Ze snu wyrwał mnie dźwięk jakiejś melodii. Okazało się, że był to nowoczesny budzik, którego w ostateczności nie potrafiłam wyłączyć. Melissa spała twardym snem. Jej kruczoczarne włosy kontrastowały ze śnieżnobiałą pościelą. Wyglądała jak anioł. Mogłabym wpatrywać się w nią godzinami, a jednocześnie tęskniłam za blaskiem jej oczu, uśmiechem i głosem. Dziwiłam się, że nie słyszała tak głośnego dźwięku budzika. Zacisnęłam zęby, nie mogąc wytrzymać hałasu i rzuciłam urządzeniem o podłogę. Usłyszałam trzask ropadających się wszędzie części budzika na równi z uciszeniem się tego okropnego dźwięku. Po chwili kobieta obudziłą się i przetarła oczy. Spojrzałam na nią.
- Dzień dobry. -
uśmiechnęłam się.
- Co to za hałas? -
zmarszczyła czoło, rozglądając się po pomieszczeniu.
- Miłe powitanie.
Właśnie w brutalny sposób pozbyłam się narzędzia szatana.
Melissa spojrzała na
podłogę i zobaczyła porozrzucane części urządzenia.
- Roztrzaskałaś
budzik? Gratuluję! - posłała mi dziwne spojrzenie.
- Nie umiałam go
wyłączyć, a straszliwie hałasował. Dziwne, że nie słyszałaś.
- Miałam piękny sen,
który nie pozwolił mi wpuszczać do niego nieproszonych gości, jakimi było to
"narzędzie szatana". - uśmiechneła się.
Poczułam skręcanie w
żołądku. Myślami wróciłam do wczorajszego wieczoru.
Położyłam głowę na
poduszce, a mój policzek dotykał jej ramienia. Objęłam ją i zamknęłam oczy.
- Mogłabym
zrezygnować z tamtego świata. Tutaj jest całkiem znośnie. Zwalczałabym budziki
i w ogóle.
- Nic nie wiesz o tym
świecie, musiałabyś się wiele nauczyć. - Melissa wplątała rękę w moje włosy i
bawiła się nimi.
- Mam ciebie i Lili.
To znaczy, moją mamę. Nauczyłybyście mnie żyć w tym świecie.
Po chwili ciszy i
namysłu znów zaczęłam mówić:
- Zostańmy tutaj na
zawsze! Nie będziemy musiały się ukrywać, ani walczyć z magicznymi stworami. -
podniosłam się gwałtownie i niemal krzyczałam.
- Uspokój się,
Cornelio. Nie możemy tu zostać. Nie teraz. - w wyrazie jej twarzy zauważyłam
cień niepewności.
- Dlaczego? Co stoi
na przeszkodzie?
Melissa milczała.
Uznałam to za niezbyt dobry znak.
- Nie potrzebuję nic
więcej. Czuję, że byłabym szczęśliwa, mając przy sobie osoby, które kocham.
Reszta by się jakoś poukładała.
- Nie zamieszkam w
tym świecie, Cornelio.
W tej chwili poczułam
jak wielki głaz opada na moje rozgrzane ze szczęścia serce i gasi je gwałtownie
i boleśnie. Nie mogłam wypowiedzieć nawet słowa. Wstałam z łóżka, owinęłam się
cienkim kocem i podeszłam do okna. Odsłoniłam zasłonę i omiotłam spojrzeniem
panoramę Amsterdamu, który z każdą chwilą wydawał się być coraz piękniejszy.
Ogarnęła mnie niepewność. Po chwili poczułam ciepłe dłonie, obejmujące mnie w
talii. Nie słyszałam kroków, kobieta przemknęła boso, bezszelestnie niczym
zjawa. Wydawało się, jakby nagle, pojawiłą się przy mnie. W chwili zetknięcia
się naszych ciał, z moich oczu popłynęły łzy.
- Kocham cię,
Cornelio. - nie wierzyłam, że to słyszę. Odwróciłam się i spojrzałam w jej
oczy. Zobaczyłam w nich zmartwienie, troskę, ciepło. Ani grama obojętności, szarości,
które przeplatały się co jakiś czas.
- Ja ciebie też kocham, Melisso. - odparłam, nie zastanawiając się. Nigdy wcześniej sobie tego nie
mówiłyśmy. Przytuliłam się do niej mocno, jakbym nigdy nie miała zamiaru jej
puścić.
***
Przygotowałyśmy się
do poworotu. O umówionej porze, Lilianna, moja matka, czekała na nas na
polanie, gdzie Melissa miała wyczarować lustro powrotne. Słońce zaszło, a na
niebie pojawiły się szare chmury, zwiastujące nieciekawą pogodę.
Na widok Lilianny
uśmiechnęłam się szeroko i podbiegłam do niej. Przytuliłyśmy się.
- Mam coś dla ciebie.
- powiedziała i zdjęła z dłoni pierścionek z czarnym diamentem. Złapała mnie za
rękę i wsunęła mi go na palec.
- N-nie mogę go
przyjąć. - spojrzałam na błyskotkę. Z pewnością był wiele wart.
- Nie podoba ci się?
- Skądże. Jest
piękny!
- Tak więc jest twój.
- uśmiechnęła się.
- Ale...
- Bez dyskusji.
- Dziękuję.
- Musimy wracać. -
wtrąciła Melissa.
Odsunęłyśmy się, a
czarnowłosa skierowała dłonie w kierunku miejsca, gdzie miało pojawić się
lustro. Zaczęła wypowiadać zaklęcie coraz głośniej, powtarzała je wciąż, dopóki
nie zaczęło się coś dziać. Deszczowe chmury zasłoniły całe niebo i nagle
zrobiło się ciemno. Lustro zaczęło się wyłaniać z wirującego powietrza.
- Cornelio, chodź,
szybko! - Melissa krzyknęła. Nie wiedziałam dlaczego miałam się spieszyć, ale
Lilianna, najwidoczeniej wiedziała o co chodzi. Szybko przytuliła mnie mocno i
pocałowała w policzek. Spojrzałam na nią ostatni raz i widziałam jak urania
łzę.
- Niedługo wrócę! -
krzyknęłam, stojąc już obok czarnowłosej. Chwyciłam ją za rękę i zamknęłam
oczy, jak poprzednio. Lustro wciągnęło nas. Po chwili pojawiłyśmy się we
wnętrzu drzewa. Spojrzałam na Melissę. Kłębiło się we mnie tyle emocji, że nie
wiedziałam jak się zachować. Nagle usłyszałam szum. Coś zbliżało się do nas z
prędkością światła. Zbliżało się z Lustra. Zdziwienie zawitało na mojej twarzy.
Chwilę później z wnętrza błyszczącego Lustra wyleciała strzała. Melissa upadła
na ziemię. Poczułam, jak moje serce staje w miejscu.
- Nie! Melisso! Proszę, nie! - zaczęłam
histerycznie płakać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz