piątek, 24 czerwca 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 18






Dwa miesiące później

Zbliżał się koniec roku nauki w St. George. Był to mój ostatni rok w szkole dla czarownic. Żałowałam, że nie przepisałam się tam wcześniej. W ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy przeżyłam więcej emocji niż przez dziesięć lat życia. Nauczyłam się mnóstwo nowych zaklęć i dopełniłam swoją czarodziejską naturę. Poznałam wiele wspaniałych osób, którym wiele zawdzięczam. Po tych wszystkich wydarzeniach prawie nic się nie zmieniło w St. George. Ginger nadal była dogryzającą mi, wścibską istotą. Jednak ja nie zwracałam na nią uwagi. Melissa wciąż pozostawała wierna mrokowi i tajemniczości, chociaż zdarzało jej się (ostatnio dosyć często) uśmiechnąć się do mnie przy wszystkich, co wywoływało zaskoczenie nie tylko na mojej twarzy. Nie spotykałam się z nią jednak, ponieważ musiałam przygotowywać się do końcowych egzaminów, które udało mi się zdać wzorowo. Nie chciałam także pakować się znów w jakieś kłopoty. Nie opuszczałam naszego miasteczka. Tylko raz odwiedziłam moją prawdziwą mamę Po Drugiej Stronie Lustra. Nauczyłam się korzystać z zaklęcia teleportacyjnego, jednak nie potrafiłam jeszcze wyczarować portalu powrotnego z tamtego świata. Będąc z wizytą nowoczesnym Amsterdamie, otrzymałam od mamy sukienkę na bal. Była kremowobiała z pięknym gorsetem z koronkowymi wstawkami. Camile uczesała mnie. Dzień wcześniej zaplotła mi papiloty, a kiedy je rozpuściłam, byłam pod wrażeniem. Przez ostatni miesiąc codziennie ćwiczyłyśmy układy taneczne. Walc wiedeński, angielski i polka. Dziewczyny pozapraszały chłopców ze szkoły dla czarodziejów St. Henry'ego. Ja niestety zostałam bez pary, jednak nie smuciło mnie to tak bardzo. Kiedy nadszedł ten dzień, cieszyłam się atmosferą panującą w całej szkole. Od rana trwały przygotowania. Panował jeden, wielki chaos. Kucharki przygotowywały jedzenie, nauczyciele pomagali w dekorowaniu sali, a wszystkie uczennice stroiły się do ostatniej minuty przed rozpoczęciem balu. Wybrano dziesięc par, którym szło najlepiej na próbach, aby rozpoczęły wejście tańcem, walcem angielskim. Nie należałam do nich. Z resztą na próby przychodziłam bez partnera i wiedziałam, że na balu również nie zatańczę. O godzinie osiemnastej wszyscy zebrali się w sali. Zajęłam miejsce, które było podpisane moim imieniem. Obok mnie puste krzesła czekały na Camile i Kate, które stały w wejściu wraz ze swoimi partnerami, czekając na pierwsze dźwięki orkiestry. Ginger również należala do tych dziesięciu, szczęśliwych dziewczyn, które miały zaszczyt otworzyć bal swoim debiutanckim tańcem. Na samym końcu długiego stołu, miejsca zajęli nauczyciele. Panna Margaret zachwyciła wszystkich swoją ciemnoczerwoną suknią, w której wyglądała jak królowa. Włosy miała upięte w kok, z którego wystawały pojedyncze kosmyki. Obok niej siedziała Melissa. Cały czas uśmiechała się do wszystkich i bez skrupółów angażowała w rozmowy. Kiedy nasze spojrzenia spotkały się, uśmiechnęłyśmy się obie, jednak ja trochę nieśmiało. Czułam się dziwnie, że nie rozmwiałyśmy poza lekcjami i tak jakby odrzuciłyśmy w niepamięć to, co się między nami wydarzyło. Jednak ja codziennie o tym myślałam. Miałam nadzieję, że stanie się cud, który umożliwi nam bycie razem. Moje rozmyślania przerwały pierwsze nuty walca angielskiego. Powędrowałam wzrokiem w stronę ogromnych drzwi, z których zaczęły wychodzić pary uczniów. Byłam dumna z moich przyjaciółek. Wszyscy wstali i przyglądali się perfekcyjnym ruchom par w tańcu. Kiedy skończyli, wszyscy bili brawo i wiwatowali. Tancerze ukłonili się i zajęli miejsca przy stole. Panna Margaret poprosiła, abyśmy usiedli i sama stanęła i zaczęła przemówienie.
- Jest mi bardzo miło, ale również niezmiernie przykro, że muszę porzegnać się z tak wspaniałymi czarodziejami. - powiedziała, starając się ogarnąć wzrokiem nas wszystkich. - Mam nadzieję, że lata spędzone na nauce w St. George były dla was wspaniałym przeżyciem i że wyniesiecie stąd dużą wiedzę, która przyda wam się w dalszym życiu. Jestem wdzięczna wszystkim profesorom za pomoc w dokształcaniu was. Życzę wam wszystkim i każdemu z osobna jak najlepiej. A teraz zapraszam na ucztę i tańce! - uśmiechnęła się szeroko, po czym znów rozległy się oklaski.
- Pięknie tańczyłyście. - powiedziałam do przyjaciółek i zabrałyśmy się do jedzenia przepysznych potraw. Tego też będzie mi brakować, ponieważ jedzenie w St. George było nieziemsko przepyszne.
- To co, idziemy zrzucić to, co żeśmy w siebie wpakowały? - zapytała Kate, patrząc na swojego partnera, który siedział na przeciw niej. Chłopak kiwnął głową i z uśmiechem na twarzy wstał. Ruszyli na parkiet. Chwilę później Camile również dołączyła do nich. Dźwięki szybkiej, rytmicznej polki sprawiały, że bębniłam palcami w stół. Miałam ochotę również zatańczyć. Sięgnęłam po truskawkę, żeby zatopić w niej swój smutek z powodu braku partnera do tańca i przyglądałam się prawie że latającym stopom tancerzy. Nagle poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Odwróciłam się lekko wystraszona. Ujrzałam wysokiego mężczyznę w białym garniturze, o śnieżno białych włosach upiętych z tyłu. W dłoniach trzymał dwie lampki białego wina i uśmiechał się do mnie. Nie zdążył nic powiedzieć, natychmiast wstałam, odpechnęłam go i zaczęłam biec w kierunku stoilika dla nauczycieli, żeby poinformować Melissę, że jest tu jej brat, Severyn.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz