Dwa miesiące później
Zbliżał się koniec
roku nauki w St. George. Był to mój ostatni rok w szkole dla czarownic.
Żałowałam, że nie przepisałam się tam wcześniej. W ciągu ostatnich dziesięciu
miesięcy przeżyłam więcej emocji niż przez dziesięć lat życia. Nauczyłam się
mnóstwo nowych zaklęć i dopełniłam swoją czarodziejską naturę. Poznałam wiele
wspaniałych osób, którym wiele zawdzięczam. Po tych wszystkich wydarzeniach
prawie nic się nie zmieniło w St. George. Ginger nadal była dogryzającą mi,
wścibską istotą. Jednak ja nie zwracałam na nią uwagi. Melissa wciąż
pozostawała wierna mrokowi i tajemniczości, chociaż zdarzało jej się (ostatnio
dosyć często) uśmiechnąć się do mnie przy wszystkich, co wywoływało zaskoczenie
nie tylko na mojej twarzy. Nie spotykałam się z nią jednak, ponieważ musiałam
przygotowywać się do końcowych egzaminów, które udało mi się zdać wzorowo. Nie
chciałam także pakować się znów w jakieś kłopoty. Nie opuszczałam naszego
miasteczka. Tylko raz odwiedziłam moją prawdziwą mamę Po Drugiej Stronie
Lustra. Nauczyłam się korzystać z zaklęcia teleportacyjnego, jednak nie
potrafiłam jeszcze wyczarować portalu powrotnego z tamtego świata. Będąc z
wizytą nowoczesnym Amsterdamie, otrzymałam od mamy sukienkę na bal. Była
kremowobiała z pięknym gorsetem z koronkowymi wstawkami. Camile uczesała mnie.
Dzień wcześniej zaplotła mi papiloty, a kiedy je rozpuściłam, byłam pod
wrażeniem. Przez ostatni miesiąc codziennie ćwiczyłyśmy układy taneczne. Walc
wiedeński, angielski i polka. Dziewczyny pozapraszały chłopców ze szkoły dla
czarodziejów St. Henry'ego. Ja niestety zostałam bez pary, jednak nie smuciło
mnie to tak bardzo. Kiedy nadszedł ten dzień, cieszyłam się atmosferą panującą
w całej szkole. Od rana trwały przygotowania. Panował jeden, wielki chaos.
Kucharki przygotowywały jedzenie, nauczyciele pomagali w dekorowaniu sali, a
wszystkie uczennice stroiły się do ostatniej minuty przed rozpoczęciem balu.
Wybrano dziesięc par, którym szło najlepiej na próbach, aby rozpoczęły wejście
tańcem, walcem angielskim. Nie należałam do nich. Z resztą na próby
przychodziłam bez partnera i wiedziałam, że na balu również nie zatańczę. O
godzinie osiemnastej wszyscy zebrali się w sali. Zajęłam miejsce, które było
podpisane moim imieniem. Obok mnie puste krzesła czekały na Camile i Kate,
które stały w wejściu wraz ze swoimi partnerami, czekając na pierwsze dźwięki
orkiestry. Ginger również należala do tych dziesięciu, szczęśliwych dziewczyn,
które miały zaszczyt otworzyć bal swoim debiutanckim tańcem. Na samym końcu
długiego stołu, miejsca zajęli nauczyciele. Panna Margaret zachwyciła
wszystkich swoją ciemnoczerwoną suknią, w której wyglądała jak królowa. Włosy
miała upięte w kok, z którego wystawały pojedyncze kosmyki. Obok niej siedziała
Melissa. Cały czas uśmiechała się do wszystkich i bez skrupółów angażowała w
rozmowy. Kiedy nasze spojrzenia spotkały się, uśmiechnęłyśmy się obie, jednak
ja trochę nieśmiało. Czułam się dziwnie, że nie rozmwiałyśmy poza lekcjami i
tak jakby odrzuciłyśmy w niepamięć to, co się między nami wydarzyło. Jednak ja
codziennie o tym myślałam. Miałam nadzieję, że stanie się cud, który umożliwi nam
bycie razem. Moje rozmyślania przerwały pierwsze nuty walca angielskiego.
Powędrowałam wzrokiem w stronę ogromnych drzwi, z których zaczęły wychodzić
pary uczniów. Byłam dumna z moich przyjaciółek. Wszyscy wstali i przyglądali
się perfekcyjnym ruchom par w tańcu. Kiedy skończyli, wszyscy bili brawo i
wiwatowali. Tancerze ukłonili się i zajęli miejsca przy stole. Panna Margaret
poprosiła, abyśmy usiedli i sama stanęła i zaczęła przemówienie.
- Jest mi bardzo
miło, ale również niezmiernie przykro, że muszę porzegnać się z tak wspaniałymi
czarodziejami. - powiedziała, starając się ogarnąć wzrokiem nas wszystkich. -
Mam nadzieję, że lata spędzone na nauce w St. George były dla was wspaniałym
przeżyciem i że wyniesiecie stąd dużą wiedzę, która przyda wam się w dalszym
życiu. Jestem wdzięczna wszystkim profesorom za pomoc w dokształcaniu was.
Życzę wam wszystkim i każdemu z osobna jak najlepiej. A teraz zapraszam na
ucztę i tańce! - uśmiechnęła się szeroko, po czym znów rozległy się oklaski.
- Pięknie tańczyłyście.
- powiedziałam do przyjaciółek i zabrałyśmy się do jedzenia przepysznych
potraw. Tego też będzie mi brakować, ponieważ jedzenie w St. George było
nieziemsko przepyszne.
- To co, idziemy
zrzucić to, co żeśmy w siebie wpakowały? - zapytała Kate, patrząc na swojego
partnera, który siedział na przeciw niej. Chłopak kiwnął głową i z uśmiechem na
twarzy wstał. Ruszyli na parkiet. Chwilę później Camile również dołączyła do
nich. Dźwięki szybkiej, rytmicznej polki sprawiały, że bębniłam palcami w stół.
Miałam ochotę również zatańczyć. Sięgnęłam po truskawkę, żeby zatopić w niej
swój smutek z powodu braku partnera do tańca i przyglądałam się prawie że
latającym stopom tancerzy. Nagle poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
Odwróciłam się lekko wystraszona. Ujrzałam wysokiego mężczyznę w białym
garniturze, o śnieżno białych włosach upiętych z tyłu. W dłoniach trzymał dwie
lampki białego wina i uśmiechał się do mnie. Nie zdążył nic powiedzieć,
natychmiast wstałam, odpechnęłam go i zaczęłam biec w kierunku stoilika dla
nauczycieli, żeby poinformować Melissę, że jest tu jej brat, Severyn.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz