panią.
- Skąd wiesz dokąd
zmierzam?
Zaczęłam zastanawiać
się, dlaczego nie czyta mi w myślach. Czyżby ten dar straciła wraz z pamięcią?
Nie zamierzałam kłamać, mimo wszystko. To by niczego nie zmieniło.
- Wiem, że pani brat,
Severus mieszka w Labiryncie schodów i korytarzy, gdzie znajduje się Trująca
fontanna. Jeżeli wypije pani choć trochę tej wody, odzyska pamięć.
- W jakiej książce to
znalazłaś? - zmarszczyła brwi.
- W... Nie pamiętam
tytułu.
Melissa znów posłała
mi ostre spojrzenie.
- Kiedy wrócimy do
szkoły, czeka cię sporo kłopotów. Kto wie, czy nie wylecisz z St. George. Ale
póki co, możesz się przydać, jako przynęta czy coś. Idziemy. - kobieta ruszyła
przed siebie, wzdłuż łąki.
Uśmiechnęłam się do
siebie i ruszyłam za nią. Szłyśmy kilka minut. Nie odzyzwając się. Czułam się
bardzo dziwnie, ponieważ zaledwie 3 dni temu szłam obok tej samej kobiety, szczęśliwa i radosna,
trzymając ją za rękę. Doszłyśmy do ogromnego okręgu, który wyglądał, jak ślad
po wylądowaniu statku kosmicznego.
- Odsuń się i
najlepiej nie zapamiętaj zaklęcia, które teraz użyję. Muszę przebić barierę. -
powiedziała bezbarwnie.
Zrobiłam to, co
kazała. Cofnęłam się kilka kroków w tył i przyglądałam, starając się odłączyć
zmysł słuchu od funkcjonowania. Melissa machnęła dłonią i krzyknęła długie,
kilku wyrazowe zaklęcie. Nagle zobaczyłam, jak ziemia w kręgu zapada się.
Powstała wielka dziura, niczym w potężnej studni bez dna. Kobieta dała mi znak,
że mogę już podejść. Spojrzałam w dół, nie zbliżając się bytnio do przepaści. W
ścianach widniały kolumny, a za nimi można było dostrzec schody. Korytarz
ciągnął się wokół tej ogromnej dziury w nieskończoność.
- Jak zamierzamy się
tam dostać? - zapytałam. - Chyba nie będziemy skakać? - zażartowałam, mając
nadzieję, że zaprzeczy.
- Ty skoczysz, a ja z
chęcią cię tam wepchnę. - odparła z ironią.
Milczałam.
- Tu. - wskazała
miejsce, które jako jedyne nie było porośnięte trawą. - Jest klapa. Jeśli
byłabyś bardziej spostrzegawcza niż przemądrzała, zauważyłabyś ją. - Podeszła i
podniosła klapę do góry. Ujrzałam drabinę. Bez słowa zeszła po niej, po czym i
ja to zrobiłam.
Znalazłyśmy się w
korytarzu ze schodów. Po naszej lewej stronie znajdował się mur z szarych,
wielkich cegieł, a po prawej kolumny.
- Czeka nas długa
droga i nie ma co się ociągać.
- Nie możemy po
prostu użyć teleportacji? - wizja schodzenia po tych schodach, nie wiadomo jak
długo, przerażała mnie.
- Nie. Severus
specjalnie wymyślił sobie takie przejście do jego siedziby. Zaklęcie
teleportacji tu nie zadziała. Właściwie żadne nie zadziała. Założył barierę na
magię w Labiryncie Korytarzy i Schodów. Zaklęć można używać dopiero, kiedy
zejdziemy na dół. Nie ociągaj się, to szybko tam dotrzemy. - kobieta ruszyła
szybkim krokiem.
Ciężko westchnęłam i
poszłam jej śladami. Ciszę zagłuszały dziwne szumy i stukot obcasów Melissy.
Zaczęłam pogrążać się w myślach. Przypomniały mi się czasy, kiedy jeszcze nie
łączyło nas żadne uczucie, a przynajmniej o nim nie wiedziałam. Między
przeszłością a teraźniejszością różniło się tylko to, że tak naprawdę znałam ją
lepiej, niż ona siebie w tym momencie. Prawdpodobnie. Nie okazywała żadnych
skłonności do bycia tą Melissą, którą była, kiedy spędzałyśmy razem czas sam na
sam. Po prostu była. W jej głosie słyszałam znów tą samą bezbarwność, co
wcześniej. Gdyby nie jej głośne obcasy, zachowywała się jak cień. Wcześniej
intrygowało mnie to i pociągało, lecz teraz martwiłam się o nią.
Przyspieszyłam, aby dorównać jej kroku. Spojrzała na mnie ukradkiem, abym się
nie zorientowała, jednak poczułam jej wzrok na sobie.
- Byłaś... yyy, to
znaczy była pani już tutaj, prawda? Ile czasu zajmuje zejście na dół? -
zapytałam spokojnie.
- Jak się zamyślisz,
to całkiem szybko mija. Nie liczyłam nigdy ile mi to zajmowało. - odparła.
- Szkoda, że nie
latamy na miotłach, byłoby szybciej. - znów próbowałam ożywić atmosferę, jednak
bez skutków. Kobieta nie odpowiedziała i pogrązyła się w milczeniu.
Postanowiłam już nic nie mówić i nie denerwować się bez potrzeby. Wspominałam
wspólne, szczęśliwe chwile i miałam nadzieję, że uda się zmusić Melissę do
wypicia trucizny. Obawiałam się tylko jednego. Severyn, jej brat,
prawdopodobnie nic nie wiedział o naszej gościnie. List, który dostała Melissa,
był wysłany przez Pannę Margaret. Mogło zapowiadać się nieprzyjemne spotkanie.
Zaczęłam zastanawiać się, czy brat Melissy jest do niej podobny. Czy również,
tak jak ona jest tajemniczy, mroczny i udaje bezuczuciowego? Ponieważ Melissa
udawała i ja, chyba jako jedyna wiedziałam to na pewno. Szłyśmy już bardzo
długo i zaczęły boleć mnie nogi. Zwolniłam, lecz starałam się nie dawać znaków
zmęczenia. Zaschło mi w gardle. Z każdą minutą czułam się coraz gorzej. W
pewnej chwili zakręciło mi się w głowie. W ostatnim momencie chwyciłam się
kolumny. Brakowało dosłownie jednego kroku, a prawdopodobnie spadłabym w
przepaść. Melissa najwidoczniej nie zorientowała się, ponieważ szła dalej.
- Nie mogę... -
powiedziałam cicho. - Nie mogę iść dalej. - powtórzyłam nieco głośniej.
Kobieta zatrzymała
się i wróciła do góry. Podeszła do mnie.
- Wiedziałam, że będą
z tobą problemy, jeśli się zgodzę na twoje towarzystwo, McCarthy.
Powoli zaczynałam mieć dość jej bezbarwnego i
bezuczuciowego tonu i zachowania. Nie wierzyłam własnym myślom, ale tak było.
- Co się stało? -
zapytała po chwili. Zaskoczyło mnie to.
- Jestem spragniona,
nogi odmawiają mi posłuszeństwa, dostaję zwrotów głowy. Odpocznijmy, chociaż
chwilę. Proszę. - spojrzałam na nią ze zmartwieniem.
Kobieta ukucnęła przy
mnie. Spojrzałam jej w oczy i w ułamku jednej sekundy dostrzegłam Melissę, za
którą tak bardzo tęskniłam. Niestety, to od razu minęło. Kobieta spuściła
wzrok. Pod płaszczem miała przypięty do sukienki pas, z którego wyciągnęła mały
pojemnik z wodą i podała mi go.
- Dziękuję. -
odparłam i wzięłam kilka łyków.
Pozwoliła
mi chwilę odpocząć i sama również usiadła obok na schodach. Zaczynało robić się
ciemno. Szłyśmy już na pewno z trzy godziny, wliczając dwa odpoczynki.
Spojrzałam w dół i odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że do końca zostało
jakieś dziesięć metrów.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz