niedziela, 29 maja 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 11


Wzięłam kąpiel w nowoczesnej łazience. Z kabiny prysznicowej, bo tak to się nazywało, leciała gorąca woda. Nie mogłam się nacieszyć tym momentem. Umyłam się w mydle z plastikowego pudełeczka, które bardzo pięknie pachniało. Owinięta białym, puszystym ręcznikiem, wyszłam z łazienki. Melissa stała przy oknie i podziwiała widoki miasta. Wszędzie paliły się światła, co wyglądało niesamowicie.
- Chyba nie mam ubrań do spania. - uśmiechnęłam się nieśmiało. Chciałam, aby Melissa coś mi wyczarowała.
Kobieta odeszła od okna i zbliżyła się do mnie.
- A może wcale nie będą ci potrzebne? - spojrzała na mnie wzrokiem tajemniczej nauczycielki od obrony przed czarną magią. Przypomniały mi się pierwsze dni w St. George, kiedy to nie znałam wcale jej drugiego oblicza. Od początku mnie fascynowała. Lubiłam to, że jako jedna z nielicznych znam jej drugą stronę. Podobały mi się jednak obie.
Melissa delikatnie przejechała dłonią po moim ramieniu. Moje serce momentalnie zabiło szybciej.
- Jedyne miejsce gdzie nie musimy się ukrywać... - szepnęła, patrząc mi prosto w oczy i powoli zbliżając swoją twarz do mojej. Byłam trochę przerażona, ale wszystko cokolwiek bym pomyślała, Melissa wiedziała.
- Nie bój się. - musnęła lekko moje wargi. Czułam, jak ciepłe dreszcze, rozchodzą się po całym moim ciele. Po chwili pstryknęła palcami, a zasłony rozsunęły się na oknie. W pomieszczeniu zapadła prawie całkowita ciemność. Jedynie lampka nocna, świeciła się na szafce przy łóżku, do którego Melissa pociągnęła mnie za sobą. Zatrzymała się przed nim i pogłaskała dłonią mój policzek, patrząc z uśmiechem i błyskiem w oczach. Hipnoza. Niesamowite. Nigdy nie doświadczyłam czegoś podobnego. Nigdy nikt nie sprawił swoją osobą, że zatapiałam się w czyimś obliczu.
- Jesteś naprawdę piękna. - powiedziała swoim dokładnym i ciepłym tonem głosu.
- Cieszę się, że tak sądzisz. - uśmiechnęłam się nieśmiało, lecz w środku nabierałam pewności siebie.
Odgaręłam dłonią kosmyk włosów z twarzy Melissy i zbliżyłam swoje usta do jej. Nie mogłam uwierzyć w to, co się działo. Znów przeszył mnie ciepły dreszcz. Poczułam dłoń obejmującą mnie w pasie. Odwzajemniła pocałunek, który przepełniony namiętnością i czułością, w mojej głowie trwał wiecznie. Nie chciałam tego przerywać, jednak nagle Melissa odsunęła się i spojrzała na mnie ponownie. Chciałam się odezwać, ale wyprzedziła mnie.
Zaczęłam obawiać się,że to może nie skończyć się tak, jakbym chciała. Spojrzałam na swoje drżące ręce. Zaczęłam denerwować się w obawie przed tym, co może powiedzieć. Od razu przewidywałam najgorsze.
- Spokojnie. - położyła dłoń na mojej klatce piersiowej i uśmiechnęła się. - Nic złego się nie dzieje. - niby się uspokoiłam, ale czując jej dłoń na swoim ciele, to tak jak czuć dotyk anioła.
 - Dzieje się to za szybko, ale nie potrafię tego zatrzymać. - powiedziała patrząc mi głęboko w oczy.
- Ja też nie. - odparłam, lekko przestraszona, lecz zaczynałam się uspakajać.
Znów zbliżyła się do mnie i poczułam smak jej ust. Były delikatne i miękkie. Na początku byłam lekko spięta. Kobieta zrzuciła ze mnie ręcznik, stałam naga. Opuszkami palców wędrowała po moich ramionach, następnie ujęła moją dłoń i pocałowała ją, patrząc mi w oczy. Serce waliło mi jak szalone, a jednocześnie czułam się maksymalnie odprężona. Melissa kontynowała zwiedzanie mojego ciała, dotknęla kciukiem moich warg i zsuwała rękę coraz niżej, po szyji i klatce piersiowej. Lekko musnęła moich piersi, nie zatrzymując dłoni i schodząc niżej do brzucha. Objęła moją talię po czym zrobiła kilka kroków i stanęła za mną. Zaczeła składać delikatne pocałunki na moich ramionach i łopatkach, zbliżając się do szyji i sprawiając, że poczułam coraz większe dreszcze. Jej dłonie cały czas spacerowały po mojej skórze, a ja oddawałam się im i nie chciałam, aby w żadnym wypadku ten dotyk ustąpił. Melissa znów stanęła na przeciwko mnie. Splotła swoje dłonie z moimi i pochyliła się nade mną, a ja lekko opadłam plecami na miękkie, ogromne łóżko. Czułam napięcie, które z każdą sekundą rosło. Stojąc na wprost mnie, jednym ruchem dłoni zsłunęła ramiączka koszuli nocnej, która delikatnie opadła na ziemię. Ujrzałam jej piękne, perfekcyjne ciało. Położyła się obok mnie i zaczęła składałać pocałunki na moim obojczyku i szyi. Ciepłe dreszcze przeszywały moje ciało.  Postanowiłam przejąć na chwilę dowodzenie i ciężarem swojego ciała zmusiłam ją do położenia się na plecach. Patrzyłyśmy sobie głęboko w oczy. Odgarnęłam włosy na bok i pochyliłam się nad jej ustami. Od pierwszego pocałunku pokochałam to uczucie. Spotkanie naszych ust było jak teleportacja do cudownej krainy. Czułam jej dłonie na swoich plecach i talii. Wszystko w niej było takie delikatne, perfekcyjne. Każdy dotyk był niczym muśnięcie piórkiem, powodujące dreszcz. Pod naciskiem kobiety, przeturlałyśmy się i teraz to ja leżałam na plecach, a czarnowłosa znów przejęła kontrolę. Musnęła delikatnie moich ust, po czym stopniowo obsypywała pocałunkami coraz niższa partie mojego ciała. Dotarła do dolnej części bielizny. Jęknęłam. Przyległyśmy do siebie całym ciałem, zatapiając się w otchłani magicznych pocałunków. Przechodziły mnie miłe dreszcze. Melissa znów zaczęła składać swoje pocałunki coraz to niżej na moim ciele, a ja wiłam się na łóżku. Wtopiłam dłonie w jej delikatne, czarne włosy, kiedy dotarła do mojej kobiecości i zwinnymi ruchami języka sprawiła, że poczułam jak rozpadam się na kawałeczki. Silny dreszcz opanował całe moje ciało, uniosłam biodra pod jego wpływem, wbijając paznokcie w łóżko. Wydałam z siebie stłumiony dźwięk. Melissa przerwała, pocałowała mnie delikatnie w wewnętrzną część uda i położyła się obok mnie. Odchyliłam głowę w jej stronę, kochałam zapach jej skóry, jej delikatnych jak aksamit włosów... Pocałowałam ją w czoło, starając się uspokoić oddech. Leżałyśmy tak chwilę, patrząc w sufit. Melissa wędrowała palcami po mojej klatce piersiowej, co budowało we mnie ponownie napięcie. Złapałam ję za nadgarstek i odepchnęłam lekko, po chwili już pochylałam się nad szyją kobiety. Poczułam na policzku jej przyspieszony oddech. Nie byłam do końca pewna moich kolejnych ruchów, ale starałam się powtórzyć to, w jaki sposób postępowała Melissa. Zaczęłam składać pocałunki od szyji schodząc w dół. Delektowałam się każdym fragmentem jej ciała. Pragnęłam doprowadzić Melissę do rozkoszy.


piątek, 27 maja 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 10







Otworzyłam oczy i poczułam ogromny ból głowy. Leżałam na czymś miękkim. Mrugnęłam kilka razy i ujrzałam przed sobą duże, uchylone okno. Poczułam powiew świeżego powietrza. Złapałam się za głowę.
- Cornelio. - usłyszałam głos, dobiegający z tyłu.
Próbowałam się podnieść, ale było mi dziwnie ciężko.
- Nie wstawaj! - Melissa podeszła do mnie. Miała spięte włosy. Nie był to dla mnie codzienny widok.
- Co się stało? - zapytałam z zachrypniętym głosem. Kobieta usiadła na brzegu kanapy, na której leżałam i pogładziła moje włosy.
- Straciłaś przytomność.
Przypomniałam sobie.
- W twojej szklance z lemoniadą był środek nasenny. Nie jesteśmy tu bezpieczne. Mam nadzieję, że jutro zjawi się Lilianna, a potem będziemy mogły jak najszybciej wracać. – dodała zmartwiona.
Kto chciałby nam zrobić krzywdę w tym świecie? Czy ktoś jeszcze wie o naszej obecności tutaj? I dlaczego miałby złe zamiary? Nic nie wiem i wydaje mi się, że Melissa nie chce mi tego powiedzieć, żebym nie panikowała. Postanowiłam zadać zatem najprostrze pytanie, na które najprawdopdobniej dostanę odpowiedź.
- Gdzie my jesteśmy?
- W hotelu. Kiedy zemdlałaś, nie mogłam nikogo prosić o pomoc, ponieważ w szpitalu musiałabym podać twoje dane.
- Jak się tu dostałyśmy?
- Przeteleportowałam nas.
Ah no tak, Melissa potrafi wszystko.
- Przyniosę ci wody. Nie ruszaj się stąd.
Kobieta zniknęła z mojego pola widzenia, a ja nie śmiałam nawet podnosić głowy.
Po chwili była już z powrotem i podała mi szklankę.
- Nie martw się, wrócimy jutro.
- Ciekawe co ja powiem w szkole, jeśli zapytają o moje nagłe zniknięcie. Mam nadzieję, że pomożesz mi to usprawiedliwić.
- Nie martw się o to.
- Wydaje mi się, że czuję się już trochę lepiej. - podniosłam się i usiadłam.
Dopiero teraz ogarnęłam spojrzeniem całe pomieszczenie. Miało jasne, kremowe ściany. Kiedy spojrzałam w prawo, ujrzałam ogromne łóżko z białą pościelą i wielkimi poduszkami.
Na przeciw niego były drzwi, prowadzące do prywatnej łazienki, czego dowiedziałam się od Melissy. W pokoju znajdowała się również nieduża, jasna szafa. Pomieszczenie było małe i przytulne.
- Zostajemy TUTAJ? - zapytałam, aby się upewnić.
- Oczywiście, a gdzie indziej?
- Jest pięknie. - powiedziałam i wstałam.
 Podeszłam do łóżka i przejechałam delikatnie dłonią po pościeli. Uśmiechnęłam się w duszy.
- Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz.
- Co takiego?
- Skoro każdy ma swojego bliźniaka... To co ze mną?
- Właśnie. Nie zdążyłam ci tego powiedzieć. Nikt nie wie dlaczego tak się stało i każdy sądzi, że jest to niemożliwe, nie mieć swojego odbicia. Jednak niewytłumaczalnie, tak jest. Jesteś jedna.
Nagle usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Obie wzdrygnęłyśmy się. Szybko wytarłam łzy.
- Proszę. - rzekła Melissa.
Drzwi otworzyły się, a moim oczom ukazała się kobieta w jasnobrązowym, cienkim płaszczu. Jej brązowe włosy były w nieładzie, a policzki miała zaczerwienione. Chyba biegła - pomyślałam. Miała brązowe oczy i długie rzęsy, usta o idealnym kształcie i mały nosek. Od razu wiedziałam kim jest, była tak bardzo podobna do mnie.
- Witaj, Lili. - Melissa wstała i przywitała kobietę. Ja pozostałam na miejscu, wpatrując się w nią. Po chwili podeszła do mnie, więc postanowiłam wstać. Uśmiechnęła się i bez słowa objęła mnie silnym uściskiem. Odwzajemniłam to. W jednej chwili wybaczyłam jej to, że mnie oddała. Poczułam coś niesamowitego.
- Zostawię was. - Melissa wyszła z pokoju, pozostawiając mnie samą z Lilianną, z moją prawdziwą mamą.
Trwałyśmy w uścisku przez jakąś chwilę, po czym puściłam ją. Ujęła moją twarz w dłoniach i ze łzami w oczach i uśmiechem na twarzy wpatrywała się we mnie.
- Jesteś taka piękna, Cornelio. Moja córeczka – znów obdarowała mnie uściskiem.
- Dlaczego dopiero teraz się o tym dowiaduję?
- Dopiero niedawno dołączyłaś do St. George. Wcześniej nie mogliśmy zmusić ludzi, którzy cię wychowywali, aby przepisali cię tam, nie mogłam nic zrobić... Melissa, zgodziła się przyprowadzić cię tutaj i będę jej za to dozgonnie wdzięczna. Oh, tak się cieszę, że cię widzę, Cornelio! - kobieta pogładziła delikatnie mój policzek. Łzy spływały jej po twarzy.
- To wszystko dzieje się tak szybko... Nie dociera do mnie ta cała sytuacja.
Czułam ciepło w sercu, kiedy stała obok.
- Co teraz będzie? - zapytałam.
- Musisz wrócić do szkoły. Ale Melissa obiecała, że jeśli tylko będziesz chciała mnie odwiedzać...
- Nie, mam na myśli co z tobą. Melissa powiedziała, że jesteś chora, dlatego tu jesteśmy.
- Tak...Cornelio, nic mi nie będzie, wyzdrowieję. – uśmiechnęła się lekko, poprzez łzy.
- Przywiozłyśmy dla ciebie jakieś zioła, czy to na pewno jest w stanie ci pomóc?
- Oczywiście. Magiczne sposoby nigdy nie zawodzą. Nie ma potrzeby do zmartwień.
- Chciałabym żeby to wszystko nigdy się nie wydarzyło, żebyś byłe ze mną w naszym świecie... Zbyt dużo komplikacji.
- Wiem, kochanie. To wszystko moja wina. Nigdy sobie tego nie wybaczę.
- Dlaczego mnie oddałaś?
- Jesteś czarownicą, musiałaś nauczyć się wykorzystywać swój dar. Tutaj nie miałabyś takiej możliwości, zaraz zleciałby się tłum i zrobiliby z ciebie widowisko cyrkowe. Chciałam cię chronić.
- Wszyscy chcą mnie chronić, a mimo to ciągle czuję się zagrożona. - palnęłam ze złości, a po chwili już żałowałam, że wypowiedziałam te słowa.
- Przepraszam, jestem zdenerwowana.
- Nic nie szkodzi, to zrozumiałe.
- Lubię to, że jestem czarownicą, lubię nasz świat, magię, ale chciałabym żyć z prawdziwą matką. Nie możesz wrócić?
- Melissa na pewno ci wszystko wytłumaczyła, nie mogę. Jest to kara, za moją młodzieńczą chrapkę na przygody.
- I jak ci się żyje, nie używając magii?
- Używam magii! - zaśmiała się. - Nigdy bym z niej nie zrezygnowała. Jestem jednak bardzo ostrożna. Nie wychodzę na ulicę i nie krzyczę zaklęcia. - znów uśmiechnęła się. - Czasami używam jej w domu, aby ułatwić sobie gotowanie, czy inne czynności w życiu codziennym. Do niczego innego nie jest mi potrzebna. Uciekłam będąc trochę starsza od ciebie, więc zdarzyło mi się tylko kilka razy walczyć używając magii.
- Mnie nie zdarzyło się to nigdy, prócz treningów.
- I dobrze. Nie powinno być ci do tego spieszno. W lesie napotkałam Obce Skrzaty z łukami, którzy jeszcze kiedyś strzegli Wielkiego Lustra. Ledwo uszłam z życiem! - z jej twarzy mimo wszystko nie znikał uśmiech.
- Czasami wolałabym być normalna.
- A ja czasami wolałabym nie musieć ukrywać, kim naprawdę jestem. Nigdy nie będziemy do końca zadowoleni ze swojego położenia. Musimy się przyzwyczajać.
- Będę cię odwiedzać, kiedy tylko będę mogła! - poczułam silną więź z tą kobietą. Nie chciałam wracać do mojego świata. - Chętnie bym tu została.
- Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz mnie odwiedzać. Kiedyś będziesz mogła zostać tu na stałę, ale pamiętaj, że kiedy przez dłuższy czas się tu zadomowisz, będzie ci trudniej wyczarować Lustro powrotne. Musisz dużo ćwiczyć, aby osiągnąć wysoki poziom magii.
- Jesteś bardzo mądra, wiele wiesz na ten temat, a przecież tak dużo czasu minęło...
- Taissa jest pośrednikiem między światami. Jest także moją przyjaciółką i pomagała mi w doinformowaniu się na temat tego wszystkiego. Kiedy uciekłam, nie wiedziałam prawie nic. Jedyną rzeczą jakiej byłam pewna, to to, że Lustro znajduje się w lesie. Znałam potrzebne zaklęcie, które znalazłam w jakiejś starej księdze i uciekłam, chcąc dowiedzieć się, co jest po drugiej stronie.
Chwilę milczałam, przyswajając informację, po czym zapytałam:
- Czym się tu zajmujesz?
- Mam swoją firmę. Pomagam artystom, muzykom, pisarzom wypromować się.
- Nie powiem, że rozumiem, bo jestem z innego świata. - zaśmiałam się.

Bardzo miło rozmawiało mi się z nią. Dogadywałyśmy się, śmiałyśmy. Kiedy Melissa wróciła, i uświadomiła nas o późnej porze, Lilianna obiecała, że rano przyjdzie się ze mną porzegnać, tymczasem wzięła torbę z przygotowanymi lekarstwami i musiała wracać do domu. Chciała mnie ze sobą zabrać, by pokazać gdzie mieszka, ale stwierdziłyśmy, że następnym razem. Po tym dniu tkwiło we mnie tak dużo emocji, że potrzebowałam znaleźć jakiś sposób na stłumienie ich. 

wtorek, 24 maja 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 9



- Stop! Zapomniałam, że nie możemy chodzić po mieście tak ubrane. - rzekła Melissa i jednym ruchem ręki zamieniła nasze stare ubrania na to, w czym chodzili ludzie z tego świata. Nie wierzyłam własnym oczom.
- Wyglądasz świetnie! - krzyknęłam, kiedy zobaczyłam ją w spodniach przylegających do nóg, czarnej koszulce i koszuli w kratę. Byłam pod wrażeniem. Ja natomiast miałam na sobie podobne spodnie, jednak w nieco ciemniejszym odcieniu i bordową bluzkę z krótkim rękawem. Nie mogłam uwierzyć, że mamy na sobie te ubrania. Poczułam się dobrze w tym wydaniu. Ruszyłyśmy wzdłuż ulicy, mijając ludzi, do których uśmiechałam się, podziwiając ich wygląd. Różnili się od nas jedynie strojami i tym, że wszyscy się gdzieś spieszyli. Po ulicy jeździły nowoczesne pojazdy. Kiedy przechodziłyśmy na drugą stronę, Melissa złapała mnie za rękę pod pretekstem
- Jeżdżą z prędkością światła, lepiej uważać.
Cały czas się uśmiechałam i podziwiałam wszystko dookoła. Oprócz wysokich budynków ze szkła, znajdowały się tam również stare budowle, które można było utożsamić z naszym światem.
- Który raz już tutaj jesteś? - zapytała, gdyż zauważyłam, że Melissa dokładnie wie, gdzie iść.
- Nie liczę tego. Ale zawsze kiedy trzeba, zjawiam się. Nie przychodzę tu dla rozrywki. - odparła.
- Czy inni nauczyciele z naszej szkoły też tu przychodzą?
- Nie wydaje mi się. Jedynie Margaret jest równie silną czarownicą, aby udać się samotną podróż do tego miejsca.
- Dlaczego tylko niektórzy mogą tu przyjść? - kontynuowałam pytania, będąc coraz bardziej ciekawa.
- Każdy może. Ale nie każdy będzie w stanie się zamaskować, a co gorsza wrócić. Otóż, widziałaś, że po tej stronie nie ma normalnego przejścia do naszego świata. Trzeba samemu wyczarować portal, a nie każdy ma do tego wystarczająco duże doświadczenie.
- Rozumiem. - odparłam, spoglądając na nią bokiem, po czym odwróciłam wzrok i kontynuowałam podziwianie.
Szłyśmy w ciszy, chociaż nie dosłownie, gdyż gwar i szum miejski zagłuszał nawet moje myśli. Czułam jednak, jakbym już kiedyś tutaj była. Nie zdziwiło mnie to, gdyż znajdowałyśmy się w tym samym mieście, jednak kilkaset lat później.
Pomyślałam, że skoro nikt nas tutaj nie zna...
Zbliżyłam swoją dłoń do dłoni Melissy i musnęłam ją lekko palcem, po czym pewnie chwyciłam. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się troskliwie. Przeszedł mnie dreszcz i ulga. Poczułam jej silny uścisk.Ucieszyło mnie to.
- Za chwilę wejdziemy do miejsca, gdzie spotkam się z Taissą. Trzymaj się blisko mnie.- rzekła Melissa i przyspieszyła, ciągnąc mnie za sobą. Znalazłyśmy się przed budynkiem z czerwonej cegły. Drzwi przypominały te, które prowadziły do wnętrza drzewa z Wielkim Lustrem. Weszłyśmy do środka. Było tam mnóstwo ludzi w eleganckich strojach z teczkami w rękach. Przeciskali się między sobą i spieszyli do różnych pomieszczeń. Ruszyłyśmy w stronę krętych schodów z błyszczącą, złotą poręczą. O dziwo wnętrze budynku nie różniło się prawie niczym od tych z naszych czasów. Sufit ozdobiony był malowidłami z XVIII wieku, a na samym środku wisiał piękny, duży żyrandol.
- Posłuchaj, nie chcę zostawiać cię samej, kiedy wejdę do gabinetu Taissy, ale nie wiem czy mogę zabrać cię ze sobą. Zatem jeśli zostaniesz, poczekasz na mnie przed drzwiami i nigdzie nie odchodź, Pamiętaj także, żeby pod żadnym pozorem nie używać magii. Choćby się waliło i paliło. Jesteś teraz zwykłym człowiekiem z XXI wieku i nikt nie może dowiedzieć się o twojej prawdziwej tożsamości. - Melissa zatrzymała się na chwilę, aby mi to powiedzieć. Pokiwałam głową i poszłyśmy dalej, wzdłuż wąskiego korytarza.
- To tutaj. - wskazała dłonią drzwi. - Jeśli zgodzą się, żebyś była tam ze mną, za kilkanaście sekund wyjdę po ciebie.
- Dobrze. - w oczach Melissy widać było powagę i surowość, która w ostatnich dniach nie przejawiała się zbyt często.
Kiedy zniknęła za drzwiami, oparłam się o ścianę i wpatrywałam w klamkę, z nadzieją, że za chwilę poruszy się i kobieta pozwoli mi wejść do środka. Byłam ciekawa, czy naprawdę Taissa, z którą miała się spotkać jest jej bliźniaczką. I bałam się stać tam sama. Liczyłam sekundy, kiedy dotarłam do dziewiętnastu, drzwi otworzyły się. Ujrzałam kobietę w każdym calu wyglądającą jak Melissa. Była ubrana w czarny garnitur i białą koszulę rozpiętą pod szyją.
Wytrzeszczyłam oczy i wydałam z siebie dziwny dźwięk oznaczający, że jestem w niemałym szoku. Kobieta uśmiechnęła się i pozwoliła mi wejść do środka. Ujrzałam siedzącą przy biurku na krześle Melissę. Obok było jedno wolne miejsce, gdzie kazano mi spocząć, natomiast na przeciwko nas usiadła Taissa.
- Jesteście identyczne! - patrzyłam raz na jedną, raz na drugą. Nie wiedziałam jak mam się zachować, zaczynąłam świrować. Będąc z Melissą towarzyszyły mi uczucia nie do opisania, a będąc z dwiema?!
- To jest właśnie Cornelia. - nauczycielka przedstawiła mnie swojej "kopii".
- Miło cię poznać, Cornelio. - kobieta uśmiechnęła się. Gdybym nie siedziała, na pewno bym teraz upadła.
Odwzajemniłam uśmiech. Melissa podała jej papiery, które wyjęła z torby. Rozmawiały o kimś, kogo imienia nie wypowiadały.
- Dziękuję, że się zgodziłaś. Lilianna będzie ci wdzięczna. - odparła Taissa.
Kiedy zaczęły pogrążać się w rozmowie i zbaczać z głównego tematu, pytając "co tam słychać u ciebie", poczułam się niewiedzialna i przestałam je słuchać. Rozglądałam się dookoła. Przy ścianie po mojej lewej stronie stała biblioteczka rozciągająca się na całą jej szerokość, wypełniona książkami po brzegi. Po prawej stronie wisiały krążki w złotych i srebrnych kolorach.
- Chyba już wszystko omówiłyśmy. - Taissa spojrzała na mnie. - Dziewczyna chyba jest znudzona naszymi plotkami. Oprowadź ją po mieście, jeśli macie jeszcze trochę czasu. - uśmiechnęła się. Robiła to znacznie częściej niż Melissa, chociaż w ostatnim czasie i ona robiła duże postępy.
- To bardzo dziwne, że Lilianny nie ma w mieście właśnie dziś.
- Jest na badaniach, powinna wrócić najpóźniej jutro.
- Dziękuję ci za wszystko. Pójdziemy już. - Melissa objęła swoją bliźniaczkę. Kiedy stały obok siebie, coś dziwnego przeszywało mój żołądek, skręcając go we wszystkie strony, przy czym czułam się bardzo nieswojo. I pomyśleć, że ja też mam tutaj swoją bliźniaczkę, a może nawet spotkamy ją, przemierzając ulicę Amsterdamu?
Pożegnałyśmy się i po chwili znowu stałyśmy przed budynkiem z czerwonej cegły. Odetchnęłam głęboko i spojrzałam na kobietę.
- Chodźmy. - złapała mnie za rękę i ruszyłyśmy wzdłuż ulicy.

***

Siedziałyśmy przy stoliku w ogródku restauracyjnym na starym rynku w Amsterdamie. Wyglądał prawie tak, jak u nas. Słońce pięknie oświetlało miasto, nie mogłam przestać podziwiać tego, co widziałam. Melissa zamówiła nam lemoniady z lodem. Po chwili zrobiła poważną minę.
- Musisz wiedzieć, że istnieje możliwość, że nie uda się uratować twojej mamy.
- Nie mówmy o tym. Chcę póki co nacieszyć się tą stroną Amsterdamu. Możemy przez jakiś czas nie dołować się żadnymi negatywnymi sprawami?
- Jasne, jak sobie życzysz.
Uśmiechnęłam się, a Melissa odwajemniła gest. Wzięłam łyk orzeźwiającej lemoniady i rozejrzałam się dookoła podziwiając wszystko co mnie otaczało. Brakowało mi słów aby opisać różnicę między tym, a naszym światem. Wydawało mi się, że było tu nawet lepiej.
- Myślę, że dzisiaj już nie zobaczymy się z Lili. Musimy zostać na noc, Taissa zarezerwowała nam hotel.
- Brzmi świetnie.

Nagle przed oczami pojawiły mi się czarne plamy, a po chwili nie słyszałam i nie widziałam już nic. 

niedziela, 22 maja 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 8




Zostały jeszcze dwie lekcje, po czym miałam koniec zajęć na dziś. Nie mogłam przestać myśleć o tym, co mi powiedziała Melissa. Nie chciałam jej zawieźć. Byłam również ciekawa jaką sprawę ma do załatwienia no i najważniejsze – marzyłam o podróży na drugą stronę. Miałam jednak cień wątpliwości, który przewijał się gdzieś w moich myślach.
Nie chciałam mówić o tym moim przyjaciółkom, zatem starałam się nie być zamyślona w ich towarzystwie, bo od razu by to zauważyły i wypytywały.
- Jakie macie plany na popołudnie? - zapytała Kate.
- Cornelia na pewno spotyka się z panią ciemności. - Camile wzięła mnie pod rękę i uśmiechnęła się.
- Otóż mylisz się. Nie mam żadnych planów. - właściwie to chciałam spotkać się z Melissą, ale nie wiedząc dlaczego, skłamałam.
- Eleonora zgodziła się zabrać nas wieczorem do miasta. W barze Braci Dorxof będzie wieczór talentów. - powiedziała Kate.
- Naprawdę? To świetnie! Wybierzmy się! - ucieszyła się Camile. - Cornelio, pójdziesz, prawda? - spojrzała na mnie, zauważając, że nie jestem zbytnio podekscytowana tym faktem.
- Hmm... może być ciekawie.
- Świetnie! Zatem chodźmy wybrać jakieś piękne stroje na ten wieczór! - Camile wzięła nas obie pod rękę i pociągnęła za sobą w stronę akademika.
Znów musiałam udawać. Czy teraz tak będzie wyglądać moje życie w szkole St. George? Opierające się na ciągłych kłamstwach? Będąc na lekcjach, muszę przybierać postać pilnej uczennicy, która wcale nie czuje nic do najmroczniejszej wydawałoby się nauczycielki w szkole. Będąc z przyjaciółkami, muszę udawać, że bawią mnie ich wieczorki talentów, gra w karty, strojenie się w piękne sukienki i inne żarciki. A gdzie w tym wszystkim miejsce dla mnie, prawdziwej Cornelii McCarthy? Dziewczyny, która kocha pokazywać na co ją naprawdę stać, wyrażać swoją opinię. Nienawidzi się stroić, plotkować i uczestniczyć w grach dla dziewcząt. A przede wszystkim dziewczyny zakochanej w najpotężniejszej czarownicy, z jaką kiedykolwiek przyszło jej mieć do czynienia.
Nasz pokój wyglądał, jak po tornadzie. Wszędzie walały się sukienki, pończochy i buty. Camile i Kate przymierzały swoje wszystkie sukienki, wymieniały się nimi i sprawdzały, w której wyglądają najlepiej. Wiedziały, że na wieczorze talentów będzie mnóstwo przystojnych chłopców i to dla nich się tak stroiły. Ja ubrałam zwykłą, bordową sukienkę z krótkim rękawem, bez gorsetu. Nie uczestniczyłam w ich pokazie mody, który sobie zaprezentowały, zmieniając co chwila stroje.
- Jesteś jakaś nieobecna, Cornelio. - stwierdziła Camile.
Byłam już lekko poddenerwowana całą tą sytuacją, zatem postanowiłam nie tłumić dłużej w sobie tego, co myślę.
- Nie lubię wychodzić w takie miejsca. To okazja dla tych wszystkich pijanych napaleńców, aby gapili się na nas i na nasze wystające z gorsetów piersi. Dlatego ubrałam się tak, jak widzicie. Nie mam ochoty stroić się dla kogoś. Wolę czuć się komfortowo. Nie lubię kłamać i trzymać tajemnic, których nie mogę wyjawić. Codziennie udaję. Chcę móc wreszcie być sobą. - w oczach zebrały mi się łzy.
- Cornie... co chcesz przez to powiedzieć? - zmartwiła się Kate.
- Chcesz odejść z St. George? - Camile zasłoniła ręką usta.
-  Nie, skądże! Ale nie chcę robić tego co wszyscy i udawać, że mnie to bawi, skoro tak nie jest.
- Jeśli nie chcesz, nie idź z nami. Zrób to, na co masz ochotę. - powiedziała złotowłosa.
- Ona ma rację. - dodała Camile.
- Wybaczcie mi. - objęłam je razem.

Postanowiłam pójść do Melissy i spędzić z nią resztę wieczoru, omawiając szczegóły podróży. Nie mogłabym przegapić okazji spędzenia z nią czasu bez ukrywania się. Cieszyłam się również, że zobaczę świat po drugiej stronie lustra, gdyż w taką podróż mogli wybierać się tylko bardzo dobrzy magowie i nie wiadomo czy kiedykolwiek byłoby mi to dane.
Zapukałam i nie czekając na odzew, wieszłam do środka. Melissa siedziała przy stoliku i zapisywała coś na kartkach. Spojrzała na mnie, lecz pewnie wyczytała w myślach i wiedziała, że przyjdę.
- Witaj Cornelio. Usiądź. - wskazała krzesło obok.
- Przyjdź do mnie dziś w nocy kiedy zgasną światła. Przygotuj się odpowiednio na podróż, będziemy musiały pojechać konno, zatem załóż bryczesy, żadnych sukni. Musi ci być wygodnie.
- Dobrze. Mam coś ze sobą zabrać?
- Nie.
- Skąd weźmiesz konia?
- W pobliżu jest gospoda, właściciel przechowuje tam moją klacz w zamian za moją magiczną pomoc.
- W takim razie do zobaczenia po zmroku. - wstałam z krzesła i ruszyłam w stronę wyjścia.
- Przecież twoje przyjaciółki wychodzą z Eleonorą. Co będziesz robić sama? - Melissa dała mi wyraźnie do zrozumienia, że chce, abym została. Zatem zostałam.
- Co tam piszesz? - znów usiadłam na krześle i rozluźniłam się.
- Muszę to zanieść do znajomej po drugiej stronie lustra. Różne mieszanki kwiatów lub innych roślin, które ułatwią jej życie - odparła.
- Czyli oni wiedzą o istnieniu naszego świata? - zdziwiłam się.
- Oczywiście, że nie. Tylko nieliczni. Kobieta, o której mówię jest mną po tamtej stronie.
- Czyli każdy ma swój... odpowiednik? - otworzyłam szerzej oczy. - To znaczy, że idąc ulicą mogę natrafić tam na... swoją bliźniaczkę?
- Dokładnie.
- To niesamowite! Zawsze chciałam mieć siostrę bliźniaczkę.
Melissa nie odpowiedziała.
Zaczęłam zastanawiać się jak jest w tamtym świecie i marzyć o możliwości podróżowania w tę i spowrotem, kiedy tylko ma się na to ochotę.
Melissa skończyła pisać i zapakowała kartki do skórzanej, podróżniczej torby. Podeszła do mnie i pocałowała mnie w czoło. Zrobiło mi się cieplej.
- Naprawdę cieszę się, że się zgodziłaś. - powiedziała.

***

Siedziałam na łóżku, ubrana w bryczesy i bawełnianą koszulę do jazdy. Dziewczyny już dawno spały. Wymknęłam się po cichu z pokoju, niczym zjawa i na paluszkach ruszyłam w stronę pokoju Melissy. Nie pukałam, aby nie robić hałasu. Weszłam do środka i ujrzałam jedynie świeczkę palącą się na szafce nocnej obok łóżka, na którym leżała kobieta. Uśmiechnęła się na mój widok. Wskazała dłonią, abym położyła się obok niej. Serce zaczęło mi bić szybciej. Leżałam płasko, wpatrując się przed siebie.
- Dobranoc. - powiedziała Melissa, po czym zdmuchnęła płomyk świecy.
W pokoju zapadły egipskie ciemności. Obróciła się w moją stronę i zamknęła oczy.
O świcie obudził mnie hałas, czegoś co uderzyło o podłogę.
- Przepraszam. Zahaczyłam o krzesło i runęło na ziemię. - Melissa spojrzała na mnie nie wiedząc, czy się uśmiechnąć, czy nie. - Mam nadzieję, że się wyspałaś.
- Nic nie szkodzi. Tak, wyspałam się. - odparłam i wstałam z łóżka. Spałyśmy w tym, w czym miałyśmy wyruszyć w podróż, żeby zaoszczędzić czasu, zatem byłam już gotowa. 
- Jesteś głodna? Mam trochę pieczywa i owoce, resztę schowałam do torby na podróż.
Podeszłam do stolika, na którym położyła jedzenie.
- A ty? - zapytałam.
- Zjadłam, jak jeszcze spałaś.
Kiedy stwierdziłyśmy, że jesteśmy gotowe, wymknęłyśmy się po cichu jakimś tylnym wyjściem, o którego istnieniu nie miałam dotąd pojęcia. Znalazłyśmy się przy polnej drodze, która prowadziła do gospody. Szybko ruszyłyśmy w tamtą stronę. Dotarłszy na miejsce, Melissa osiodłała konia, przywiązała do siodła torbę i wyprowadziła go ze stajni.
- Wsiądę pierwsza i podam ci rękę.
Włożyła nogę w strzemię i wskoczyła na grzbiet zwierzęcia.
- Teraz twoja kolej.
Chwyciłam ją z całej siły, odbiłam się od płotu, który stał za mną i wskoczyłam.
- Świetnie. Teraz trzymaj się mocno. - złapała moje dłonie i owinęła je wokół swojej talii.
Przełknęłam ślinę.
Melissa uderzyła piętą w bok konia, po czym zwierzę ruszyło. Najpierw powoli, potem coraz szybciej, aż w końcu pędziłyśmy galopem. Obrazy wokół mnie przewijały się niczym taśma. Trzymałam się mocno. Wydawało mi się, że czuje, jak moje serce szaleje z przerażenia i podekscytowania jednocześnie. Jechałyśmy tak długo, że w końcu przyzwyczaiłam się do prędkości. Nagle kobieta krzyknęła.
- Uwaga! Teraz choćby nie wiem co, nie puszczaj. - ściągnęła wodzę i pochyliła się lekko. Po chwili czułam jak zwierze odrywa swoje kopyta od ziemi i przeskakuje nad ogromnym dołem. Zamknęłam oczy. Czułam jak lecimy, a wiatr rozwiewa mi włosy we wszystkie strony. Melissa miała pelerynę z kapturem, który spadł jej podczas skoku. Uśmiechnęłam się, gdy było już po wszystkim. Zatrzymała konia.
- Żyjesz? - obróciła głowę w moją stronę.
- Jeszcze tak. - odparłam, zakładając jej spowrotem kaptur na głowę.
- Chcesz, żebyśmy zrobiły sobie przerwę? W prawdzie to już niedaleko, ale jeśli jesteś głodna, spragniona, lub po prostu chcesz odpocząć...
- Nie, nie. Jedźmy dalej. - przerwałam jej. Chciałam wreszcie dotrzeć do Wielkiego Lustra.
- Dobrze.
Zacisnęłam ręcę na jej talii i ruszyłyśmy.
Po kilku minutach szybkiego galopu byłyśmy już na miejscu. Moim oczom ukazało się ogromne drzewo. Aby je objąć z pewnością potrzeba by kilkunastu osób. Nie widziałam jednak żadnego lustra, ani nic co mogło by nim być. Na prośbę Melissy zeszkoczyłam z konia, po czym zrobiła to ona. Odwiązała torbę i wyjęła z niej mały pojemnik z wodą, po czym podała mi go.
- Dziękuję.
- Odpoczniemy tylko chwilę.
Zjadłyśmy trochę chleba i jabłko na pół.
- Chodźmy. - podała mi dłoń, abym mogła wstać. Przerzuciła torbę w pasie i ruszyła w stronę drzewa.
- Lutrixonium! - krzyknęła, a w pniu drzewa pojawiły się drzwi.
Weszłyśmy do środka. Wnętrze drzewa wyglądało dokładnie tak, jak można by sobie to wyobrażać. Nic nadzwyczajnego, prócz jednego... na samym środku błyszczało wielkie lustro. Musiałam zmrużyć oczy, w obawie, że mnie oślepi.
- Jesteśmy. - powiedziała Melissa. - Nie mamy czasu na rozglądanie się dookoła. - usłyszałam lekko surowszy ton jej głosu, kiedy spojrzała na mnie. - Podejdź. - stanęłyśmy metr przed lustrem. Nie patrzyłam się przed siebie, gdyż blask był zbyt silny.
- Możesz poczuć napierającą na ciebie siłę, kiedy już przekroczymy jego próg. Zachowaj spokój, po kilku sekundach będzie po wszystkim. Jeśli się boisz, złap mnie za rękę.
- Dobrze. - odparłam, zgadzając się i chwyciłam ją mocno.
Zamknęłam oczy. Zrobiłyśmy krok w przód i tak jak mówiła, poczułam siłę, która napierała na mnie z tyłu. Leciałam w pustą przestrzeń. Po chwili było już po wszystkim.
- Aż tak strasznie?
Otworzyłam oczy i widziałam jak uśmiecha się. Patrzyłam lekko wstrząśnięta tym, co się wydarzyło.
- To nie jest śmieszne. - powiedziałam, jednak po chwili nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Melissa poszła w moje ślady.  Stałyśmy na polu, otoczonym pagórkami i wyłyśmy ze śmiechu. Kiedy napad głupawki minął, ruszyłyśmy. Zza górki zaczęły wyrastać nowoczesne budynki, których dotąd nigdy w życiu nie widziałam. Słyszałam szum i gwar. Znalazłyśmy się w samym centrum nowoczesnego Amsterdamu. 

wtorek, 17 maja 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 7



Siedziałyśmy na ławce podczas długiej przerwy, słońce mocno ogrzewało nasze plecy. Nienawidziłam tego, że musiałam mieć na sobie tyle warstw, jakby sama sukienka nie wystarczyła. Rozmawiałyśmy o niczym ważnym. Melissa nagle spojrzała na mnie z poważną miną.
- Słuchaj, jest coś, co musimy załatwić. – powiedziała nieco zciszonym tonem głosu.
- Co takiego? – zapytałam zdziwiona i ciekawa.
- Wczoraj Margaret poinformowała mnie o tym, gdy wpadłyśmy na siebie na korytarzu. To tyczy się twojej biologicznej matki.
Byłam totalnie zaskoczona jej słowami. Jednak po chwili odpowiedziałam
- Od dzieciństwa mieszkam w ośrodku z ludźmi, którzy mnie przygarnęli, gdy ona porzuciła mnie zaraz po urodzeniu. Zadbali o mnie i wychowali jak własną córkę. Nie uznaję nikogo innego za swoją matkę.
- Nie znasz całej historii. To nie wyglądało wcale tak jak ci się wydaje. – rzekła Melissa kładąc swoją dłoń na mojej. Poczułam jej chłodną i delikatną skórę.
- Zawsze wszystko jest „nie tak jak mi się wydaje”, to proszę oświeć mnie, chociaż nie wiem, czy chcę słuchać o tej kobiecie. Dla mnie jest tchórzem i kompletnie bez uczuciową osobą. Jak do cholery można porzucić swoje dziecko, podłożyć je komuś w koszyku, ledwo po urodzeniu, zmarznięte i narażone na niebezpieczeństwo ze strony magicznych stworzeń!!! – wykrzyczałam te słowa, całe życie byłam wściekła na to, co mnie spotkało, że nie dane mi było żyć w normalnej rodzinie.
Nagle usłyszałam dźwięk ogłaszający koniec przerwy. Musiałyśmy wrócić do szkoły na zajęcia.
- Dziękuję za podniesienie mi ciśnienia, Panno Melisso. – powiedziałam unosząc wzrok, po czym odeszłam w stronę bramy.
- Cornelio, zatrzymaj się! Musisz poznać całą prawdę, nie mamy czasu na... – przerwała, gdy zobaczyła idące w moją stronę Camile i Kate. Obie złapały mnie pod rękę i razem weszłyśmy do szkoły.
- Uważajcie, żeby was nikt nie przyłapał! – Kate szepnęła mi do ucha.
Zdecydowałam nie odpowiadać, tylko lekko uniosłam kąciki ust. Puściłyśmy swoje ramiona, wchodząc po schodach. W drodze na wieżę, gdzie miałyśmy mieć dziś zielarstwo, dziewczyny przypomniały sobie, że nie wzięły podręczników. Wróciły się zatem, a ja wspinałąm się coraz wyżej. Patrząc pod nogi, nagle uderzyłam głową w coś miękkiego. Nie zdążyłam podnieść wzroku, aby chociażby przeprosić osobę, z którą się zderzyłam. Poczułam mrowienie, silny wiatr i szum. To wszystko jednak trwało tylko kilka sekund. Po chwili pojawiłam się w pokoju Melissy, stojąc obok niej.
- Coś ty....- nie zdążyłam dokończyć zdania, kobieta zatkała mi usta dłonią.
- Nie próbuj krzyczeć! Powinnyśmy obie być na zajęciach. Nikt nie może się dowiedzieć, że cię tu ściągnęłam.
- Co jest tak pilnego, że porywasz mnie z lekcji?! – odpechnęłam jej dłoń z mojej twarzy i odsunęłam się.
Melissa patrzyła na mnie w ciszy.
- No co jest? – dopytywałam podirytowana.
- Twoja biologiczna matka żyje w Amsterdamie po drugiej stronie lustra. – chciałam jej przerwać, ale podeszła do mnie, objęła mnie i położyła palec na moich ustach. Ruszyłyśmy w stronę łóżka i usiadłyśmy na brzegu. Melissa kontynuowała.
- Kiedy była trochę starsza od ciebie, skończyła już naukę w St. George, bardzo pragnęła odbyc podróż na drugą stronę. Sądziła, że jest w stanie sobie z tym poradzić, skoro jest absolwentką, ma dużą wiedzę ponadprogramową i zna odpowiednie zaklęcia, które ułatwią jej tą podróż. Owszem, wszystko poszło tak jak zaplanowała. Dostała się na drugą stronę. Potrafiła również wyczarować portal powrotny. Lecz kiedy chciałą go użyć, nie mogła przez niego przejść. Nie wiedziała dlaczego, nie potrafiła się również skontaktować z nikim ze swojego świata. Panna Margaret była pewna, że Lili uciekła właśnie tam. – gdy Melissa wypowiedziała to imię, poczułam dziwny skórcz w żółądku.
- Znalazła ją, płaczącą na polanie po drugiej stronie. Jeszcze wtedy nie można było od tak odbyć sobie podróży, jeśli tylko znało się zaklęcia. Potrzebna na to była zgoda wykwalifikowanego maga, którego pozycja jest o wiele wyższa niż pozycja dyrekcji naszej szkoły. Mało kto otrzymywał pozwolenie. Lili nie mogła zatem powrócić, już nigdy, takie były zasady i musiała ponieść karę. Nikt jednak nie wiedział, że Lili była wtedy w ciąży. Ona sama również nie wiedziała. – Melissa ujęła moją dłoń i patrzyła mi w oczy. Nie byłam w stanie nic powiedzieć.
- Urodziłaś się po drugiej stronie. Lili nie chciała jednak odebrać ci możliwości szkolenia magii, którą posiadasz. Po kilku miesiącach przebywania w tamtym Amsterdamie, Lili nauczyła się już kontaktować z naszym światem. Istnieje tam pewna instytucja, pośrednictwo między światami. Poinformowała Margret, aby przybyła po ciebie i oddała w ręce dobrych ludzi. Aby wychowali cię i abyś mogła studiować magię.  Uwierz mi, to była najtrudniejsza decyzja jaką musiała podjąć. Ale zrobiła to dla twojego...
- Dobra, wiem. Wszyscy tak mówią. – odezwałam się, odsuwając swoją dłoń. – Co może być większym dobrem od tego, aby dziecko wychowała jego własna matka? Nie miałam dzieciństwa takiego jak każdy. Mieszkałam w ośrodku wraz z innymi porzuconymi dziećmi, sierotami. Nasze opiekunki to naprawdę wspaniałe i ciepłe osoby i jestem im wdzięczna za to, że mnie wychowały, jednak musisz zrozumieć, że ja nie jestem wstanie pojąć decyzji jaką podjęła moja matka.
- Rozumiem cię, Cornelio. Potrzebujesz czasu, to również zrozumiałe. Niestety nie mamy czasu. Lili jest chora, a w tamtym świecie nie wynaleziono jeszcze lekarstw na to co jej dolega. My jednak już dawno odkryliśmy, które zioła i jakie mieszanki są w stanie wyleczyć wiele chorób, na które cierpią tamci ludzie. Margaret wyznaczyła mnie do tego zadania, abym przetransportowała lekarstwo dla twojej matki. Nie mamy pewności, że uda się ją wyleczyć, zatem to może być twoja jedyna i ostatnia szansa, aby ją poznać...
- Żartujesz sobie, po tym wszystkim co się właśnie dowiedziałam, mam jechać, aby poznać kobietę, która mnie porzuciła, bo jest umierająca?
- Ona cię nie porzuciła Cornelio! – Melissa krzyknęła, odsuwając się ode mnie.
- A gdzie jest mój ojciec? – zapytałam, kompletnie zdziwiając tym Melissę.
- Lili nie powiedziała, kto nim jest. Może tobie przekazałaby tą informację.
- Dlaczego dopiero teraz, kiedy ona jest w potrzebie, dlaczego wcześniej nie chciała mnie zobaczyć?!
- Oczywiście, że chciała! Ale nie było nikogo, kto byłby w stanie zabrać cię w tę podróż. Nikt nie mógł też z dnia na dzień przyjść do ciebie i powiedzieć to wszystko, czego właśnie się dowiedziałaś. Twoje opiekunki nie zapisały cię do St. George dlatego, że chciały cię „chronić”, sama nie wiem przed czym. Wysłaliśmy im nakaz przeniesienia cię tutaj.
- Czyli to wszystko było dokładnie zaplanowane...  – w mojej głowie myśli toczyły ogromną walkę. – Zbliżyłaś się do mnie tylko dlatego, abym uwierzyła ci i zdecydowała się odwiedzić matkę.
- Ależ o czym ty mówisz, Cornelio! Oczywiście, że nie! – Melissa znów zbliżyła się do mnie i ujęła moją twarz w dłoniach. Spojrzałam w jej oczy, były zaszklone.
- Nasza relacja nie ma z tym nic wspólnego.
Uwierzyłam jej. Nie mogła kłamać, widziałam to w jej oczach, mówiły prawdę. Chwyciłam jej dłoń, dotykającą mojego policzka i pocałowałam.

- Zgadzam się. Wyruszę z tobą. – nie byłam pewna, jednak zdecydowałam się. - Dlaczego tak cholernie zależy ci na tym, abym się z nią spotkała?
- Wiem jak to jest dorastać bez matki. Moja zmarła na to samo, kiedy byłam malutka. Nie pamiętam jej. Chciałam, abyś miała możliwość spojrzenia w jej oczy choćby ten jeden, ostatni raz. Mam jednak nadzieję, że uda nam się ją uratować. Panna Greentea i Margaret wykonały najsilniejsze mieszanki ziół.
Wyruszam jutro o
świcie. I proszę, nie dziel się tą informacją ze swoimi przyjaciółkami. Uczennice St. George nie powinny o tym wiedzieć.

piątek, 13 maja 2016

Po drugiej stronie lustra - Część 6




- To, jak zachowała się Panna Melissa, świadczy tylko i wyłącznie o jej prawidłowym podejściu do roli nauczycielki i nie ma nic wspólnego z wami. - pocieszyła mnie Camile, kiedy opowiedziałam im o swoich wątpliwościach. Zaczełam martwić się, że to był wieczór niczym piękny sen, lub scena z romansidła.
- Mam nadzieję. - odparłam z nijaką miną.
- Opowiedz coś więcej o tym wieczorze! - powiedziała podekscytowana Kate. Doszła już do siebie, dzięki mocy Melissy, która ją uzdrowiła zwykłym dotykiem. Poprawka - niezwykłym.
- No dobrze. - uśmiechnęłam się półgłębkiem.
Kate położyła się na brzuchu na swoim łóżku, opierając głowę na rękach i wpatrując się we mnie, niczym w obraz. Ja siedziałam na swoim łóżku po turecku. Zaczęłam opowiadać, a dziewczyna wsłuchiwała się, jak w romantyczną opowieść. Uwielbiała takie historie.
- Nie mogę uwierzyć, że ją pocałowałaś! - rozmarzona złotowłosa, obróciła się na plecy.
- Ja też. - odparłam, uśmiechając się w duszy.
Przyszła pora na kolację, a nie ukrywam, że po dzisiejszym dniu byłam bardzo głodna.
Zeszłyśmy na dół do jadalni. Usiadłyśmy przy stole i rzuciłam się na jedzenie, niczym wygłodniałe zwierzę. Martha i Ann, które siedziały razem z nami, wspomniały jeszcze o dzisiejszych zajęciach, przyznając, że są po mojej stronie. Poprosiłam je jednak, żeby skończyły ten temat, ponieważ nie należy on do najprzyjemniejszych. Kate zaproponowała, żebyśmy któregoś razu urządziły sobie babski wieczorek, pograły w karty i poopowiadały sobie historyjki. Wszystkie zgodziłyśmy się, ukazując entuzjazm. Nagle nasze planowania i śmiechy przerwał głośny stukot obcasów. Właściwie, to nie przerwał dziewczynom, lecz mi. Wyłączyłam się z rozmowy i wbiłam wzrok w kobietę idącą w stronę stołu dla nauczycieli. Pierwszy raz pragnęłam, żeby na mnie spojrzała. Nie zrobiła tego. Patrzyłam w jej stronę tęsknym wzrokiem do końca mojego pobytu w jadalni.
- Cornelia!
- Yyy, s-słucham? - ocknęłam się z amoku i spojrzałam na Camile.
- Twój wzrok tonie. - zauważyłam, że dziewczyn nie ma już przy stole, siedziałam tylko z nią.
- J-ja... - myślałam, że zaraz się rozpłaczę. - Nawet nie spojrzała. - szepnęłam.
- Oh, daj spokój. Wcześniej też nie patrzyła i nie rozklejałaś się. Idziemy. - wzięła mnie pod rękę i odciągnęła od stołu.
- Nie patrz się tam!
Wróciwszy do pokoju poczułam się zmarnowana. Opadłam na łóżko i głośno westchnęłam. Nie mogłam przewidzieć jak sprawa potoczy się dalej. Co będzie ze mną i Melissą.
- Idę wziąć kąpiel. Dobrze mi zrobi. - powiedziałam, podnosząc się z łóżka.
Nagle usłyszałyśmy dźwięk tłuczego szkła.
- C-co to było? - spytała Kate, stojąc nieruchomo.
 - Pewnie Eleonora potłukła talerze. - stwierdziłam, wkładając na stopy klapki.
Udałam, że nie interesuje mnie to i postanowiłam w drodze do łazienki, sprawdzić co się stało. Bo szczerze wątpiłam, że nasza kucharka potłukła talerze. Wyszłam z pokoju i nasłuchiwałam. Usłyszałam czyjeś głosy i kroki. Ktoś szedł po schodach. Nie chciałam wracać do pokoju, żeby nie mieszać w to dziewczyn. Powoli ruszyłam w stronę łazienki, starając się usłyszeć o czym rozmawiają głosy. Kiedy postacie weszły na piętro, rozległ się dobrze znany mi dźwięk. Stukot. Przełknęłam ślinę, wbijając paznokcie w ręcznik, który trzymałam. Chciałam przyspieszyć, ale coś mnie hamowało. Wreszcie słyszałam wyraźnie, kto i o czym rozmawia, ale niestety zdanie było wyrwane z kontektu.
- ...tak więc trzeba będzie zrobić z tym porządek. To niedorzeczne. I niech mi pani obieca, że nikt się o tym nie dowie. - usłyszałam głos Panny Margaret, naszej dyrektorki. Wydawała się bardzo miłą osobą, ale czułam, że skrywa wiele tajemnic. Kiedy zobaczyły, że idę po korytarzu, ucichły, a ja odruchowo obróciłam się. Moje spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Melissy. Kobieta przymróżyła oczy. Zrobiłam dziwną minę i szybko weszłam do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi i stanęłam przed umywalką. Obmyłam twarz wodą i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, po czym ruszyłam przygotować sobie kąpiel. Leżąc w wannie zrelaksowałam się i choć na chwile przestałam myśleć o dzisiejszym dniu. Woda zaczęła parować, a po chwili całe pomieszczenie wypełniło się parą.
Wyszłam z wanny, owijając się w ręcznik. Spojrzałam na krzesło obok. Zapomniałam koszuli nocnej, świetnie! Będę musiała przemknąć szybko korytarzem, aby nikt mnie nie zauważył. Ubrałam klapki i znów stanęłam przed umywalką. Kiedy skończylam myć zęby, pochyliłam się aby nabrać wody do ust. Gdy znów stanęłam prosto i spojrzałam w lustro, zobaczyłam w nim ciemną postać. Wystraszyłam się śmiertelnie i mrugnęłam, aby mieć pewność, że nie przewidziało mi się. Nadal tam była. To Panna Melissa. Obróciłam się, oddychając coraz szybciej z przerażenia.
- C-co Pani tu r-robi? - wyjąkałam, opierając dłonie na umywalce.
Kobieta podeszła kilka kroków bliżej. Nie miała na sobie płaszcza, ani butów z obcasami. Stała przede mną w skromnej, firankowej, czarnej sukience, sięgającej jej prawie do kolan, której góra była prześwitująca. Panna Melissa w koszuli nocnej? Niecodzienny widok. Ja natomiast stałam zawinięta w ręcznik, który mocno trzymałam, aby przypadkiem nie zsunął się na ziemię.
- Nie sądzisz, że należy mi się rozmowa z tobą?
Ten głos. Przerażający, ale jednak było w nim coś, co mnie hipnotyzowało.
- A-ale chyba nie w tej chwili?
- Każda chwila może być odpowiednia.
- Mogłabym chociaż pójść się przebrać? - spytałam, kiedy mój oddech uspakajał się.
- Nie umkniesz mi tak łatwo. - pstryknęła palcami, a na moim ciele zamiast ręcznika, pojawiła się koszula nocna.
- Dziękuję. - odparłam bezbarwnie.
- Ta szkoła wyznaje jedną, główną zasadę, którą radziłabym przestrzegać. Panować nad swoimi emocjami.
- Pani wychodzi to wyśmienicie! - zaśmiałam się chamsko.
- Słuszna uwaga.
Chciałabym znów ujrzeć przed sobą tę uczuciową kobietę. – pomyślałam.
- Słyszę to McCarthy.
- To niesprawiedliwe! - wkurzyłam się. - Właściwie to wcale nie mam zamiaru pojednać się z Ginger, jeśli o to chodzi. Nie wiem po co właściwie przyszłaś tu - pozwoliłam sobie przestać używać formy grzecznościowej z uwagi na to, co łączyło mnie wczorajszego wieczoru z Melissą.
- Chcesz znów ujrzeć przed sobą tę uczuciową kobietę? Jestem w stanie spełnić twoje życzenie. - spojrzała na mnie z troską. Jakby przełączyła guziki w swoim wnętrzu i zmieniła postać, którą jest. Stała się tym, kim chciałam, aby była. Podeszła do mnie jeszcze bliżej. Odgarnęła mi z oczu kosmyk wilgotnych włosów i pochyliła się nade mną, po czym pocałowała mnie. Poczułam przeszywający mnie gorąc w żołądku. Dreszcze urządzające sobie maraton po całym moim ciele. Jej dłonie na mojej talii. Również objęłam ją, czując ciepło jej ciała przez cieniutki materiał sukienki.
Pocałunek trwał dłuższą chwilę, a żadna z nas najwidoczniej nie chciała przestać. Po chwili Melissa przerwała, złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą. Wyszłyśmy z łazienki. Na korytarzu panowały egipskie ciemności. Kobieta prawie biegła wzdłuż korytarza, a ja za nią. Trzymałam ją mocno, chcąc być jak najbliżej. Zatrzymałyśmy się przed jakimiś drzwiami i przywarła mnie do ściany obok, splatając swoje dłonie z moimi. Czułam jej szybki oddech na swojej szyi, kiedy pochyliła się, aby złożyć pocałunek. Cicho jęknęłam po czym poczułam jej usta na swoich. Wyswobodziłam swoje dłonie i objęłam ją wokół szyi. Myślałam, że serce za chwilę mi eksploduje. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Wzdrygnęłam się i lekko odepchnęłam od siebie kobietę. Zmarszczyła brwi.
- Co się dzieje? - spytała.
- Nie słyszysz? Ktoś idzie! - szepnęłam przestraszona.
Melissa chciała otworzyć drzwi, abyśmy mogły wejść do środka, ale nie zdążyła. Światła na korytarzu zapaliły się. Obie obróciłyśmy się w stronę, z której słychać było kroki.
- Witaj Margaret. - Melissa przybrała poważną minę i wyprostowała się, wypuszczając mnie ze swoich objęć.
Dyrektorka uśmiechnęła się półgłębkiem po czym spojrzała na mnie pytająco.
- Co pani tu robi Panno McCarthy?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- J-ja... - błądziłam wzrokiem po ścianach.
- Cornelia wracała z łazienki i wpadła na mnie przez przypadek, gdyż jeszcze do niedawna panowała tutaj ciemność.
- Właśnie. - przytaknęłam.
- Wszystkie dziewczęta są już w łóżkach. Proszę na przyłość pamiętać o pilnowaniu godziny, kiedy bierze pani kąpiel.
- Dobrze, proszę pani.
- Chyba lepiej będzie, jeśli nie będziesz tego pamiętać Margaret. - Melissa ruszyła w stronę kobiety, po czym zatrzymała się przed nią, wyciągnęła dłoń i wypowiedziała jakieś zaklęcie. Dyrektorka upadła na ziemię.
- Coś ty zrobiła?! - krzyknęłam przerażona.
- Odebrałam jej wspomnienie. Nie będzie pamiętać, że nas widziała, mogłaby zacząć szpiegować i dowiedzieć się wszystkiego. A to nie może się stać, nie teraz.
Nie odzywałam się. Spojrzałam tylko na kobietę i wróciłam do pokoju.
Dziewczyny leżały w łóżkach, światlo było zgaszone, lecz nie spały.
- Cornelio, nie przesadzasz z czasem trwania twoich kąpieli? - zapytała szeptem Camile.
- To nie kąpiel trwała tak długo. - odparłam, wsuwając się pod kołdrę.